Stanley kiwnął głową na zgodę do Nicholasa, a następnie podszedł do szafki. Sprawnym ruchem różdżki otworzył ją i przeniósł sobie list do własnych rąk, zabierając się po chwili za czytanie. Nie omieszkał oczywiście podzielić się jego zawartością wraz z kuzynem, dlatego miał zamiar przeczytać go na głoś, pomijając te nudniejsze fragmenty.
- Szanowny Panie Hendrick... Bzdury... - odparł, rozpoczynając swoje zadanie. Przez dłuższy moment bełkotał coś pod nosem, próbując dojść do jakichś ciekawszych fragmentów tegóż listu - O! Jest coś... - ucieszył się, dochodząc do prawdziwie ciekawych rzeczy, które rzucały trochę światła na całą sprawę - Zgodnie z tym co przekazał pan brygadziście Weasleyowi, chciałbym pana zaprosić 2 kwietnia roku bieżącego, do stawienia się w Ministerstwie Magii, a dokładniej w Biurze Brygady Uderzeniowej. Będę na pana oczekiwać o godzinie 10. Podpisano... M.Yarwick... - złożył list, podnosząc powoli wzrok na Yaxleya, a następnie na Hendricka, co by przyjrzeć się jego reakcji.
Mężczyzna, któremu przed chwilą zostało zadane pytanie, wpatrywał się nerwowo na dwójkę napastników, rozkładając bezradnie ręce - J-J-Ja nie chciałem? - zapytał, niepewnym głosem. Hendrick ewidentnie wiedział, że źle rozegrał rozdane mu karty - Panowie... Naprawdę... Nie pójdę tam jutro składać zeznań... Przysięgam... - złapał się za pierś, próbując udowodnić wartość swoich słów.
Borgin pokiwał tylko przecząco głową - Łżesz niczym pies. Tacy jak ty powiedzą wszystko to co chcemy tylko usłyszeć... - stwierdził z ciężkim węstchnięciem - Widzisz... Gdybyś tylko poszedł po rozum do głowy tamtego dnia i nie zgłosił się jako jeden ze świadków to pewnie byśmy inaczej rozmawiali... - podszedł do Nicholasa, a następnie poklepał go po barku - Ba! Nas by tutaj wtedy nie było, czyż nie Jacksonie? - zapytał retorycznie wspólnika. Nie ustalili sobie ksywek wcześniej dlatego Stanley musiał wymyślić coś na szybko, aby tylko nie nazwał Yaxleya jego imieniem - Co my teraz z nim zrobimy? - dopytał, czekając na pewnego rodzaju sugestie odnośnie losu ich ofiary.
- No jak to co panowie... Ja... Ja nie pójdę nigdzie, a wy nas zostawicie... - zatroskany ojciec przedstawił swoją całkiem idylliczną wersję, która nie była jednak w planach tej dwójki, a już na pewno nie Borgina. Młodszy z dwójki kuzynów skwitował te słowa kiwając przecząco głową - N-Nie? Panowie proszę... Błagam. Dogadamy się jakoś, naprawdę... - skamlał, wręcz błagając o litość.
Vulturis nachylił się kuzyna w taki sposób aby móc patrzeć Hendrickowi w oczy kiedy będzie dyskutował nad jego losem z Nicholasem - Rób z nimi co chcesz... Według mnie trochę nie miło postąpili... A ten słowa w Twoim kierunku? No mi by było przykro - zauważył, podpowiadając po cichu - Jeżeli chcesz to możemy tu przypadkiem zrobić... - zamilkł na moment, unosząc palce w geście cudzysłowie - Wypadek - uśmiechnął się pod nosem na tę myśl - Zastanów się chwilę i daj mi znać... A potem, wiesz co robić - poklepał go raz jeszcze po plecach, a następnie udał się pod ścianę przy oknie, aby się tam oprzeć, kręcąc swoją różdżką.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972