Zmrużyła oczy patrząc na ducha z wnikliwością oraz ciekawością. Nie rozumiała do czego miała być jej potrzebna edukacja – nie ukończyła żadnej szkoły i żyła, a także chodziła, więc w czym jej miało to przeszkadzać? Kto miał jej zabronić poruszać się po świecie? Czemu nie wypadało spacerować bez wiedzy po świecie? Jej głowa nie mogła tego pojąć, ponieważ do tego czasu nigdy jej to nie przeszkadzało. Czasami niektóre znaki z informacjami były dla niej niezrozumiałe i pakowała się w uliczki, na których nie powinna być, ale też rzadko opuszczała swój dom. Jedynie, gdy trzeba było coś kupić.
– Nie rozumiem – odpowiedziała – Przecież potrafię spacerować, po co mi do tego nauka? – zapytała ducha nie mogąc się powstrzymać. Nie podobało jej się to, że duch mówił jej co jej wypada, a czego nie. Sama ustalała swoje zasady istnienia i czemu miała pozwolić na to osobie, która już teoretycznie nie istniała? Już się jej ten duch nie podobał, a wręcz zaczynała zapominać o jego egzystowaniu. Zainteresował ją Laurent. Była w niebo wzięta widząc go takim ładnym i zdrowym. Uśmiechała się do niego radośnie i z ulgą wymalowaną na twarzy, że był cały.
– Złapali tych nicponi, co ci to zrobili? – zapytała nie patrząc już na ducha. Słyszała jego pytania, ale teraz interesował ją Laurent. Chłopiec, którego uratowała, a który był w naprawdę opłakanym stanie, który wywołał u niej obawę o jego życie i o to, że nie uda jej się go doprowadzić do lecznicy. – Cieszę się, że cię znowu spotkałam. – Wiedziała, że to iż wcześniej się nie spotkali było jej winą, bo nie zostawiła mu swoich danych, ale nie chciała o tym wspominać.
W końcu nie mogła wiecznie ignorować tego ducha, w końcu zaproponowała mu żeby dołączył do trupy cyrkowej. Spojrzała na niego ponownie i przekrzywiła głowę na bok jak ciekawski kot.
– Uczymy się codziennie, ale niekoniecznie wiedzy szkolnej – zauważyła przyglądając mu się uważnie – Jesteśmy raczej ludźmi artystami niż naukowcami.