04.09.2023, 17:28 ✶
Brenna kiwnęła głową i uśmiechnęła się tylko do Victorii, gdy ta wspomniała, że to działa w dwie strony. Była za to wdzięczna. I pewnie istniały sytuacje, gdy byłaby w stanie do niej przyjść. Ale prawda była taka, że Longbottom bywała pod tym względem odrobinę hipokrytką, bo nienawidziła prosić o pomoc - i nawet jeżeli poszłaby za Lestrange w sam ogień, miała wiele obaw wobec jej rodziny i obecnie narzeczonego.
Victoria mu ufała. Ale źle ulokowane zaufanie Brenny mogło kosztować nie tylko jej własne życie. W duchu zastanawiała się... czy Sauriel Rookwood nie poznał Victorii zbyt późno. Czy jej samej nie poznał zbyt późno, bo przecież jeszcze przed przemianą, gdyby została poproszona o pomoc, na pewno by jej udzieliła. Czy wampir, w dodatku w takiej rodzinie, mógł jeszcze zachować swoje człowieczeństwo?
Nawet gdyby jednak chciała coś powiedzieć - nie było już na to czasu. Brenna, nieco zamazana, choć wciąż widoczna, gdyby ktoś spojrzał wprost na nią, pomknęła do przodu, ku źródłu zaklęcia, nie oglądając się nawet na to, co zrobi Lestrange. Bo była wściekle pewna: polowania na jednorożce są absolutnie nielegalne, a nawet gdyby legalne były, po prostu... nie umiałaby
Jednorożec wydał z siebie bolesne rżenie, pełne przerażenia. Próbował się podnieść, ale nie zdołał, kopyta nie udźwignęły jego ciężaru. Victoria przemknęła przed niego w samą porę - tarcza, którą ustawiła, pochłonęła kolejny ogłuszacz i rozprysnęła się. Z tej pozycji Lestrange dostrzegła między drzewami czarodzieja, który miotał te czary: mężczyznę w średnim wieku, ubranego w strój w barwach szarości i zieleni. Nie wyglądał jak ktoś, kto przypadkiem zabłądził w lesie podczas przechadzki. Ciężkie buty, ubranie, niezbyt duży plecak, wszystko zdawało się być przygotowane specjalnie pod wyprawę w głąb puszczy.
Zawahał się, wyraźnie zdziwiony, że przed nim wyrosła jakaś kobieta. Nie od razu wypalił kolejne zaklęcie. Za to Brenna, która podbiegła bliżej, cisnęła własne: celując prosto w niego próbowała wyczarować magiczne więzy.
Gdzieś w oddali - za krzewami, ale wcale nie jakoś bardzo daleko - usłyszały jeszcze inne rżenie i czyjeś głośne przekleństwa.
Victoria mu ufała. Ale źle ulokowane zaufanie Brenny mogło kosztować nie tylko jej własne życie. W duchu zastanawiała się... czy Sauriel Rookwood nie poznał Victorii zbyt późno. Czy jej samej nie poznał zbyt późno, bo przecież jeszcze przed przemianą, gdyby została poproszona o pomoc, na pewno by jej udzieliła. Czy wampir, w dodatku w takiej rodzinie, mógł jeszcze zachować swoje człowieczeństwo?
Nawet gdyby jednak chciała coś powiedzieć - nie było już na to czasu. Brenna, nieco zamazana, choć wciąż widoczna, gdyby ktoś spojrzał wprost na nią, pomknęła do przodu, ku źródłu zaklęcia, nie oglądając się nawet na to, co zrobi Lestrange. Bo była wściekle pewna: polowania na jednorożce są absolutnie nielegalne, a nawet gdyby legalne były, po prostu... nie umiałaby
Jednorożec wydał z siebie bolesne rżenie, pełne przerażenia. Próbował się podnieść, ale nie zdołał, kopyta nie udźwignęły jego ciężaru. Victoria przemknęła przed niego w samą porę - tarcza, którą ustawiła, pochłonęła kolejny ogłuszacz i rozprysnęła się. Z tej pozycji Lestrange dostrzegła między drzewami czarodzieja, który miotał te czary: mężczyznę w średnim wieku, ubranego w strój w barwach szarości i zieleni. Nie wyglądał jak ktoś, kto przypadkiem zabłądził w lesie podczas przechadzki. Ciężkie buty, ubranie, niezbyt duży plecak, wszystko zdawało się być przygotowane specjalnie pod wyprawę w głąb puszczy.
Zawahał się, wyraźnie zdziwiony, że przed nim wyrosła jakaś kobieta. Nie od razu wypalił kolejne zaklęcie. Za to Brenna, która podbiegła bliżej, cisnęła własne: celując prosto w niego próbowała wyczarować magiczne więzy.
Gdzieś w oddali - za krzewami, ale wcale nie jakoś bardzo daleko - usłyszały jeszcze inne rżenie i czyjeś głośne przekleństwa.
Rzut PO 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.