Urok łani to najlepszy sposób, żeby wilk na nią spojrzał i nabrał ochoty na zabawę. Wystarczy drobnostka, odpowiedni uśmiech, wymowne spojrzenie, żeby mężczyznę usidlić w tych słodkich, lepkich od miodu niciach flirtu. Za dużo sideł, a zabawa traci sens. Za mało, a łatwo z niej wypaść. To była sztuka sama w sobie, tak kierować strzały, żeby trafiały tam, gdzie powinny. Harmonia, bez przesytu czy wygłodzenia. Nie mylił się Laurent co do niego. Kay dawał się wplątywać w sieć z przyjemnością, żeby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zająć myśli na dłużej. Zabawa w kotka i myszkę, łanię i wilka. Ciężko się oprzeć, kiedy obserwator tak sprawnie manewrował swoją bronią. Słowami. Bo to one przeplatały się przez nici i tworzyły tę delikatną klatkę westchnień i uwielbienia. Spojrzenie natomiast tylko podsycało apetyt serca.
- Wydajesz się pewny siebie. - W głosie zabrzmiała nuta rozbawienia. Kayden dostrzegł wymierzane w niego strzały, a wilk przechylał głowę z błyskiem w ślepiach. - Wydaje mi się, że to twoja błyskotliwość mnie zachęca. Rozmawianie ze ścianą to oznaka szaleństwa. - Zaśmiał się cicho. - Masz więc rację, o wiele przyjemniej się rozmawia, gdy druga strona decyduje się na odpowiedź. - Założył ręce na piersi, przyglądając się Laurentowi z błąkającym się na ustach uśmieszkiem i uniesioną sugestywnie brwią. - Spostrzegawczość to u ciebie cecha przodująca, hm? Sprawiasz wrażenie analityka. - Postanowił mu to wytknąć, ciekawy, jak na to zareaguje. Bawiły go te obserwacje, choć sam nie potrafił powiedzieć dlaczego. Prawda była taka, że mało kto rozmawiał z nim w taki sposób, jak Laurent. Używając rozumu, a nie bezpodstawnej protekcjonalności. Argumenty, a nie krzywe spojrzenia. To był jeden haczyk, który ciągnął Kaydena za język, przez co był skłonny do kontynuowania dyskusji. Przywykł do tego, że ludzie ucinali dialog. Nie podobało im się, że nie mogli się odszczeknąć, albo po prostu nie umieli. Nic więc dziwnego, że brunet po kilku spotkaniach zobaczył w Laurentym godnego rozmówcę. No a pocałunki... cóż... odblokowały w nim coś zgoła innego. To było kolejne lustro, które zaczęło pękać. Sprawiło, że zaczął się zastanawiać nad tym, co było prawdą, a co kłamstwem. I dlaczego czuł, że to, co robili, wcale nie było takie złe, jak głosili ludzie z berłem. Kolejne puste osądy? Kolejne kłamstwa, którymi się karmił? Chciał to sprawdzić na własnej skórze, bo ślepa wiara nie była w jego guście. Teoria, praktyka, a później wnioski. Własne wnioski.
Wyłapał kolejną subtelną strzałę anioła, który tak celnie wymierzał swój łuk, aż miał ochotę złapać za jego broń i pociągnąć tę niebiańską istotę ku sobie. - W takim razie cieszę się, że mogę być powodem twojego - pięknego - uśmiechu. - Odpowiedział i choć zapewne powinien odwrócić już wzrok, nie potrafił tego zrobić. Laurent działał jak magnes na srebro. Zmarszczył na chwilę brwi na jego słowa, zastanawiając się, czy to faktycznie przez śmiech był zmuszony zrobić postój, czy może nie czuł się najlepiej. Może jeszcze tak całkiem nie wyzdrowiał? Kay nie miał pojęcia, czego dotyczył ten wypadek, o którym wspomniał Laurent. Pierwszym, co przyszło mu do głowy, było jakieś magiczne stworzenie, które narobiło problemów. Może coś się stało w rezerwacie? - Możemy zostać jeszcze chwilę, jeśli źle się czujesz. - Powiedział i tu już w oczach pojawił się ten drobny pączek troski, który kiełkował w nim powoli. Rozejrzał się raz jeszcze, wciąż pamiętając drogę powrotną. - Nie wiem gdzie, ale wiem jak wrócić. Możemy iść dalej... Im bliżej centrum, tym więcej sklepów i restauracji. Wydaje mi się, że dalej jesteśmy w części mieszkalnej. - Przechylił lekko głowę, powracając spojrzeniem na blondyna. Zawachał się lekko, ale pytanie samo wypłynęło mu z ust, choć wypowiedziane dosyć niepewnie. - Mogę zapytać... co się stało, że musiałeś przełożyć wcześniejsze spotkanie? Jeśli coś się dzieje, to możemy wrócić na statek... - Zapewnił, nie chcąc, żeby mu czasami tu Laurent zemdlał na środku ulicy.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)