02.09.2023, 20:39 ✶
Cały wieczór próbował ogarnąć tajniki gotowania, by własnoręcznie przygotować swoje ulubione paszteciki dla zranionej kuzynki. Nie miało tutaj znaczenia, że dysponował magią. Nie pomogły nawet zaklęcie kulinarne. Do pierwszej partii pasztecików dyniowych zapomniał dodać dyni. Do drugiej nawet dodał, ale zapomniał o cukrze i maśle... i chyba o czymś co sprawia, że postanawiają rosnąć. Trzecia partia! Trzecia partia to miało być to. Odręcznie ulepił każdy pasztecik. Sprawił, że pędzelek starannie obmył wszystko (łącznie z czubkiem jego nosa) jajkiem. W końcu włożył do piekarnika, nastawił na odpowiedni czas i... i zapomniał o nich.
W czwartek o 9 w końcu stanął pod drzwiami sali, w której leżała jego kuzynka. Pod pachą miał całą tackę pasztecików, które udało mu się odratować. Starannie włożył je do pojemnika z ruchomym zdjęciem Conana i Heather z dzieciństwa i owinął w ozdobny papier. Trzymał je mocno, tak aby choć ostatnie sztuki trafiły do buzi jego kuzynki zamiast na podłogę. Przed wejściem do sali jeszcze raz poprawił pudełko pod pachą i położył dłoń na klamce.
Już chciał nacisnąć, ale w ostatniej chwili stwierdził, że może to nie jest najlepszy pomysł. Jak to tak, bez pukania? Może ma gości albo jest naga albo gorzej... ma gości i jest naga. Odchrząknął i przeczesał włosy palcami. Wziął głęboki oddech i zapukał dwukrotnie do drzwi.
- Heather! Tu CON! - krzyknął po czym rozejrzał się szybko po skrzydle. Nie chciał przypadkiem wzbudzić jakiś duchów. - Con! Twój kuzyn! - dodał trochę ciszej. Kto wie? Może już go nie pamięta. Conan nie znał szczegółów wypadku Heather. Nie wiedział też w jakim jest stanie. Może już go nie pamiętała? Może on jej nie pozna? Może to nie będzie Heather i dostał podrobioną sowę?! - Mam paszteciki!! - powiedział po chwili już całkiem cicho. Może i był w skrzydle urazów, ale sam nie planował zarobić drętwotą w plecy. Nie przez te cholerne pasztety.
W czwartek o 9 w końcu stanął pod drzwiami sali, w której leżała jego kuzynka. Pod pachą miał całą tackę pasztecików, które udało mu się odratować. Starannie włożył je do pojemnika z ruchomym zdjęciem Conana i Heather z dzieciństwa i owinął w ozdobny papier. Trzymał je mocno, tak aby choć ostatnie sztuki trafiły do buzi jego kuzynki zamiast na podłogę. Przed wejściem do sali jeszcze raz poprawił pudełko pod pachą i położył dłoń na klamce.
Już chciał nacisnąć, ale w ostatniej chwili stwierdził, że może to nie jest najlepszy pomysł. Jak to tak, bez pukania? Może ma gości albo jest naga albo gorzej... ma gości i jest naga. Odchrząknął i przeczesał włosy palcami. Wziął głęboki oddech i zapukał dwukrotnie do drzwi.
- Heather! Tu CON! - krzyknął po czym rozejrzał się szybko po skrzydle. Nie chciał przypadkiem wzbudzić jakiś duchów. - Con! Twój kuzyn! - dodał trochę ciszej. Kto wie? Może już go nie pamięta. Conan nie znał szczegółów wypadku Heather. Nie wiedział też w jakim jest stanie. Może już go nie pamiętała? Może on jej nie pozna? Może to nie będzie Heather i dostał podrobioną sowę?! - Mam paszteciki!! - powiedział po chwili już całkiem cicho. Może i był w skrzydle urazów, ale sam nie planował zarobić drętwotą w plecy. Nie przez te cholerne pasztety.