03.09.2023, 20:06 ✶
Jedna z córek przodka Christophera wedle baśni miała namówić pewną istotę, by ta zamieniła słomę w złoto. Sam Rosier nigdy jednak nie dawał tej opowieści wiele wiary, mając ją raczej za swego rodzaju metaforę oraz ostrzeżenie przy okazji.
Nie zorientował się, że jego pojawienie ją zezłościło. Prawdopodobnie gdyby o tym wiedział, byłby przede wszystkim zaskoczony, bo jak to, ON złościł kogoś, kogo akurat zezłościć nie miał życzenia i czyja złość nie wynikała li z prostej zazdrości? Później, po chwili namysłu, mógłby uznać, że złość jest lepsza niż obojętność – Christopherowi nie podobała się sama idea, że miałby ludziom być obojętny. Na całe szczęście, nie był jednak aurowidzem, i nie wiedział, co chodzi po głowie pannie Potter.
– Mugolska sierota? – spytał z pewnym niesmakiem. – Nie, w takim razie z pewnością nie stałabyś się Kopciuszkiem. Ale jestem pewny, że gdybyś wystąpiła w moim projekcie, z łatwością zdobyłabyś uwagę dowolnego księcia. Zgadzam się jednak, że to same farmazony, chyba że książę przegnał ją z pałacu, kiedy tylko odkrył podstęp.
Bo najpiękniejsza suknia mogła przyciągnąć uwagę do ładnej panny, zwłaszcza jeżeli ta miała odrobinę rozumu w głowie – czasem wykorzystywanego głównie po to, by wyczuć, że tego rozumu nie powinna akurat pokazywać. Ale Christopher nie był już na tyle zadufany, aby uwierzyć, że taka kreacja wystarczy, aby skłonić kogoś do ślubu z mugolką, której suknie szyły zwierzęta.
– Moje ubrania nie mają wystających nitek – zapewnił, niemalże łagodnym tonem. I nie wyłapał tej aluzji – absolutnie nie wpadając na myśl, że Jane Potter mogłaby zechcieć naprawdę zamienić go w mysz. Brał te opowieści o myszach raczej za jeden z jej wymysłów, nieco dziwacznych, ale panny czystej krwi mogły sobie pozwolić na drobne dziwactwa. Ku niewątpliwej rozpaczy Jane, zamiast ruszyć dalej, w głąb Domu Mody, ku swojej pracowni i upragnionemu szkicownikowi, przysiadł na oparciu fotela, do niedawna zajętego przez swoją matkę i zmierzył kobietę spojrzeniem.
– Są bez wątpienia dobrej jakości, a moja kuzynka i matka mają dobre pomysły. Ale różnica pomiędzy nimi a projektem na zamówienie jest jak między ziemią a niebem. Choćby dlatego, że to… – Tu Christopher obrócił się i machnął ręką w stronę wieszaków. – Może mieć każdy. Czy lubisz zadowalać się tym, co nie jest najlepsze, Jane? – zapytał, znów zwracając ku niej spojrzenie.
Irytowało go, że odmówiła ofercie sukni. Była cała masa kobiet, które twierdziły, że wcale nie chcą jego projektów, że wolą zaopatrywać się w innych sklepach. Tyle że… były to kobiety, które na założenie jego sukni nigdy nie miałyby szans – a gdyby taka się pojawiła, zapewne zaraz by się na nią rzuciły.
W swojej męskiej logice, takiej, za którą zapewne mężczyzna powinien dostać baty, Christopher uznał, że tak naprawdę Jane chciałaby tej sukni, a mówi „nie” wyłącznie po to, by go zdenerwować. Bo chyba nie mogła być aż tak pozbawiona gustu! Ta sama logika kazała mu mniemać, że Potterówna proponuje herbatę nie z uprzejmości, a dlatego, że chce z nim dłużej porozmawiać – oczywiście, że chciała. I machnął różdżką, aby z dzbanka nalać herbaty i sobie.
– Nieznośna dziewczyna. Lepiej, żeby miała dobre wytłumaczenie – mruknął z niezadowoleniem, bo od swoich pracowników za godziwą pensję wymagał perfekcji. – Wybierasz się na rejs rodziny Crouch?
Nie zorientował się, że jego pojawienie ją zezłościło. Prawdopodobnie gdyby o tym wiedział, byłby przede wszystkim zaskoczony, bo jak to, ON złościł kogoś, kogo akurat zezłościć nie miał życzenia i czyja złość nie wynikała li z prostej zazdrości? Później, po chwili namysłu, mógłby uznać, że złość jest lepsza niż obojętność – Christopherowi nie podobała się sama idea, że miałby ludziom być obojętny. Na całe szczęście, nie był jednak aurowidzem, i nie wiedział, co chodzi po głowie pannie Potter.
– Mugolska sierota? – spytał z pewnym niesmakiem. – Nie, w takim razie z pewnością nie stałabyś się Kopciuszkiem. Ale jestem pewny, że gdybyś wystąpiła w moim projekcie, z łatwością zdobyłabyś uwagę dowolnego księcia. Zgadzam się jednak, że to same farmazony, chyba że książę przegnał ją z pałacu, kiedy tylko odkrył podstęp.
Bo najpiękniejsza suknia mogła przyciągnąć uwagę do ładnej panny, zwłaszcza jeżeli ta miała odrobinę rozumu w głowie – czasem wykorzystywanego głównie po to, by wyczuć, że tego rozumu nie powinna akurat pokazywać. Ale Christopher nie był już na tyle zadufany, aby uwierzyć, że taka kreacja wystarczy, aby skłonić kogoś do ślubu z mugolką, której suknie szyły zwierzęta.
– Moje ubrania nie mają wystających nitek – zapewnił, niemalże łagodnym tonem. I nie wyłapał tej aluzji – absolutnie nie wpadając na myśl, że Jane Potter mogłaby zechcieć naprawdę zamienić go w mysz. Brał te opowieści o myszach raczej za jeden z jej wymysłów, nieco dziwacznych, ale panny czystej krwi mogły sobie pozwolić na drobne dziwactwa. Ku niewątpliwej rozpaczy Jane, zamiast ruszyć dalej, w głąb Domu Mody, ku swojej pracowni i upragnionemu szkicownikowi, przysiadł na oparciu fotela, do niedawna zajętego przez swoją matkę i zmierzył kobietę spojrzeniem.
– Są bez wątpienia dobrej jakości, a moja kuzynka i matka mają dobre pomysły. Ale różnica pomiędzy nimi a projektem na zamówienie jest jak między ziemią a niebem. Choćby dlatego, że to… – Tu Christopher obrócił się i machnął ręką w stronę wieszaków. – Może mieć każdy. Czy lubisz zadowalać się tym, co nie jest najlepsze, Jane? – zapytał, znów zwracając ku niej spojrzenie.
Irytowało go, że odmówiła ofercie sukni. Była cała masa kobiet, które twierdziły, że wcale nie chcą jego projektów, że wolą zaopatrywać się w innych sklepach. Tyle że… były to kobiety, które na założenie jego sukni nigdy nie miałyby szans – a gdyby taka się pojawiła, zapewne zaraz by się na nią rzuciły.
W swojej męskiej logice, takiej, za którą zapewne mężczyzna powinien dostać baty, Christopher uznał, że tak naprawdę Jane chciałaby tej sukni, a mówi „nie” wyłącznie po to, by go zdenerwować. Bo chyba nie mogła być aż tak pozbawiona gustu! Ta sama logika kazała mu mniemać, że Potterówna proponuje herbatę nie z uprzejmości, a dlatego, że chce z nim dłużej porozmawiać – oczywiście, że chciała. I machnął różdżką, aby z dzbanka nalać herbaty i sobie.
– Nieznośna dziewczyna. Lepiej, żeby miała dobre wytłumaczenie – mruknął z niezadowoleniem, bo od swoich pracowników za godziwą pensję wymagał perfekcji. – Wybierasz się na rejs rodziny Crouch?