03.09.2023, 00:28 ✶
Jakże drażnił ją ten zapach lawendy; ta przeklęta dusząco słodka woń, okalająca jego męża, stanowiąca dobitne przypomnienie, że nie musi być jedyną kobietą w jego życiu, że w każdej chwili może zostać wymieniona na nowszy model, bez wyblakłych niteczek rozstępów na brzuchu i umysłem wolnym od bezustannej troski o dzieci wybijającej się na pierwszy plan. Kim jest ta kobieta, Augustusie?, pytały jej oczy, zdumione i szkliste, lecz na ustach wciąż majaczył uśmiech - spolegliwy, a jednocześnie zadziorny, skrywający w sobie przyjemną obietnicę. Kim ona jest? Nie znała bowiem żadnego mężczyzny, który lubowałby się w tak delikatnych perfumach.
Nawet nie miała szczególnej ochoty na zbliżenie - był to jednak jedyny znany jej sposób na to, aby skupić jego myśli na sobie, na ich małżeństwie i złożonej przed ołtarzem obietnicy. Drżąc z niecierpliwości pozbawiała go ubrań przesiąkniętych obcą, przeklętą lawendą (wiedziała już, że oto znienawidziła wszystko, co wiązało się z tym kwiatem, choć zapytana nie potrafiłaby udzielić odpowiedzi dlaczego), a potem równie gorączkowo prowadziła go do łazienki, by zmyć z niego ten zapach, szorować jego skórę tak długo i mocno, aż zrobi się różowa i przesiąknie nową wonią, róż - jej róż - które nosić będzie niczym wyróżnienie, znak ostrzegawczy przed wywłokami polujących na żonatych mężczyzn. Nic wszakże nie zwiększa atrakcyjności tak, jak niedostępność.
Sięgnij po różdżkę i potraktuj go odpowiednim zaklęciem, aby wijąc się z bólu wyznał ci prawdę, odezwał się w jej głowie dobrze znany głos, ostry i syczący, niczym leże setki żmij. Dobrze je znasz, Imogen.
Nie chcę, żeby pomyślał, że jestem jak suka, która obwąchuje swojego pana na powitanie, odcięła się w myślach, po czym posłała Augustusowi najsłodszy uśmiech, na jaki było ją stać. Nawet, jeżeli niewiele mi do niej brakuje.
— Ależ oczywiście, kochany — odparła, po czym weszła do wody i usiadła naprzeciwko niego. W wannie było ciasno, musieli oboje podkulać nogi, a i tak nie dało się uniknąć wzajemnego zaplątania w swoje kończyny. — A poza tą nudną kolacją, to jak minął ci dzień? Wyszedłeś tak wcześnie...
Nawet nie miała szczególnej ochoty na zbliżenie - był to jednak jedyny znany jej sposób na to, aby skupić jego myśli na sobie, na ich małżeństwie i złożonej przed ołtarzem obietnicy. Drżąc z niecierpliwości pozbawiała go ubrań przesiąkniętych obcą, przeklętą lawendą (wiedziała już, że oto znienawidziła wszystko, co wiązało się z tym kwiatem, choć zapytana nie potrafiłaby udzielić odpowiedzi dlaczego), a potem równie gorączkowo prowadziła go do łazienki, by zmyć z niego ten zapach, szorować jego skórę tak długo i mocno, aż zrobi się różowa i przesiąknie nową wonią, róż - jej róż - które nosić będzie niczym wyróżnienie, znak ostrzegawczy przed wywłokami polujących na żonatych mężczyzn. Nic wszakże nie zwiększa atrakcyjności tak, jak niedostępność.
Sięgnij po różdżkę i potraktuj go odpowiednim zaklęciem, aby wijąc się z bólu wyznał ci prawdę, odezwał się w jej głowie dobrze znany głos, ostry i syczący, niczym leże setki żmij. Dobrze je znasz, Imogen.
Nie chcę, żeby pomyślał, że jestem jak suka, która obwąchuje swojego pana na powitanie, odcięła się w myślach, po czym posłała Augustusowi najsłodszy uśmiech, na jaki było ją stać. Nawet, jeżeli niewiele mi do niej brakuje.
— Ależ oczywiście, kochany — odparła, po czym weszła do wody i usiadła naprzeciwko niego. W wannie było ciasno, musieli oboje podkulać nogi, a i tak nie dało się uniknąć wzajemnego zaplątania w swoje kończyny. — A poza tą nudną kolacją, to jak minął ci dzień? Wyszedłeś tak wcześnie...
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark