07.11.2022, 21:49 ✶
Mavelle zapewne też nie była najszczęśliwsza z powodu tego, iż miała zostać sama na posterunku. Tak, zaoferowała się sama, wychodząc z założenia, że ktoś musi tyłów pilnować. I że lepiej, jak tym kimś będzie ktoś, kto dosłownie miał nosa, co zwiększało szanse na wcześniejsze zorientowanie się w sytuacji. Dlatego też była gotowa twardo obstawać przy swoim, nie mając najmniejszego zamiaru ulec ani odrobinę.
Dla dobra sprawy czasem należało się poświęcić. Tym bardziej że sama sroce spod ogona nie wypadła i wierzyła w swoje umiejętności; przynajmniej na tyle, żeby podejrzewać, iż zdąży ostrzec towarzyszy przed towarzyszy przed niebezpieczeństwem.
Została sama z ciemnością, szumem wiatru.
Z własnym strachem.
Jeśli zaś o Anne chodziło…
… przyznanie się do błędu z jakiegoś przedziwnego powodu było dla ludzi krokiem niezwykle trudnym, przez co woleli się zapierać i trwać w swych przekonaniach za wszelką cenę, nawet jeśli jakiś cichy głosik z tyłu głowy im podpowiadał, że może jednak warto posłuchać mądrzejrzych od siebie. Może.
I może ten głosik jednak coraz głośniej rozbrzmiewał w głowie Anne.
- A tak! – odpyskowała Brennie, unosząc różdżkę, ewidentnie gotową do miotnięcia zaklęciem prosto w czarownicę. Szczegół, że chyba nie wzięła pod uwagę, iż była sama jedna, a Longbottom miała jeszcze wsparcie Patricka.
O ile zdecydowałaby się zaatakować, oczywiście.
- Ale że Jo? Niby dlaczego? Jest niewinna! – zbladła trochę na myśl, że kobiecie ze zdjęć coś miałoby się stać. W końcu nikomu nie napyskowała, o ile wiedziała, a kot… kota już pominęła milczeniem.
Dłoń z różdżką nieznacznie opadła, a na twarzy Thomas odmalowało się wahanie.
Pękała.
Dla dobra sprawy czasem należało się poświęcić. Tym bardziej że sama sroce spod ogona nie wypadła i wierzyła w swoje umiejętności; przynajmniej na tyle, żeby podejrzewać, iż zdąży ostrzec towarzyszy przed towarzyszy przed niebezpieczeństwem.
Została sama z ciemnością, szumem wiatru.
Z własnym strachem.
Jeśli zaś o Anne chodziło…
… przyznanie się do błędu z jakiegoś przedziwnego powodu było dla ludzi krokiem niezwykle trudnym, przez co woleli się zapierać i trwać w swych przekonaniach za wszelką cenę, nawet jeśli jakiś cichy głosik z tyłu głowy im podpowiadał, że może jednak warto posłuchać mądrzejrzych od siebie. Może.
I może ten głosik jednak coraz głośniej rozbrzmiewał w głowie Anne.
- A tak! – odpyskowała Brennie, unosząc różdżkę, ewidentnie gotową do miotnięcia zaklęciem prosto w czarownicę. Szczegół, że chyba nie wzięła pod uwagę, iż była sama jedna, a Longbottom miała jeszcze wsparcie Patricka.
O ile zdecydowałaby się zaatakować, oczywiście.
- Ale że Jo? Niby dlaczego? Jest niewinna! – zbladła trochę na myśl, że kobiecie ze zdjęć coś miałoby się stać. W końcu nikomu nie napyskowała, o ile wiedziała, a kot… kota już pominęła milczeniem.
Dłoń z różdżką nieznacznie opadła, a na twarzy Thomas odmalowało się wahanie.
Pękała.
254/1585