04.09.2023, 20:18 ✶
Dziesięć lat. Spodziewała się tego, skoro sama się zreflektowała, że coś nie gra – bo skoro ciało miało jakieś dwadzieścia lat, a ona sama nie pamiętała, żeby prowadziła dochodzenie (zresztą – gdyby prowadziła, gdyby badała sprawę, to dlaczego ciało wypłynęło dopiero teraz? Nie wyczułaby swoim nosem, że coś jednak jest nie tak? Chyba że nigdy nie weszła do środka kamienicy, ale znów – dlaczego nie pamiętała? Obliviate? Przecież miałaby materiały na biurku, to raz, a dwa – zawsze pozostawał podręczny zeszyt. Zeszyt, do którego zerkała przecież dość często, przeglądała, wracała się na poprzednie stronice – przynajmniej dopóki nie nadszedł czas na zmianę na nowy. Ale i tak, musiałaby się połapać…), a jednak poczuła, że jest jej jakoś zimniej.
- Cudownie – skwitowała dość ponurym tonem. Tak. Cudownie. I wcale nie oznaczało to cieszenia się z faktu, iż najwyraźniej nadal ma wgląd we wspomnienia wujka – bo niby skąd indziej miałaby w głowie te wszystkie informacje? Choć tyle dobrego, że nie widziała teraz wspomnień, które wręcz pochłaniały, nie było to też coś bardzo prywatnego, ale…
… i tak nie czuła się z tym w pełni komfortowo. Mimo że na drugiej szali leżała ulga, iż nie muszą zaczynać od zera, że mają jakiś punkt zaczepienia, od którego można zacząć, coś, dzięki czemu być może uda się uzyskać sprawiedliwość dla młodziutkiej Claudii Fray. Której jedyną winą, być może – bo znała tylko jedną perspektywę – było to, że pokochała.
W milczeniu dała się pociągnąć kuzynce, nie stawiając oporu. Tak, musiały porozmawiać na osobności, zresztą – również i z tego powodu zaczęła mówić ciszej. A plotki… cóż, przy odrobinie szczęścia, wszyscy byli na tyle pochłonięci swoją pracą, że nie dotarło do nich znaczenie tego, co mówiła Mavelle. A nawet jeśli – trudno, na dobrą sprawę życie plotki było krótkie; nietrudno o coś, co zastąpi ten temat, więc jedyne, co pozostawało, to zacisnąć zęby i najlepiej przemilczeć, miast rozgrzebywać mocniej sprawę przez próby zdementowania plotek.
- Powinnyśmy – zgodziła się równie cicho, zerkając na wszelki wypadek, czy faktycznie były same. Czy jednak ktoś się nie kręcił w pobliżu, bo chociażby uznał, że jednak trzeba ściągnąć Longbottom, bo milion różnych powodów – Biorąc pod uwagę, że za żadną cholerę nie pamiętam tej sprawy, a jednak kojarzę szczegóły… to jedyne możliwe wytłumaczenie – przyznała po krótkiej chwili milczenia. Bo chyba nie miała w sobie wspomnień kilku osób? To już by było… uch, nie, nie chciała nawet o tym myśleć. Już z jedną było trudno, zwłaszcza że to wujek, to co dopiero z kilkoma… - Jeden uważa, że niepotrzebnie zgłoszono zaginięcie i że córka się… kurwi – zacisnęła lekko wargi. Ogólna obyczajowość nie była szczególnie łaskawa dla kobiet, co nie znaczyło, że sama się do niej dostosowywała, bynajmniej – a drugi jej nie widział od dawna. Jakoś wątpię, żeby Elijah wsadził ciało do szafy i Eugene przez tyle lat się nie zorientował, że na jego strychu rozkłada się ciało – skrzywiła się.
- Wracamy tam? Skończymy oględziny, zwiniemy ekipę i pójdziemy szukać w archiwach… mam nadzieję, że dokumenty nie zaginęły – bo choć niby zadaniem archiwum było przechowywać i gromadzić wiedzę, to niestety – nie wszystko czasem przetrwało. Bo nigdy nie trafiło, gdzie miało trafić, bo ktoś położył na tym ręce, bo ktoś zaniedbał i zostały uszkodzone… bywało różnie, niestety.
- Cudownie – skwitowała dość ponurym tonem. Tak. Cudownie. I wcale nie oznaczało to cieszenia się z faktu, iż najwyraźniej nadal ma wgląd we wspomnienia wujka – bo niby skąd indziej miałaby w głowie te wszystkie informacje? Choć tyle dobrego, że nie widziała teraz wspomnień, które wręcz pochłaniały, nie było to też coś bardzo prywatnego, ale…
… i tak nie czuła się z tym w pełni komfortowo. Mimo że na drugiej szali leżała ulga, iż nie muszą zaczynać od zera, że mają jakiś punkt zaczepienia, od którego można zacząć, coś, dzięki czemu być może uda się uzyskać sprawiedliwość dla młodziutkiej Claudii Fray. Której jedyną winą, być może – bo znała tylko jedną perspektywę – było to, że pokochała.
W milczeniu dała się pociągnąć kuzynce, nie stawiając oporu. Tak, musiały porozmawiać na osobności, zresztą – również i z tego powodu zaczęła mówić ciszej. A plotki… cóż, przy odrobinie szczęścia, wszyscy byli na tyle pochłonięci swoją pracą, że nie dotarło do nich znaczenie tego, co mówiła Mavelle. A nawet jeśli – trudno, na dobrą sprawę życie plotki było krótkie; nietrudno o coś, co zastąpi ten temat, więc jedyne, co pozostawało, to zacisnąć zęby i najlepiej przemilczeć, miast rozgrzebywać mocniej sprawę przez próby zdementowania plotek.
- Powinnyśmy – zgodziła się równie cicho, zerkając na wszelki wypadek, czy faktycznie były same. Czy jednak ktoś się nie kręcił w pobliżu, bo chociażby uznał, że jednak trzeba ściągnąć Longbottom, bo milion różnych powodów – Biorąc pod uwagę, że za żadną cholerę nie pamiętam tej sprawy, a jednak kojarzę szczegóły… to jedyne możliwe wytłumaczenie – przyznała po krótkiej chwili milczenia. Bo chyba nie miała w sobie wspomnień kilku osób? To już by było… uch, nie, nie chciała nawet o tym myśleć. Już z jedną było trudno, zwłaszcza że to wujek, to co dopiero z kilkoma… - Jeden uważa, że niepotrzebnie zgłoszono zaginięcie i że córka się… kurwi – zacisnęła lekko wargi. Ogólna obyczajowość nie była szczególnie łaskawa dla kobiet, co nie znaczyło, że sama się do niej dostosowywała, bynajmniej – a drugi jej nie widział od dawna. Jakoś wątpię, żeby Elijah wsadził ciało do szafy i Eugene przez tyle lat się nie zorientował, że na jego strychu rozkłada się ciało – skrzywiła się.
- Wracamy tam? Skończymy oględziny, zwiniemy ekipę i pójdziemy szukać w archiwach… mam nadzieję, że dokumenty nie zaginęły – bo choć niby zadaniem archiwum było przechowywać i gromadzić wiedzę, to niestety – nie wszystko czasem przetrwało. Bo nigdy nie trafiło, gdzie miało trafić, bo ktoś położył na tym ręce, bo ktoś zaniedbał i zostały uszkodzone… bywało różnie, niestety.