04.09.2023, 22:53 ✶
Zaklęła dość paskudnie, gdy zeskok zakończył się… cóż, mogło być gorzej, o wiele gorzej niż tylko upadek na kolana i trafienie w coś przypominającego dawno padniętą meduzę. Przy najbliższej okazji po prostu przesunęła dłonią po ścianach, próbując choć trochę przeczyścić rękę – mimo wszystko nie kwapiła się do wycierania jej o swój ubiór, nawet jeśli nie należała do wydelikaconych panienek.
Na szczęście jednak – nie skończyło się gorzej.
- Muszą być. Na takim statu, tylko jedno przejście pomiędzy pokładami to wręcz strzał we własne kolana – odparła odruchowo. To, że jeszcze nie widzieli innych opcji nie znaczyło, że nie istniały… ale tak, zapewne mądrzejszym było szukanie zejścia, nie skakanie jak ostatni durnie. Pozostawało więc iść za Brenną, uważając na każdy kolejny krok, żeby przypadkiem jednak siebie nie uszkodzić (i tak już chyba wyczerpywała pulę szczęścia… chyba) i również zerkać do kajut, na wszelki wypadek – co dwie głowy, to nie jedna, więc gdy Brenna sprawdzała jedne, Mavelle mogła przyjrzeć się drugim.
- Wybuch? – zmarszczyła brwi. Bo przecież…
Mrugnięcie. I kolejne.
- Zniszczono luk bagażowy, ale… nie wiem, czy to wina wybuchu, Może chodziło o coś innego? – wyrzekła w końcu. W końcu wybuchnąć można całkiem sporo rzeczy, tak samo jak również całkiem sporo z pewnością znajdowało się „na dole”.
Magia w tym miejscu była dziwna. Stabilizacja świateł różdżki wzbudzała pewną nieufność… nieszczególnie ufała teraz mocy jako takiej (a nuż zbyt wiele zaklęć wywoła… coś?), stąd też – jedynie zerknęła, na ile skuteczne były działania Brenny, bez dokładania swoich czarów.
Na szczęście jednak – nie skończyło się gorzej.
- Muszą być. Na takim statu, tylko jedno przejście pomiędzy pokładami to wręcz strzał we własne kolana – odparła odruchowo. To, że jeszcze nie widzieli innych opcji nie znaczyło, że nie istniały… ale tak, zapewne mądrzejszym było szukanie zejścia, nie skakanie jak ostatni durnie. Pozostawało więc iść za Brenną, uważając na każdy kolejny krok, żeby przypadkiem jednak siebie nie uszkodzić (i tak już chyba wyczerpywała pulę szczęścia… chyba) i również zerkać do kajut, na wszelki wypadek – co dwie głowy, to nie jedna, więc gdy Brenna sprawdzała jedne, Mavelle mogła przyjrzeć się drugim.
- Wybuch? – zmarszczyła brwi. Bo przecież…
Mrugnięcie. I kolejne.
- Zniszczono luk bagażowy, ale… nie wiem, czy to wina wybuchu, Może chodziło o coś innego? – wyrzekła w końcu. W końcu wybuchnąć można całkiem sporo rzeczy, tak samo jak również całkiem sporo z pewnością znajdowało się „na dole”.
Magia w tym miejscu była dziwna. Stabilizacja świateł różdżki wzbudzała pewną nieufność… nieszczególnie ufała teraz mocy jako takiej (a nuż zbyt wiele zaklęć wywoła… coś?), stąd też – jedynie zerknęła, na ile skuteczne były działania Brenny, bez dokładania swoich czarów.