05.09.2023, 03:30 ✶
Może i romantyzm był właściwym słowem, jakim należało określić rytuały Beltane, ale niekoniecznie tym, na którym Atreusowi w całej zabawie zależało. Owszem, romantyzm pomagał, ale nie w pleceniu wianków czy wrzucaniu ich na pal, a w czymś o wiele bardziej ulotnym i przyjemnym. Podczas tego święta każdy był skory do uniesień, tych mniejszych i tych większych, a Bulstrode z radością szukał szans na te wszelkie dopełnienia rytuałów, jak to można było określić następstwa oczarowania jakiejś bardzo przyjemnej panny. Prawdę powiedziawszy to chyba nigdy z Beltane nie wyszedł z niczym więcej niż listowiem we włosach, bo chwile ulotne miały to do siebie, że szybko przemijały. Szczególnie w jego wypadku.
Sam romantyzm w życiu codziennym, był dla nieco pewnego rodzaju zagadką. Ale taką, którą niekoniecznie kwapił się rozwiązać. Jakaś idea tego konceptu umykała mu, sprowadzając się jedynie do słabości serca. Jeśli podejmował się czynów powszechnie uważane za romantyczne, to głównie dlatego że odnosił wrażenie, że dokładnie ta konkretna rzecz powinna zostać zrobiona. Że tego wymagały konwenanse. Nie znaczyło to jednak, że nie umiał doceniać piękna, bo zawsze chętnie patrzył na obraz czy przyjemny krajobraz, ale te widoki zwykle nie poruszały dogłębnie jego duszy. Zwyczajnie były.
Pokiwał lekko głową, przyznając jej rację. Działania popleczników Czarnego Pana zwiastowały, że wraz z nimi nadciągał istny sztorm. Na myśl o tym Bulstrode czuł niepokój, ale też ekscytację, bo co innego pozostawało mu w obliczu ewentualnych pojedynków? Fakt, że śmierciożercy wydawali się bardzo... przekonani o racji swoich przekonań i to, że w ich następstwie mógł trafić na stół Cynthii, wcale nie studził jego zapału.
- Matko, uchowaj - rzucił do niej, obdarzając ją rozbawionym spojrzeniem. Taka wizja wydawała się... ciekawa, ale na pierwszy rzut oka było widać, że absolutnie nie wierzył w tego typy rzeczy. Wspiąć się na pal by skraść całusa i nieco więcej to jedno, ale wiązać się na całe życie? Jak do tej pory nie doświadczył takiej mocy, więc czemu miałby teraz?
- Oo, w takim razie, jeśli się zdecydujesz, to z największą przyjemnością zawieszę go na samiusieńkim szczycie - oznajmił jej z zadziornym uśmiechem przyczepionym do ust, odrobinę tylko ściszając głos, nieco na jej modłę. Wizja zobaczenia Flint na Beltane nagle wydała mu się całkiem zaskakująca, ale w gruncie rzeczy przyjemna, jakby nigdy wcześniej jakoś o tym nie pomyślał. Z wciąż lekkim uśmiechem wypił resztę herbaty, która znajdowała się w jego filiżance i odstawił ją grzecznie na spodek.
- Ale tak szczerze, mam nadzieję że uda mi się uciąć z tobą chociaż krótką pogawędkę podczas święta. Patrole bywają nudne, a twoje towarzystwo zawsze przyjemne. Jeśli jednak postanowisz pobawić się na którychś atrakcjach, to polecam unikać goblińskiego koła nagród. Już na Ostarze miałem z nim problem i podejrzewam, że typ oszukuje. Po świecie rozpłynął się, ale tym razem mam zamiar coś z tym zrobić. - mimo, że pierwsze słowa wymawiał tonem przyjemnym, ze standardowym uśmiechem przyczepionym do twarzy, to kiedy tylko temat spłynął na goblina, na twarzy pojawiła się zaciętość. Miał z nim na pieńku na samą myśl o tym małym, pomarszczonym karle humor mu się psuł.
Sam romantyzm w życiu codziennym, był dla nieco pewnego rodzaju zagadką. Ale taką, którą niekoniecznie kwapił się rozwiązać. Jakaś idea tego konceptu umykała mu, sprowadzając się jedynie do słabości serca. Jeśli podejmował się czynów powszechnie uważane za romantyczne, to głównie dlatego że odnosił wrażenie, że dokładnie ta konkretna rzecz powinna zostać zrobiona. Że tego wymagały konwenanse. Nie znaczyło to jednak, że nie umiał doceniać piękna, bo zawsze chętnie patrzył na obraz czy przyjemny krajobraz, ale te widoki zwykle nie poruszały dogłębnie jego duszy. Zwyczajnie były.
Pokiwał lekko głową, przyznając jej rację. Działania popleczników Czarnego Pana zwiastowały, że wraz z nimi nadciągał istny sztorm. Na myśl o tym Bulstrode czuł niepokój, ale też ekscytację, bo co innego pozostawało mu w obliczu ewentualnych pojedynków? Fakt, że śmierciożercy wydawali się bardzo... przekonani o racji swoich przekonań i to, że w ich następstwie mógł trafić na stół Cynthii, wcale nie studził jego zapału.
- Matko, uchowaj - rzucił do niej, obdarzając ją rozbawionym spojrzeniem. Taka wizja wydawała się... ciekawa, ale na pierwszy rzut oka było widać, że absolutnie nie wierzył w tego typy rzeczy. Wspiąć się na pal by skraść całusa i nieco więcej to jedno, ale wiązać się na całe życie? Jak do tej pory nie doświadczył takiej mocy, więc czemu miałby teraz?
- Oo, w takim razie, jeśli się zdecydujesz, to z największą przyjemnością zawieszę go na samiusieńkim szczycie - oznajmił jej z zadziornym uśmiechem przyczepionym do ust, odrobinę tylko ściszając głos, nieco na jej modłę. Wizja zobaczenia Flint na Beltane nagle wydała mu się całkiem zaskakująca, ale w gruncie rzeczy przyjemna, jakby nigdy wcześniej jakoś o tym nie pomyślał. Z wciąż lekkim uśmiechem wypił resztę herbaty, która znajdowała się w jego filiżance i odstawił ją grzecznie na spodek.
- Ale tak szczerze, mam nadzieję że uda mi się uciąć z tobą chociaż krótką pogawędkę podczas święta. Patrole bywają nudne, a twoje towarzystwo zawsze przyjemne. Jeśli jednak postanowisz pobawić się na którychś atrakcjach, to polecam unikać goblińskiego koła nagród. Już na Ostarze miałem z nim problem i podejrzewam, że typ oszukuje. Po świecie rozpłynął się, ale tym razem mam zamiar coś z tym zrobić. - mimo, że pierwsze słowa wymawiał tonem przyjemnym, ze standardowym uśmiechem przyczepionym do twarzy, to kiedy tylko temat spłynął na goblina, na twarzy pojawiła się zaciętość. Miał z nim na pieńku na samą myśl o tym małym, pomarszczonym karle humor mu się psuł.