Na szczęście łuk, który dzierżył Laurent, był tym, który nie przynosił ze sobą ran. Jak łuk tego amorka unoszonego na chmurce, tylko... ani tu chmurki, a ten aniołek... hm. Chyba słodki w stalowych oczach? Na szczęście wiele strzał miał w tym kołczanie, a jego tarcza była tak zabójczo przystojna, że prawie odchodził od zmysłów, nie mogąc na niej położyć palców. Ale to - wcześniej. Dzisiaj cieszył się tym, że ta boska istota dzieliła z nim to niebo, tę uliczkę i że poświęcała mu swój czas, swój uwagę. Że spoglądała na niego tak, że czuł się sam piękny i mógł prężyć się i przeciągać jak łania przed wilkiem, żeby na pewno pokazać swoje smukłe nogi, swoje sarnie oczy. Może te Laurenta czarne nie były, ale czasem miały naprawdę łanią naturę... Mógł nawet umknąć w pobliskie krzaki, żeby skusić i zachęcić do gonienia. Albo mógł położyć się i tylko czekać, aż wilk podejdzie w pełni blisko. Ale, kolejny strzał - Kayden należał do tych, którzy lubili gonić za łanią. Smakowała mu łatwa, tania zdobycz panienek, jakimi się otaczał, ale to nie było to, czego naprawdę pożądał. Zgadza się, granie z Laurentem było niebezpieczne, jeśli za niebezpieczeństwo uważało się sieć, jaką prządł wokół osób, które wpadły mu w oko. To nie była przecież sieć, z której nie dało się wyrwać, po prostu... pająk tak słodził swoim szeptem i kusił, że chyba nie spotkał na swojej drodze jeszcze kogoś, kto wyrywać by sie próbował. No w końcu - po co? Te usta oferowały miód, oczy uwielbienie, a palce anielskie ukojenie. Czy najlepszym więzieniem nie było to, w którym nie zdajesz sobie z więzienia sprawy..? Ale to nie było dla nikogo więzienie i Laurent nie zamierzał nikomu robić krzywdy. Wręcz przeciwnie - chciał dawać kawałeczek Nieba tym, którzy również przynosili je dla niego. Czasem była to inwestycja, która jednak potem bolała. Bo możesz być świetnym strzelcem i obserwatorem, ale nie wszystko da się zauważyć. Ludzie też potrafili się świetnie maskować. Ale to nic, to nic. Życie nie mogło się składać tylko i wyłącznie ze zwycięstw. Strzały niekiedy chybiały. I chociaż nie robił to po to, żeby udowodnić, że potrafi, to zawsze był zadowolony ze swoich małych zwycięstw. Tak jak teraz.
- Ośmielę się wysunąć teorię, że będziesz w stanie. - Kolejny strzał. Czy on był osobą, która lubiła podejmować wyzwania? Jeśli tak - jakiego? To nie miało być przede wszystkim wyzwanie, choć uważał, że mogło tak zabrzmieć w uszach jego słuchacza. - Ach, wiedza... Nie jesteś osobą, która lubi się wypowiadać na tematy, na które nie ma pojęcia, wiem o tym. A jednak dajesz się wciągać w dywagacje na temat tego, co może się wydawać, a co nie, nawet kiedy masz świadomość, że twoja wiedza jest niepoprawna. Powiedziałbym, bardzo odważnie, że udało mi się cię trochę ośmielić względem siebie. Może po prostu udowodnić, że rzeczywiście słucham uważnie i jestem gotów uzupełnić pole, gdzie ty masz brak? - A może się zupełnie mylił? Choć uważał, że to ten pocałunek bardzo ośmielił Kaydena i go rozluźnił w ich relacji. Że się ośmielił i teraz po prostu... dawał się zaplątywać tym drobnym nitkom. Nie bez wzajemności, bo Laurent widział wyraźnie, że i jego niteczki łapały. To był wspaniały czas - gdy mogłeś spędzić go na flircie, który nie był po prostu pustymi komplementami i uśmiechami. Gdzie twój umysł mógł pracować, a ty mogłeś sycić się drugim człowiekiem. Szukali obiadu? Został podany. - Bardziej niż słuchać wolisz aktywny dialog. - Pochylił się lekko w jego stronę na tej ławeczce na drobny moment. - Aktywny, intensywny dialog. - Brzmiało z podtekstem? Laurent by przecież nigdy tego nie zrobił! I nie, nie umniejszał tego, że Kayden słuchać lubił, skąd. Natomiast był niemal pewien, że Kayden to człowiek, który bardziej od słuchania i mówienia lubi, kiedy ktoś sprawiał, że... ktoś mu merdał sznurkiem przed twarzą. Że to wszystko nie było jednostronne, oczywiste i banalne. Laurent uważał, że mógł mu to dać. Ba! Że już mu to daje. Tak przynajmniej oceniał to patrząc po jego nastroju i reakcjach. Tym zresztą, jak te reakcje mocno się zmieniły od ich poprzedniego spotkania. Tego sprzed spotkania na plaży.
Laurent nie miał problemu z tym, by być w komplementach oszczędny. Ba... wobec Kaydena był. Bardzo. Niedobór był czasami lepszy niż przesyt, bo przesyt potrafił być tani, ale wszystko zależało od tego, czego oczekuje druga strona. Laurent miał tęczowe łuski. Był jak kameleon, który potrafił się zazwyczaj błyskawicznie przystosować do tego, co się dzieje, jeśli chodziło o sytuacje społeczne. Gorzej z tymi, które działy się w konfliktach fizycznych. Tak sobie nie radził zupełnie i może nie był sparaliżowany zupełnie strachem, ale bywało to naprawdę różnie. I kiepsko. Tak samo jak z jego odwagą. Ale to ostrzeżenie o karmieniu pychy, chociaż wypowiedziane żartem, zwróciło jego uwagę. Zastanawiał się, na ile na poważnie powinien to wziąć. Czy Kayden bał się zatopienia w tej pysze? Bo nie brzmiało to jak zaproszenie do dalszego cukru. Och, tego nie zamierzał go skąpić... ale mógł znajdować inne sposoby. To wcale nie musiało być słowo. Lub po prostu słowo, ale od czasu do czasu. Byle trafnie. Byle była ta mała, czerwona kropka na środku tarczy.
- Nie, Kaydenie. Nie śmieję się z twojego francuskiego. Śmieję się, ponieważ twoje towarzystwo wywołuje mój uśmiech. - Może zupełnie niepotrzebne były te słowa, może to było oczywiste. Ale niektóre oczywistości, jakie wypowiadało się na głos, nabierały zupełnie nowej mocy. Nowego znaczenia. Stawały się prawdziwe, gdy wcześniej były niepisaną oczywistością, w którą można było zwątpić. Laurent zapatrzył się na Kaydena i nie chciał przerywać jego zamyślenia. Chciał go przeprosić za to zatrzymanie się, ale naprawdę zrobiło mu się trochę słabo. Pozytywnie, bo przecież śmiech to zdrowie. Ale jednocześnie był wyczerpujący. Poczekał. Nie śpieszył się. Podziwiał piękno mu dane, powstrzymując się od niemal tęsknego westchnienia. Taki piękny... Chciał go poznać bliżej i przekonać się, jakim jest człowiekiem. Bo że nie był zły - tego był już pewien. Ale co dalej? - Przepraszam za drobny postów. Już mi lepiej. Chciałbyś kontynuować? Przyznam, że byłem tak zaabsorbowany rozmową - i twoim widokiem - że nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy. - To tak apropo tego kreatywnego gubienia się i odnajdywania, tak?