02.09.2023, 18:10 ✶
Brenna kręciła się przy brzegu, węsząc, to przy ziemi, tu w powietrzu. Obiegła pobliskie drzewo, i chyba szukałaby tropu dalej - a może tylko go sprawdzała, bo wyglądała, jakby coś podchwyciła? - gdyby Victoria nie wypowiedziała jej imienia.
Wilczyca podbiegła do Lestrange, i już wbiegając po niezbyt stromej skarpie zmieniła się w pół ruchu.
- Ładne - przytaknęła, przyglądając się włosowi, który znalazła Victoria. - To chyba młodego? Czy starsze też miewają takie złote grzywy? - spytała, trochę niepewna, bo magiczne stworzenia nigdy nie były jej specjalnością, a ostatni raz jednorożca widziała wiele lat temu - i zarówno jego grzywa, jak i sierść, zdawały się Brennie w nocnym blasku srebrzyste.
- Zdaje mi się, że je wyczułam. Na pewno wyczułam coś, a skoro to znalazłaś, to znaczy, że nadal tu są... siedlisko było gdzieś tam, za tymi krzewami, jeśli użyjemy kameleona, może nawet uda się je zobaczyć, póki nie podejdziemy za blisko. Tylko... hm, powiedziałabym, że wyczuwam też człowieka? Trochę dziwne, bo to jednak głębia Zakazanego Lasu. Może ktoś zabłądził?
W porządku, od strony Hogsmeade las był "Zakazany" tylko z nazwy. Uczniowie nie mogli wchodzić na tereny przylegające do szkoły, a obcych powstrzymałyby zaklęcia chroniące szkołę, Brenna jednak podejrzewała, że do puszczy w pobliżu miasteczka mieszkańcy zapuszczali się wielokrotnie. Były jednak teraz w jego głębi, w dodatku w okolicy raczej niedostępnej, nie spodziewała się więc tutaj żadnych przypadkowych spacerowiczów.
Z drugiej strony, one tu trafiły.
Oddała włos Victorii, pozwalając jej go schować. I wahała się przez moment, rozważając, czy od razu ruszyć dalej, ku krzewom, zza którymi w pobliżu skał prawdopodobnie znajdowało się siedlisko, skryte we mgle… czy też zadać pytanie, krążące jej po głowie już od jakiegoś czasu. A właściwie to dokładnie od miesiąca.
– Tori? Jeżeli nie chcesz odpowiadać i o tym rozmawiać, po prostu każ mi nie wtrącać nosa nieswoje sprawy. Ale czy ty naprawdę chcesz wyjść za Sauriela Rookwooda? – wyrzuciła w końcu z siebie. Być może naprawdę nie powinna się wtrącać: dobrą wolą w końcu piekło brukowano. Victoria była dużą dziewczynką i jeżeli zgodziła się na aranżowane małżeństwo, miała swoje powody – a Brenna nie powinna ich negować.
Ale na litość bogini.
Rookwood – a miała dobre powody, by nie ufać Rookwoodom. Wampir, ktoś na kogo Brenna wpadła całe dwa razy i kto przy obu tych razach pokazał, że całkiem blisko mu do potwora. Był nie tylko narzuconym narzeczonym, ale też… trupem. U jego boku Victoria nigdy nie pojawi się nigdzie w dzień, nie urodzi dzieci. Czekał ją ostracyzm ze strony wielu czystrokrwistych rodów. Nie wspominając już o tym, że Sauriel Brennie zdawał się zwyczajnie niebezpieczny – i przyszło jej nawet do głowy, że może ktoś Lestrangów zwyczajnie szantażował.
Więc tak, jeżeli Victoria taką decyzję podjęła, Brenna zamierzała ją uszanować. Ale jeżeli chciałaby wykręcić się z tego małżeństwa… była gotowa poruszyć niebo i ziemię, żeby w tym pomóc.
Wilczyca podbiegła do Lestrange, i już wbiegając po niezbyt stromej skarpie zmieniła się w pół ruchu.
- Ładne - przytaknęła, przyglądając się włosowi, który znalazła Victoria. - To chyba młodego? Czy starsze też miewają takie złote grzywy? - spytała, trochę niepewna, bo magiczne stworzenia nigdy nie były jej specjalnością, a ostatni raz jednorożca widziała wiele lat temu - i zarówno jego grzywa, jak i sierść, zdawały się Brennie w nocnym blasku srebrzyste.
- Zdaje mi się, że je wyczułam. Na pewno wyczułam coś, a skoro to znalazłaś, to znaczy, że nadal tu są... siedlisko było gdzieś tam, za tymi krzewami, jeśli użyjemy kameleona, może nawet uda się je zobaczyć, póki nie podejdziemy za blisko. Tylko... hm, powiedziałabym, że wyczuwam też człowieka? Trochę dziwne, bo to jednak głębia Zakazanego Lasu. Może ktoś zabłądził?
W porządku, od strony Hogsmeade las był "Zakazany" tylko z nazwy. Uczniowie nie mogli wchodzić na tereny przylegające do szkoły, a obcych powstrzymałyby zaklęcia chroniące szkołę, Brenna jednak podejrzewała, że do puszczy w pobliżu miasteczka mieszkańcy zapuszczali się wielokrotnie. Były jednak teraz w jego głębi, w dodatku w okolicy raczej niedostępnej, nie spodziewała się więc tutaj żadnych przypadkowych spacerowiczów.
Z drugiej strony, one tu trafiły.
Oddała włos Victorii, pozwalając jej go schować. I wahała się przez moment, rozważając, czy od razu ruszyć dalej, ku krzewom, zza którymi w pobliżu skał prawdopodobnie znajdowało się siedlisko, skryte we mgle… czy też zadać pytanie, krążące jej po głowie już od jakiegoś czasu. A właściwie to dokładnie od miesiąca.
– Tori? Jeżeli nie chcesz odpowiadać i o tym rozmawiać, po prostu każ mi nie wtrącać nosa nieswoje sprawy. Ale czy ty naprawdę chcesz wyjść za Sauriela Rookwooda? – wyrzuciła w końcu z siebie. Być może naprawdę nie powinna się wtrącać: dobrą wolą w końcu piekło brukowano. Victoria była dużą dziewczynką i jeżeli zgodziła się na aranżowane małżeństwo, miała swoje powody – a Brenna nie powinna ich negować.
Ale na litość bogini.
Rookwood – a miała dobre powody, by nie ufać Rookwoodom. Wampir, ktoś na kogo Brenna wpadła całe dwa razy i kto przy obu tych razach pokazał, że całkiem blisko mu do potwora. Był nie tylko narzuconym narzeczonym, ale też… trupem. U jego boku Victoria nigdy nie pojawi się nigdzie w dzień, nie urodzi dzieci. Czekał ją ostracyzm ze strony wielu czystrokrwistych rodów. Nie wspominając już o tym, że Sauriel Brennie zdawał się zwyczajnie niebezpieczny – i przyszło jej nawet do głowy, że może ktoś Lestrangów zwyczajnie szantażował.
Więc tak, jeżeli Victoria taką decyzję podjęła, Brenna zamierzała ją uszanować. Ale jeżeli chciałaby wykręcić się z tego małżeństwa… była gotowa poruszyć niebo i ziemię, żeby w tym pomóc.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.