Loretta i Louvain Lestrange byli ładnie obmawiani w zaciszu czterech ścian Notta. Jonathan i Philip, niczym te popularne dziewczyny w szkole, wbijali szpilkę za szpilką w znienawidzone postacie. Co z tego, że byli dorosłymi, poważanymi czarodziejami. Różnic między nastolatkami a trzydziestolatkami było mniej, niż można się tego spodziewać.
Szczególnie, jeśli chodzi o Jonathana, który momentami sięga poziomu przedszkola.
— Pal? Oh, tak. Oczywiście, że nogi ją świerzbiły, żeby się tam wspiąć, to zrobiłem na szybko jakiś wianek, żeby miała pretekst.
Upijał kolejny łyczek, gdy przyjaciel zadał strategiczne pytanie. Zakrztusił się, a kieliszek wylądował na podłodze. Nie stłukł się, lecz zawartość ubarwiła posadzkę. Jonathan zamienił się w rozwścieczonego, dzikiego kota.
— OSZALAŁEŚ!? Bo co, bo uplotłem wianek!? Perseus Black też robił wianek i co, o nim też powiesz, że gej!? — Opluł się, więc otarł usta rękawem. — A może bo nie spałem jeszcze z żadną!? Nie było okazji, okej! Nie mam zamiaru iść do łóżka z pierwszą lepszą i potem mieć problemy jak ty z Lestrange!
Poprzeklinał jeszcze trochę i zdzielił pięścią poduszkę.
— Co to w ogóle za pytanie!? Już rozumiem, gdybyś spytał Gio, bo czasem sam to podejrzewam, ale JA!? Poza tym, dla twojej wiadomości, Kim złożyła nam wizytę i jako ktoś, kto ma bardzo dobry wgląd na ciało Giovanniego, mogę z całą pewnością stwierdzić, że do geja mu daleko.
Splótł ręce na piersi. Był w najbliższym stopniu obrażony. Philip wiedział, że szybko mu to przejdzie. Wiedział też, o jakiej Kim Urquart wspominał. Gio nigdy nie wyznał przyjacielowi o pełni uczuć, jakimi darzy podróżniczkę, ale łatwo się było domyśleć po tym, jak podekscytowany był każdym spotkaniem z nią, a nawet samym wspomnieniem Gajdy.