— Desperacja albo złośliwość — zaznaczył podkreślając swą myśl palcem wystrzelonym w górę. Loretta oficjalnie została wrogiem Jonathana, chociaż nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Mężczyzna był lojalny przyjaciołom, w dodatku cechowało go myślenie prostolinijne. Czarownica mogła być matką Teresą, ale skoro sprawiła Philipowi przykrość, więc nie była warta przychylności Jo.
— No nie mów! Nie jego sprawa, co się pcha! Loretta potrafi zadbać sama o siebie, co bardzo dobrze udowodniła. Koleś stracił swoje pięć minut sławy i teraz się wpycha w życie innych.
Kolejny członek rodziny Lestrange trafił na czarną listę. Jonathan oczywiście nie skreśli całego rodu, zna w końcu Amandę oraz jej rodziców, którzy są przemiłymi ludźmi. Być może w problematycznym rodzeństwie wrzała krew Blacków, a z tą rodziną Jonathan nie miał za wiele do czynienia.
Urquart obarczał winą herbatę za swoje sercowe uniesienia, co było wymówką przed samym sobą. Nigdy nie przyznałby się, że darzy Geraldine uczuciami innymi od rodzinnych i przyjacielskich. Rozum podpowiadał, że nawet jeśli kapłanki obdarzyły ich kilkoma kroplami amortencji, to efekt nie powinien utrzymywać się tak długo... i być tak intensywny. Gdzieś w jego głowie neurony podpowiadały, że być może eliksir zwrócił jego uwagę na możliwość innego rodzaju relacji z panną Yaxley, co naprowadziło go na niezwykłe odkrycia.
— Z kochanką pogadasz, ale nie przewidzisz, czy spotkasz ją na drugi dzień. A żona jest zawsze na wyciągnięcie ręki.
Wzruszył ramionami. Oczywista sprawa. Upił trunku zbierając się na odwagę. Teraz albo nigdy.
— Chciałbym się oświadczyć Geraldine.
Wyrzucone zdanie uniosło się w eterze. Philip wiedział o przyjaźni panny Yaxley z Urquartami. Była dla nich jak siostra. No właśnie. Siostra.
— Z żadną kobietą nie dogaduję się jak z nią i... no wiesz, oczywiście to tylko chodzi o względy praktyczne, co nie... — dodał szybko a twarz przybrała mu kolor buraczka. — Nie mówię od razu, że chciałbym z nią spać, co nie, to znaczy... Może kiedyś, ale... — wymamrotał agresywnie przyciskając kieliszek do ust i kończąc zdanie łykiem alkoholu.