04.09.2023, 10:52 ✶
- Co ci po kliencie? Nora, jesteś chyba jedyną prowadzącą kawiarnię, która rzuca takie stwierdzenia – roześmiała się Brenna, chociaż rzecz jasna rozumiała, że pannie Figg nie do końca chodziło o to, a raczej o pragnienie konstruktywnej krytyki. – Większość ludzi chyba po prostu ma swoje ulubione słodkości i smaki, więc moim zdaniem wystarczy, jeżeli utrzymasz stosunkowo szeroką ofertę, wystawiając najwięcej tych rodzajów, które sprzedają się najlepiej. Takie eklerki na przykład? Wszyscy je kochają. Ciasteczka? Łatwe do zapakowania w pudełko albo torebkę. Pączki z budyniem? Wszędzie są tylko z marmoladą, więc to świetne urozmaicenie oferty. A co do pączków, byłabym zachwycona, ale obawiam się, że Ministerstwo stawia na tanią masówkę, więc to raczej by nie wyszło… poza tym jakby zaczęli kupować twoje, nie wyciągnęliby Brygadzistów z kafeterii – paplała, pakując kolejne składniki do koszyka. Humor jednak zaraz trochę się jej zważył, kiedy Nora zapytała, dlaczego zakazano wejść do lasu.
– Znaleziono kolejne ciała – powiedziała w końcu, bardzo cicho. Nie chciała opowiadać o Charliem Dafoe, małym chłopcu, któremu ukradziono życie ani o widmach, które zamieszkały w domu Mildred Found… nie w tej chwili przynajmniej, bo pewnie powinna podzielić się szczegółami. Niekoniecznie jednak w sklepie. – One tam dalej są. Wykradają energię z ciał i dusz – dodała, również szeptem, korzystając z chwili, w której sprzedawca był na zapleczu. Kiedy wrócił, uśmiechnęła się do niego, jak gdyby nigdy nic, a potem przyjęła skrzynkę. Musiała ją na moment odstawić, aby wygrzebać z kieszeni sakiewkę i wręczyć sprzedawcy zapłatę. Nie komentowała już słów odnośnie hipogryfa i Erika, bo w głębi serca… podejrzewała, że żarty żartami, ale jej brat naprawdę byłby zdolny do sprawienia Norze takiego prezentu.
Sama Brenna postawiła raczej na londyńskie mieszkanie. Przyda się teraz, a w przyszłości trafi do Mabel.
– W razie czego pamiętaj, że nie ma wielkiego pośpiechu. Wiggenowy jest chyba najważniejszy, cała reszta może poczekać – zapewniła, bo Nora miała na głowie kilkuletnią dziewczynkę oraz biznes, który musiała prowadzić. Co teraz, bez Salema, stało się przecież podwójnie trudne. – Może wezmę też ten koszyk? – zasugerowała, kiedy galeony zostały przekazane sprzedawcy, a do koszyka trafiło jeszcze kilka bezoarów. Wyjątkowo, nawet Brenna wiedziała, o co z nim chodzi, ponieważ tego uczyli się już na I roku w Hogwarcie.
– Znaleziono kolejne ciała – powiedziała w końcu, bardzo cicho. Nie chciała opowiadać o Charliem Dafoe, małym chłopcu, któremu ukradziono życie ani o widmach, które zamieszkały w domu Mildred Found… nie w tej chwili przynajmniej, bo pewnie powinna podzielić się szczegółami. Niekoniecznie jednak w sklepie. – One tam dalej są. Wykradają energię z ciał i dusz – dodała, również szeptem, korzystając z chwili, w której sprzedawca był na zapleczu. Kiedy wrócił, uśmiechnęła się do niego, jak gdyby nigdy nic, a potem przyjęła skrzynkę. Musiała ją na moment odstawić, aby wygrzebać z kieszeni sakiewkę i wręczyć sprzedawcy zapłatę. Nie komentowała już słów odnośnie hipogryfa i Erika, bo w głębi serca… podejrzewała, że żarty żartami, ale jej brat naprawdę byłby zdolny do sprawienia Norze takiego prezentu.
Sama Brenna postawiła raczej na londyńskie mieszkanie. Przyda się teraz, a w przyszłości trafi do Mabel.
– W razie czego pamiętaj, że nie ma wielkiego pośpiechu. Wiggenowy jest chyba najważniejszy, cała reszta może poczekać – zapewniła, bo Nora miała na głowie kilkuletnią dziewczynkę oraz biznes, który musiała prowadzić. Co teraz, bez Salema, stało się przecież podwójnie trudne. – Może wezmę też ten koszyk? – zasugerowała, kiedy galeony zostały przekazane sprzedawcy, a do koszyka trafiło jeszcze kilka bezoarów. Wyjątkowo, nawet Brenna wiedziała, o co z nim chodzi, ponieważ tego uczyli się już na I roku w Hogwarcie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.