04.09.2023, 20:48 ✶
Żyli w świecie czarów. Już jako jedenastolatki, mieszkały w zamku pełnym duchów i musiały uważać na złośliwego poltergeista. Brenna znała przynajmniej dwóch wywoływaczy duchów, jednego egzorcystę i nie tak dawno temu wpadła na opętańca. Ona sama oglądała echa przeszłych wydarzeń.
A jednak, było coś irracjonalnego w tym, że w pamięci Mavelle czają się cudze wspomnienia wuja… i że natknęły się na sprawę, którą kiedyś prowadził. Tyle że wtedy nie było ciała – i najwyraźniej nie miał dość dowodów na to, że Frayowie są zamieszkani, by móc przeszukać kamienicę.
Mimo to Brenna postanowiła podejść do tego najspokojniej, jak tylko mogła. I kiedy się odezwała, ton miała bardzo rzeczowy, jakby codziennie przydarzały się im tego typu rzeczy. Ostatecznie… ostatnio świat stanął chyba na głowie – pozostawało więc nauczyć się stawać na rękach i jakoś działać w takiej pozycji.
- Albo zamordowali ją razem, albo jeden krył drugiego – zgodziła się z Bones. Nie przyszło jej nawet do głowy kwestionować słów Mavelle. Może była to naiwność, ale w pewnych sprawach ufała kuzynce bez zastrzeżeń. Nie uwierzyłaby, że ta coś takiego by zmyśliła i nie chciała wierzyć, że kuzynka mogłaby po prostu oszaleć. – Zaglądamy na górę, jeśli nie jesteśmy potrzebne, lecimy do archiwów, sprawdzić wszystkie okoliczności zaginięcia Claudii Fray, dowiedzieć się więcej o Elijahu i Eugene… A potem złożymy wizytę ojcu Claudii.
Było coś bardzo ponurego w wyrazie twarzy Brenny, gdy mówiła ostatnie słowa. Dwadzieścia lat temu zabrakło dowodów, aby kogoś aresztować, ale w tej chwili mieli ciało na strychu kogoś, kto twierdził, że nie widział Frayówny. To wciąż było za mało, aby aresztować Elijaha… ale wystarczająco dużo, aby wznowić śledztwo, być może też dość, aby udało się znaleźć kolejne tropy – o ile coś wykaże sekcja. I dostatecznie dużo, aby mogły próbować podejść Elijaha albo po prostu go przycisnąć – Mavelle w tym drugim była całkiem dobra.
Nie mogły jej uratować, ale mogły postarać się o to, aby wreszcie doczekała się sprawiedliwości.
– Gotowa? – rzuciła Brenna, ale nie czekała nawet na odpowiedź. Wbiegła po schodach, z powrotem na strych. Większość roboty tam już wykonano, chciała się jednak upewnić, że niczego nie przegapią, bo niestety „powiedział nam duch wujka, a reszta to nasze podejrzenia”, nie wystarczyło w żadnym sądzie. Przed nimi był długi dzień: bo zaraz stąd Brenna zamierzała lecieć do archiwów, a optymalnie, przesłuchać jeszcze tego samego wieczora Elijaha.
W końcu nie było na co czekać, a w Departamencie było tyle spraw, że tę sprzed dwudziestu lat… dobrze byłoby wreszcie doprowadzić do końca.
A jednak, było coś irracjonalnego w tym, że w pamięci Mavelle czają się cudze wspomnienia wuja… i że natknęły się na sprawę, którą kiedyś prowadził. Tyle że wtedy nie było ciała – i najwyraźniej nie miał dość dowodów na to, że Frayowie są zamieszkani, by móc przeszukać kamienicę.
Mimo to Brenna postanowiła podejść do tego najspokojniej, jak tylko mogła. I kiedy się odezwała, ton miała bardzo rzeczowy, jakby codziennie przydarzały się im tego typu rzeczy. Ostatecznie… ostatnio świat stanął chyba na głowie – pozostawało więc nauczyć się stawać na rękach i jakoś działać w takiej pozycji.
- Albo zamordowali ją razem, albo jeden krył drugiego – zgodziła się z Bones. Nie przyszło jej nawet do głowy kwestionować słów Mavelle. Może była to naiwność, ale w pewnych sprawach ufała kuzynce bez zastrzeżeń. Nie uwierzyłaby, że ta coś takiego by zmyśliła i nie chciała wierzyć, że kuzynka mogłaby po prostu oszaleć. – Zaglądamy na górę, jeśli nie jesteśmy potrzebne, lecimy do archiwów, sprawdzić wszystkie okoliczności zaginięcia Claudii Fray, dowiedzieć się więcej o Elijahu i Eugene… A potem złożymy wizytę ojcu Claudii.
Było coś bardzo ponurego w wyrazie twarzy Brenny, gdy mówiła ostatnie słowa. Dwadzieścia lat temu zabrakło dowodów, aby kogoś aresztować, ale w tej chwili mieli ciało na strychu kogoś, kto twierdził, że nie widział Frayówny. To wciąż było za mało, aby aresztować Elijaha… ale wystarczająco dużo, aby wznowić śledztwo, być może też dość, aby udało się znaleźć kolejne tropy – o ile coś wykaże sekcja. I dostatecznie dużo, aby mogły próbować podejść Elijaha albo po prostu go przycisnąć – Mavelle w tym drugim była całkiem dobra.
Nie mogły jej uratować, ale mogły postarać się o to, aby wreszcie doczekała się sprawiedliwości.
– Gotowa? – rzuciła Brenna, ale nie czekała nawet na odpowiedź. Wbiegła po schodach, z powrotem na strych. Większość roboty tam już wykonano, chciała się jednak upewnić, że niczego nie przegapią, bo niestety „powiedział nam duch wujka, a reszta to nasze podejrzenia”, nie wystarczyło w żadnym sądzie. Przed nimi był długi dzień: bo zaraz stąd Brenna zamierzała lecieć do archiwów, a optymalnie, przesłuchać jeszcze tego samego wieczora Elijaha.
W końcu nie było na co czekać, a w Departamencie było tyle spraw, że tę sprzed dwudziestu lat… dobrze byłoby wreszcie doprowadzić do końca.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.