05.09.2023, 16:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2023, 19:53 przez Morgana le Fay.)
Widma były właśnie tym – widmami. Bezcielesnymi istotami, które jednak potrafiły dotknąć, wpłynąć fizycznie na otaczający je świat. Rozproszyły się, wymknęły się z domu Mildred, uciekły przed grupą czarodziejów (czy aby na pewno przed nią? Czy byli w stanie w jakiś sposób rzeczywiście im zagrozić, istotom potrafiącym sprawić, iż z Derwina pozostała jedynie skorupa, praktycznie nieprzypominająca mężczyzny, którym przecież był?), starając się pozostać poza ich zasięgiem i…
… roztaczając wokół siebie aurę chłodu. Strachu. Bo to, że uciekły, nie oznaczało, iż ich obecność przestała całkiem być wyczuwalna, o nie. Strach był, kiełkował, zapuszczał powoli korzenie – co było chociażby widać po zwierzętach. Jarczuk, abraksan, stawały się coraz bardziej nerwowe (taki to już porządek świata, że zwierzęta są na pewne aspekty bardziej wyczulone i zdają się widzieć, wiedzieć więcej niż dwunożne istoty, obojętnie, czy machają patykiem czy też nie) – jak długo możliwe będzie ich opanowanie, zanim się okaże, że jednak postanowią rzucić się gdzieś w gęstwinę?
Bo widma nie odeszły całkiem, o nie.
I nie pozostawiono ich w spokoju.
To nie tak, że Laurent mógł do nich podejść. Nie pozwalały na to, żeby ktokolwiek się do nich zbliżył – i pewnie tak by pozostało, gdyby nie to, że Prewett się nie wycofał od razu, wraz ze swoim psem.
Chłód, strach, śmierć.
Owinęły się przez chwilę wokół powieszonego płaszcza, poruszyły nim. I w końcu – rzuciły się wprost na mężczyznę. Widmowe ręce zaciskające się na gardle, straszliwy strach, ogarniający go całego… czy słyszysz, jak twoi towarzysze wołają, Laurencie? A może już ich tak naprawdę nie ma, może jesteś sam jeden, bez Dumy, Michaela, Brenny, Victorii, Patricka…?
… roztaczając wokół siebie aurę chłodu. Strachu. Bo to, że uciekły, nie oznaczało, iż ich obecność przestała całkiem być wyczuwalna, o nie. Strach był, kiełkował, zapuszczał powoli korzenie – co było chociażby widać po zwierzętach. Jarczuk, abraksan, stawały się coraz bardziej nerwowe (taki to już porządek świata, że zwierzęta są na pewne aspekty bardziej wyczulone i zdają się widzieć, wiedzieć więcej niż dwunożne istoty, obojętnie, czy machają patykiem czy też nie) – jak długo możliwe będzie ich opanowanie, zanim się okaże, że jednak postanowią rzucić się gdzieś w gęstwinę?
Bo widma nie odeszły całkiem, o nie.
I nie pozostawiono ich w spokoju.
To nie tak, że Laurent mógł do nich podejść. Nie pozwalały na to, żeby ktokolwiek się do nich zbliżył – i pewnie tak by pozostało, gdyby nie to, że Prewett się nie wycofał od razu, wraz ze swoim psem.
Chłód, strach, śmierć.
Owinęły się przez chwilę wokół powieszonego płaszcza, poruszyły nim. I w końcu – rzuciły się wprost na mężczyznę. Widmowe ręce zaciskające się na gardle, straszliwy strach, ogarniający go całego… czy słyszysz, jak twoi towarzysze wołają, Laurencie? A może już ich tak naprawdę nie ma, może jesteś sam jeden, bez Dumy, Michaela, Brenny, Victorii, Patricka…?
Możecie wykonać dwie akcje w jednym poście; oznaczcie mnie na koniec tury.
@Brenna Longbottom @Victoria Lestrange @Patrick Steward @Laurent Prewett
@Brenna Longbottom @Victoria Lestrange @Patrick Steward @Laurent Prewett