— Oh, nie, nie trzeba. Proszę mi dać tylko chwilkę i się... nie przejmować...
Wziął parę głębszych oddechów. Gdy już był gotowy do drogi, dostrzegł kolejną przeszkodę. Zdecydowanie nie tędy wchodzili do lasu. Szeroka ścieżka zatamowana była stosem drzew, zupełnie jakby Beltane wywołało halucynacje u bobrów i te pomyliły drogę z rzeką.
— Dobrze byłoby to posprzątać.
Rzucił zaklęcie lewitujące na najwyższą kłodę. Uniosła się tylko trochę i nie reagowała na magiczne wysiłki Marqueza. Zapewne trzeba było wspomóc się fizycznie... czego nie był w stanie zrobić.
— Czy... Czy mogłaby panienka spróbować to przesunąć?
Trudno było mu ocenić, czy kobieta sobie poradzi z zadaniem. Jeśli nie, będą musieli wrócić i po prostu przekażą informacje o napotkanej przeszkodzie.