Młody był to i jeszcze głupi... A może właśnie mądry, że nie dał się jeszcze wpuścić pod pantofla? Nad tym należało się całkiem solidnie zastanowić. Rozważyć wszystkie za i przeciw. Dojść do jakichś konkluzji i wniosków... Ale tym się zajmą kiedy indziej, ponieważ dzisiaj mieli się po prostu dobrze bawić.
Słysząc słowa kuzyna odnośnie jego ustatkowania, zmierzył go wzrokiem, zaciągając się przy okazji papierosem - Tsaaa.... Powinienem mieć już Panią Borgin... - pokiwał głową na zgodę, chociaż mówił trochę jak przez mgłę - jakby był trochę w innym miejscu w tej chwili. Anthony nie znał całej prawdy. Nie wiedział, że Stanley już de facto kogoś takiego miał... Znaczy nie oficjalnie, bo to co było między nim, a Stellą było skrzętnie ukrywane, aby uniknąć niepotrzebnych i całkowicie zbędnych komentarzy. Nie ważne jakby to rozpatrywać, miejsce na tytularną "Panią Borgin" było zarezerwowane od jakichś dobrych trzech lat i nic nie wskazywało, aby cokolwiek miało się z tym zmienić. Jedyną osobą, która wiedziała o nich otwarcie, była Anne - ta zaś nie żyła i tym samym zabrała tą informację ze sobą do grobu.
- Umm... Nie wiem? - odparł szybko, wybity z rytmu. Stanley nawet nie wiedział, że mieli iść do jakiegoś klubu, wszak chciał po prostu przejść się po okolicy i zobaczyć, czy jest coś ciekawego do roboty. Wszystko wskazywało jednak na to, że jego kuzyn miał już pewne plany co do ich wieczora. Nie przeszkadzało mu to wcale, a wcale. Jeżeli Anthony chciał iść do klubu, mogli pójść do klubu. Może i starszy z dwójki mężczyzn nie był wielkim fanem tego typu rozrywki, ale zawsze mógł po prostu usiąść przy wodopoju, aby spędzić tam resztę wieczoru.
Są pewne rzeczy, których nikt nie akceptuje. Jedną z nich, przynajmniej według Borgina, było wyskakiwanie w masce klauna i uprawianie sobie jakichś żartów. Los jednak miał wobec nich inne plany, nie pozwalając im złapać tego jegomościa. Gdyby próbował komuś to wytłumaczyć to nikt by mu przecież w to nie uwierzył. Nie miał dowodów, a jedyny świadek całego zdarzenia gdzieś zniknął... Zupełnie jak ten cały klaun.
- To jest poważna sprawa! Nie ma tu mowy o żadnych żartach! - podniósł głos na kuzyna, który ewidentnie nie podchodził do sprawy na poważnie - Dobra to trzeba na spokojnie... - przyznał, spoglądając na to jak Anthony jest zafascynowany samym sobą, a zwłaszcza własnymi kształtami. Sam nie omieszkał zrobić tego samego jednak nie tak ostentacyjnie jak młodszy Borgin.
Nie wierzył w to co widział - był najprawdziwszą kobietą. Całe jego ubranie teraz wisiało na nim jak na jakiś worku. Płaszcz, który był idealnie dopasowany, wyglądał jakby był z 5 rozmiarów za duży albo jakby zarzucił go na Stellę - Tak... To ten klaun. To ta jego magia - westchnął ciężko z poirytowaniem - Uczyłem się o tym na kursie Aurorskim i w brygadzie... Psia krew... - podparł się za boki, spoglądając na twarz kuzynki - Mamy dwie opcje - stwierdził, wyciągając uniesiony palec wskazujący - Pierwszą. Znaleźć jakiegoś klątwo łamacza... Co pewnie zajmie długo i kij jeden wie, co z tego wyjdzie... - wyciągnął dwa palce z drugiej dłoni, ukazując alternatywne rozwiązanie - Albo drugą... Poczekać dobę i to samo minie, bo tak to właśnie działa. Nie jest to trwałe zaklęcie - przyznał, przekręcając głowę z zainteresowaniem. Prawdę mówiąc, Stanleyowi nie bardzo chciało się chodzić i szukać jakiegoś eksperta. Wolał poczekać, aby to po prostu minęło samo.
- Zastanów się co chcesz z tym zrobić... - złapał się za podbródek, chcąc przejechać po brodzie, której nie było. Złapał się na swoim przyzwyczajeniu, które teraz było lekką zgubą - Jeżeli zdecydujesz się na drugą opcję to... Musimy wymyślić sobie jakieś zastępcze imiona bo się na nas będą patrzeć dziwnie - stwierdził ze wzruszeniem ramion - No bo pomyśl... Jakbym ja mówił do Ciebie Anthony, a Ty do mnie Stanley? Bez szans - pokiwał przecząco głową, dając do zrozumienia, że to by bardzo źle wyglądało - Ty mógłbyś wtedy być... Hmmm... Antoinette? - zaproponował, stukając się paznokciami po poliku - A ja... Stacey? - dodał, unosząc brew. Borgin starał się wymyślić jak najbardziej zbliżone imiona do ich podstawowych, tak aby nie mieli problemów z ich zapamiętaniem.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972