03.09.2023, 11:14 ✶
Monsieur Rosier nie uważał się za błazna. Chyba faktycznie nim nie był. Nie uznawał się jednak także za bufona i snoba, a tymi był już ponad wszelką wątpliwość. Do pracowni Rosierów wszedł zamyślony, szarpiąc swoje jasne włosy, zwykle starannie uczesane i wprowadzając na nich swoisty nieład.
- Catherine! Catherine, gdzie mój szkicownik?! – zawołał już od progu, jeszcze zanim zobaczył Potterównę. Był zirytowany, bo zazwyczaj nosił przy sobie szkicownik o każdej porze dnia i nocy, na wypadek nagłego przypływu weny, a teraz, kiedy na ulicy kapelusz pewnej damy zainspirował go do uszycia idealnej kreacji, odkrył, że… obecny cały już zapełnił szkicami. Nie mógł więc od razu przenieść swojej idei na papier.
Na całe szczęście, w swoim gabinecie miał mnóstwo innych szkicowników, bloków i luźnych kartek.
Na nieszczęście, nigdzie nie mógł znaleźć swojej asystentki.
Wkroczył do sali i przystanął, marszcząc jasne brwi na widok Jane Potter.
O czym na bogów ona mówiła? Myszy? Kopciuszek? Bo Christopher z mugolskich bajek znał całą jedną – tą, która według rodzinnej legendy sprawiła, że ich rodzina zdobyła bogactwo, dzięki sprawianiu podstępem, że król wziął za żonę jedną z córek Rosierów.
- To jakaś magiczna istota? Mogę tylko zagwarantować, że gdybyś założyła suknię ode mnie, na pewno wyglądałabyś lepiej od niej, ale stanowczo odmawiam szycia jako mysz – oświadczył Christopher. Jane Potter, z której matką współpracowała jego matka, zawsze nieco zbijała go z tropu, bo wydawała się absolutnie obojętna na wszystkie próby flirtu z jego strony – a kobiety, które zaszczycał swoją uwagą, rzadko pozostawiały to bez reakcji. Christopherowi nie zgadzało się to z wizją świata, a był nieświadom, że aby mieć u Jane jakiekolwiek szanse, musiałby mieć na imię Christina. – Czyżbyś wreszcie pojawiła się po suknię szytą na miarę? Czy dalej będziesz kultywować ten barbarzyński obyczaj wybierania jakiejś z wieszaka? – spytał, bo chociaż wszystkie kreacje Rosierów były wspaniałe, to zdaniem Christophera gotowy projekt nigdy nie umywał się do tego przygotowanego na zamówienie. A Potterówna była dokładnie taką kobietą, dla których zwykle łaskawie zgadzał się je przygotowywać – ładna, czystokrwista, bogata, najstarsza córka znanych rodziców i miała swego rodzaju iskrę, bo mdławym pannom odmawiał, nieważne, ile galeonów miały w sakiewce i kim był ich ojciec.
- Catherine! Catherine, gdzie mój szkicownik?! – zawołał już od progu, jeszcze zanim zobaczył Potterównę. Był zirytowany, bo zazwyczaj nosił przy sobie szkicownik o każdej porze dnia i nocy, na wypadek nagłego przypływu weny, a teraz, kiedy na ulicy kapelusz pewnej damy zainspirował go do uszycia idealnej kreacji, odkrył, że… obecny cały już zapełnił szkicami. Nie mógł więc od razu przenieść swojej idei na papier.
Na całe szczęście, w swoim gabinecie miał mnóstwo innych szkicowników, bloków i luźnych kartek.
Na nieszczęście, nigdzie nie mógł znaleźć swojej asystentki.
Wkroczył do sali i przystanął, marszcząc jasne brwi na widok Jane Potter.
O czym na bogów ona mówiła? Myszy? Kopciuszek? Bo Christopher z mugolskich bajek znał całą jedną – tą, która według rodzinnej legendy sprawiła, że ich rodzina zdobyła bogactwo, dzięki sprawianiu podstępem, że król wziął za żonę jedną z córek Rosierów.
- To jakaś magiczna istota? Mogę tylko zagwarantować, że gdybyś założyła suknię ode mnie, na pewno wyglądałabyś lepiej od niej, ale stanowczo odmawiam szycia jako mysz – oświadczył Christopher. Jane Potter, z której matką współpracowała jego matka, zawsze nieco zbijała go z tropu, bo wydawała się absolutnie obojętna na wszystkie próby flirtu z jego strony – a kobiety, które zaszczycał swoją uwagą, rzadko pozostawiały to bez reakcji. Christopherowi nie zgadzało się to z wizją świata, a był nieświadom, że aby mieć u Jane jakiekolwiek szanse, musiałby mieć na imię Christina. – Czyżbyś wreszcie pojawiła się po suknię szytą na miarę? Czy dalej będziesz kultywować ten barbarzyński obyczaj wybierania jakiejś z wieszaka? – spytał, bo chociaż wszystkie kreacje Rosierów były wspaniałe, to zdaniem Christophera gotowy projekt nigdy nie umywał się do tego przygotowanego na zamówienie. A Potterówna była dokładnie taką kobietą, dla których zwykle łaskawie zgadzał się je przygotowywać – ładna, czystokrwista, bogata, najstarsza córka znanych rodziców i miała swego rodzaju iskrę, bo mdławym pannom odmawiał, nieważne, ile galeonów miały w sakiewce i kim był ich ojciec.