• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[sierpień 1966] Nobby Leach powinien gryźć piach

[sierpień 1966] Nobby Leach powinien gryźć piach
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
03.09.2023, 14:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:22 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett (Pierwsze koty za płoty, Ziewnięcie to bezgłośny krzyk)

Laurent Prewett nie był wielbicielem sportu. Większość z tych sportów kojarzyła mu się z przemocą, agresją, albo wypadkami. Nawet wyścigi konne, gdzie przecież końmi się zajmował, miał z nimi styczność i do tych wyścigów musiał je przygotowywać, były czymś, czego oglądać nie lubił. Spłoszone, napięte zwierzęta zamknięte w boksach, żeby potem głośny dźwięk wymusił na nich start. Dżokeje rwali je i szarpali, ujarzmiając i jednocześnie spinając, żeby wystartowały jak najszybciej. Quidditch nie był dla niego pod tym względem lepszy. Latali na miotłach uderzając pałkami w latające wokół kafle, a niektórzy celowali nimi, żeby celowo kogoś uderzyć i strącić z miotły. Upadki były... bolesne. Nie mógł na to patrzeć, bo nie potrafił zrozumieć, czemu to wywołuje w ludziach tyle pozytywnych emocji. Historia świata znała jednak dawne zabawy, mówiła o tym, że do życia społeczeństwu potrzeba było dwóch rzeczy: chleba i igrzysk. Choć Laurent, będąc dobrym chłopakiem, dorzuciłby do tego jeszcze wodę. Żeby deszczówki nikt nie musiał łapać, bo czystość wody w dzisiejszych czasach była bardzo wątpliwa. Tak i tym bardziej nie interesował się sportami mugoli. Co go jednak interesowało to to, co działo się w świecie czarodziei i co słychać było w Ministerstwie Magii.

Przystanął przy stoisku chłopaka, który sprzedawał gazety i zapłacił mu drobną monetę, nie czekając na resztę, by w trakcie swojego spaceru do kawiarenki na Pokątnej spojrzeć na główny tytuł. Nobby Leach - przekleństwo dzisiejszego świata. Albo błogosławieństwo. Ostracyzm społeczeństwa wymierzał jeden po drugim kamieniu w jego stronę, a blondyn pytał za każdym razem: dlaczego? Łatwo było dojść do wniosków, że pozytywne wypowiadanie się o tym mężczyźnie należało do domeny odważnych, którzy nie bali się mieć własnego zdania, którzy gotowi byli go bronić, którzy nie brali się represji wywieranych na nich z zewnątrz. Kiedy nie zgadzasz się z tłumem - idziesz na szafot. To aż takie proste? Ależ tak! Nikt nie chciał słyszeć prawdy, niemal każdy chciał słyszeć same pochlebstwa i zdania, które zgadzały się z ich poglądami. Ludzie, którzy potrafili się naprawdę sprzeciwić, iść pod prąd, to wygnańcy, wyrzutki, istoty, które pomyliły odwagę z głupotą. Życie po swojemu było możliwe - ale zaprzeczając całemu społeczeństwu i jego konserwatywności jedyne co możliwe było do osiągnięcia to kiepska jakość życia.

Kawiarnia tego dnia była prawie pusta, albo raczej - o tej godzinie. Za późno na śniadanie, za wcześnie na drugie śniadanie. Jeszcze nie południowa herbata, zdecydowanie za daleko na kawę po śniadaniu. Wcisnął się gdzieś pomiędzy "nijakość". A wszystko to spowodowane tym, że chciał jak najszybciej przejść przez papiery Ministerstwa, które teraz spoczywały spokojnie w jego teczce i zająć się nimi w swoim domu. To jest - nie swoim. W domu rodziców. Niby patrząc na zasadę dziedziczności być może stanie się on kiedyś jego. Choć sądził, że prędzej Pandory, o ile ta nie zmieni nazwiska i nie osiądzie na zamku jakiegoś innego bogatego paniczyska. Laurent miał tylko nadzieję, że jego siostra będzie szczęśliwa. Wydawałoby się: tylko tyle. Ale w dzisiejszych czasach to było aż tyle.

Dzwoneczek zadzwonił i przywitał go przyjemny aromat kawy z zapachem pieczonego właśnie ciasta z dyni. To już ten sezon - co poniektóre dynie zostały już zerwane i przerabiano je na pyszne desery. Sezon, w którym Laurent przychodził tutaj często. I czasem się tak zdarzało, że spotykał mniej lub bardziej znajome twarze.

- Conan..? - Przez moment Laurent nie był pewny, dlatego przystanął, przywołując w pamięci twarz chłopaka, którego znał w szkole. Puchon, który może nie był geniuszem i pionierem Opieki nad Magicznymi Stworzeniami, ale je lubił. Laurent uważał, że człowiek, który szanował stworzenia nie mógł być człowiekiem złym. I chociaż minęło kilka lat od zakończenia Hogwartu, choć wiele się zmieniło, to blondyn naprawdę lubił te słynne "spotkania po latach". Nawet jeśli dotyczyło to osób, z którymi się wcale blisko nie trzymał, nie przyjaźnił. Były to po prostu znajomości, jakie naturalnie się nawiązywało przez jakieś wspólne, pozalekcyjne zajęcia. Podszedł kilka kroków do mężczyzny, uśmiechając się ciepło. Duże, niebieskie oczy, które wyglądały jak dwa szkiełka z odtwarzanym obrazem morskich fal, spoglądały na Conana zza okrągłych okularów z łagodnością, jak dotyk płatka stokrotki, kiedy przechodzisz przez zieloną łąkę. - Minęło parę dobrych lat, nie poznałem cię od razu. - Wyciągnął dłoń do mężczyzny, żeby się z nim przywitać. Ubrany w białą koszulę, z butelkowo-zielonym garniturem w kratę nałożonym na ramiona prezentował się jak ktoś, kto dopiero zakończył spotkanie biznesowe, więc postanowił gdzieś w drodze na kawę zdjąć i schować do kieszeni krawat. I to wyobrażenie nie było takie dalekie od prawdy. - Dzień dobry! Mógłbym się przysiąść? Nie chciałbym przeszkadzać ani się narzucać... - Zaznaczył tutaj od razu, bo ludzie nie zawsze musieli mieć ochotę na towarzystwo. Czasem chcieli w ciszy i spokoju wypić kawę, zanim ruszą do dalszej pracy. Albo z tej pracy wracają.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Conan Wright (570), Laurent Prewett (2033)




Wiadomości w tym wątku
[sierpień 1966] Nobby Leach powinien gryźć piach - przez Laurent Prewett - 03.09.2023, 14:13
RE: [sierpień 1966] Nobby Leach powinien gryźć piach - przez Conan Wright - 03.09.2023, 21:06
RE: [sierpień 1966] Nobby Leach powinien gryźć piach - przez Laurent Prewett - 04.09.2023, 09:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa