03.09.2023, 12:53 ✶
Podejście Ministerstwa do czarnej magii oraz nekromancji niekiedy przypominało Brennie podejście dziecka, które wierzy, że jeżeli zamknie oczy i niczego nie zobaczy, nie stanie się nic złego. Nie, nie podobało się jej otaczanie wiedźm szacunkiem ani uczenie pewnych praktyk. Ale miała dziwne wrażenie, że gdyby Grindewald swoją działalność rozpoczął w Anglii, nie w USA i Europie, to pewnie osiągnąłby lepsze rezultaty. Tak, bał się Dumbledore’a, ale tutaj nawet nie wolno było próbować walczyć z maledictusami chociażby. Nie wspominając o tym, że już krzywo patrzono na kogoś, kto potrafił rozpoznać ślady pewnych zaklęć, nawet jeżeli ich nie stosował…
– Dziękuję – powiedziała odnośnie raportu. Nie, nie miała zamiaru zapewniać, że nie trzeba, że to śledztwo aurorskie, bo żyli w czasach, w których Brenna wolała trzymać rękę na pulsie… A każde informacje dostarczone Zakonowi Feniksa, były na wagę złota. – Za zioła też, chociaż bez obaw, naprawdę nic mi nie dolega – stwierdziła, uśmiechając się do Cynthii. Może i przejmowała się innymi, ale to nie oznaczało, że nie potrafiła poradzić sobie z takimi sprawami. Owszem, pierwotnie wcale nie planowała się w nie mieszać – ale widmo wojny i wreszcie jej początek wiele zmieniły, a ot przypadek losu sprawił, że jako widmowidz… była przydatna. Brenna musiała więc po prostu do tego przywyknąć.
Ale przywyknięcie w jej przypadku nie oznaczało obojętności.
– Pewnie, zawsze chętnie. W restauracji na Pokątnej mają specjalne menu pod Yule, a na Horyzontalnej ma być jarmark, może coś będzie wam pasowało – stwierdziła, również cicho, kiwając przy tym głową. Czasem dobrze było na moment oderwać się od szarej rzeczywistości i ponurości pracy – a Brenna miała wrażenie, że Cynthia i Victoria robiły to obecnie dużo rzadziej od niej samej. Bo pracoholizm pracoholizmem, ale i tak potrafiła wyciągnąć kuzynkę do mugolskiej księgarni, czy iść pobiegać jako wilk w Kniei.
Pożegnała Cynthię, później porozumiała z Apollem i wreszcie – jeszcze nim zdążyli przybyć aurorzy, wezwani po potwierdzeniu, że w grę wchodziła czarna magia – spędziła trzy minuty w pomieszczeniu sama, w dymie świec.
A to, co w nim zobaczyła, skłoniło ją później do szybkiego kontaktu z Jane Potter, mniej więcej w tej samej chwili, w której ciało trafiło „na stół” do Cynthii…
– Dziękuję – powiedziała odnośnie raportu. Nie, nie miała zamiaru zapewniać, że nie trzeba, że to śledztwo aurorskie, bo żyli w czasach, w których Brenna wolała trzymać rękę na pulsie… A każde informacje dostarczone Zakonowi Feniksa, były na wagę złota. – Za zioła też, chociaż bez obaw, naprawdę nic mi nie dolega – stwierdziła, uśmiechając się do Cynthii. Może i przejmowała się innymi, ale to nie oznaczało, że nie potrafiła poradzić sobie z takimi sprawami. Owszem, pierwotnie wcale nie planowała się w nie mieszać – ale widmo wojny i wreszcie jej początek wiele zmieniły, a ot przypadek losu sprawił, że jako widmowidz… była przydatna. Brenna musiała więc po prostu do tego przywyknąć.
Ale przywyknięcie w jej przypadku nie oznaczało obojętności.
– Pewnie, zawsze chętnie. W restauracji na Pokątnej mają specjalne menu pod Yule, a na Horyzontalnej ma być jarmark, może coś będzie wam pasowało – stwierdziła, również cicho, kiwając przy tym głową. Czasem dobrze było na moment oderwać się od szarej rzeczywistości i ponurości pracy – a Brenna miała wrażenie, że Cynthia i Victoria robiły to obecnie dużo rzadziej od niej samej. Bo pracoholizm pracoholizmem, ale i tak potrafiła wyciągnąć kuzynkę do mugolskiej księgarni, czy iść pobiegać jako wilk w Kniei.
Pożegnała Cynthię, później porozumiała z Apollem i wreszcie – jeszcze nim zdążyli przybyć aurorzy, wezwani po potwierdzeniu, że w grę wchodziła czarna magia – spędziła trzy minuty w pomieszczeniu sama, w dymie świec.
A to, co w nim zobaczyła, skłoniło ją później do szybkiego kontaktu z Jane Potter, mniej więcej w tej samej chwili, w której ciało trafiło „na stół” do Cynthii…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.