Oczywiście, to żadna przyjemność, kiedy jest to jednostronne. Traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany. Odrobina uznania, szacunku, szczypta życzliwości i troski, komplementy, cudny uśmiech... i ten pociąg, to napięcie. Nektar tych, którzy pragnęli chwil błogości. Eliksir szczęścia. Wystarczała mała buteleczka, jeden łyk, by na parę tchnień zadowolił. Rozjaśnił świat jak promienie słońca, w których możemy się wygrzewać. Pokolorował go, aż się chciało powiedzieć, jesteś tym, czego potrzebuję. Chwili, kiedy złoty promień opada na twoje zmarznięte ciało. Czujesz się doceniony? Dostrzeżony? Zrozumiany? Doskonale... Wilk widział łanię, łania wilka, a las przestał na chwilę istnieć, wtapiając się we wszystko, czego widzieć się nie chciało.
Kayden westchnął głęboko, zastanawiając się nad jego pytaniem. Czy uważał pewność siebie za zaletę? Temat za bardzo złożony, by odpowiedzieć zwyczajnie "tak" lub "nie". Zresztą, on chyba nie potrafił- Nie, zaraz... To jedno szorstkie "nie" kiedyś padło i wcale nie było tym, co powiedzieć chciał. Tak prosta odpowiedź nie powinna mieć tam miejsca, ale cóż, tak właśnie się działo, kiedy nie było czasu na przemyślenia. - Pozorna pewność siebie? Uważam, że jest pożyteczna, jeśli chodzi o wizerunek, jaki chcemy stwarzać, ale niezbyt zdrowa. Chociaż może być użyta jako dobry początek do budowania własnej samooceny. - Pozorna pewność siebie była lepsza od całkowitego jej braku. Ta pierwsza przynajmniej pomagała jakoś wyjść z domu i funkcjonować w społeczeństwie. - Natomiast szczera pewność siebie powinna być w każdym, a przynajmniej jej odrobina. Bez tego bycie sobą jest niezmiernie trudne. Więc zgoła, tak, uważam to za zaletę. A według ciebie to zaleta? - Zapytał, unosząc w górę brwi. Jeśli pewność siebie Laurenta naprawdę była udawana, to nieźle sobie radził. Pomijając pocałunek, który to on zainicjował, przecież Prevett prowadził także swój interes. Czy pozorna pewność siebie byłaby w stanie tak go podbudować, by wziąć na barki coś takiego, jak własna działalność? Trudno to sobie wyobrazić. Jeśli tak właśnie było, to Kayden był pełny podziwu dla jego wytrwałości.
Słuchał w milczeniu. Ten mały sekrecik wcale nie był taki mały w oczach Kaydena. Pozór niewinności... brzmiało niewinnie, ale niewinne nie było. Tak jak przypuszczał, jego oczy widziały o wiele więcej, niż inni. Co więcej, potrafił manewrować pozyskanymi informacjami dla własnej korzyści. Mówił jak... manipulator. Im więcej go poznawał, tym bardziej widział pod aureolą różki. Powinno go to odstraszyć? Może i powinno, a jednak czuł jeszcze gorsze przyciąganie. Dlaczego? Sam nie wiedział. Przecież zabawa dalej była niewinna, sieć wcale nie była klatką, więc czego tu się bać? Widział doskonale strzelane w jego stronę strzały. Nie przeszkadzało mu to. - Ahh, rozumiem... Czyli twój pozór to przynęta, spostrzegawczość haczyk, a co jest na trzecim miejscu? - Zapytał, wciąż się uśmiechając, ale srebro zwęziło się pod jego spojrzeniem, błyskając jak stal. Jego serce zaczęło nagle szybciej pompować krew w żyłach, aż czuł to bicie samym sobą. I ta przemyślana reakcja na komplement, ten pozór niewinności, aż miał ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymał. Komplement był wciąż szczery i nie tracił na łagodności, tak samo, jak reakcja nie była udawana, choć stanowiła wyraźną wiadomość, że ów słowa mu się spodobały. Kayden jednak miał teraz w głowie pewną ostrożność co do prawionych pochlebstw. Nie chciał w końcu zanudzić łani, która tak chętnie się za nim obracała w biegu.
Wstał z ławki, kiwając głową i wznowił wędrówkę przez miasto. To, co jednak usłyszał od Laurenta, sprawiło, że przystanął na chwilę, wpatrując się w blondyna z wytrzeszczonymi oczami. Przepraszam... co?? Pobladł nieco, a usta rozchyliły się mimowolnie.
W pierwszej chwili musiał sobie to powtórzyć w myślach, bo nie uwierzył w znaczenie usłyszanych słów. Pewnie wziąłby to za żart, gdyby nie jego reakcja. Wymuszona. Może i wcześniej nie był w stanie rozróżnić jego uśmiechów, ale teraz był pewien, że nie był prawdziwy. Kaydena zatkało, nie wiedział co powiedzieć. Tego to się zupełnie nie spodziewał. Przełknął ślinę i powoli wznowił spacer brukowaną uliczką. - Mam nadzieję, że nie żartujesz, bo to byłby bardzo kiepski żart... - Powiedział cichym, poważnym głosem. - Chociaż z drugiej strony chyba wolałbym, żeby to był żart. - Spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami i chciał... w zasadzie sam nie wiedział co... Pocieszyć go jakoś? Ukoić? Co za bzdurna reakcja... - Za co ty mnie przepraszasz? - Pokręcił głową. - To ja powinienem... Wybacz, że poruszyłem ten temat. Na pewno jest ci ciężko... - Zamilkł na chwilę, zastanawiając się jak zareagować na tę wieść. Zacisnął na chwilę usta, po czym spojrzał na Laurenta łagodnie. - Potrzebujesz... o tym porozmawiać? Czy wolisz zapomnieć? - Zaproponował mu spokojnym tonem. Echo jego słów dalej brzmiało mu w głowie. To była jedna z tych rzeczy, o której się słyszy, ale nigdy nie myśli jako o czymś, co może się rzeczywiście wydarzyć. I to jeszcze jedno paskudne wydarzenie po drugim w tak krótkim odstępie czasu. Wstrząs musiał być silny, skoro reagował wymuszoną swobodą i traktował jako coś lekkiego, choć sam pewnie doskonale wiedział, że lekkie nie było. Wyparcie, najłatwiejsza z ucieczek.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)