— Duszy?
Uniósł brwi i podniósł się do pozycji siedzącej. Pojedyncze źdźbła opadły z jego włosów i pleców. Rozejrzał się. Duch kobiety unosił się nad pozostałościami męża. Od rozpaczy odciągnęło ją to niecodzienne spotkanie tajemniczych osobników.
— Rzeczywiście.
Wstał i zaczął się otrzepywać z gałązek i listków.
— Czy leżenie na ziemi to od razu udawanie martwego? Przecież to jeden z najprostszych sposobów relaksowania się. Nie próbował pan nigdy? Bardzo polecam. Szczególnie w tak spokojniej okolicy... Oh, tak, potwory. Gdy pana usłyszałem, myślałem, że zaraz go spotkam, ale to tylko pan. Dlatego się nie ruszałem.
Ostrożnie wziął na dłoń spacerującego po nim zawijaka żółtawego.
— Proszę spojrzeć, jaki dorodny okaz Enoplognatha ovata. Jak odważnie postanowił się na mnie wspiąć.
Obserwował pajączka z zainteresowaniem, po czym odstawił go na pobliski krzaczek.
— Jestem bardzo ciekawy tych potworów. Ciekawe, skąd się wzięły. Myśli pan, że uciekły z Zakazanego Lasu? Podobno tam znajduje się wiele nieodkrytych jeszcze istot. Pracuje pan dla ministerstwa? A może jest pan biologiem?
Wypytywał mężczyznę o powody jego przebywania tutaj, jakby wcale nie było to dość prywatną sprawą.
— Ja sobie spacerowałem w okolicy i myślałem, że idę do parku, a trafiłem do kniei. Widzi pan, jestem dopiero drugi raz w życiu w Dolinie Godryka — wyjaśnił z uśmiechem.
Podszedł do ducha.
— Dzień dobry, to zaskakujące widzieć ducha na zewnątrz. Zazwyczaj nawiedzają one budynki — przywitał się. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Kobieta przycupnęła przy kupce popiołów. Ewidentnie nie podobała jej się uwaga, jaką nagle wokół siebie skupiła. Chyba postanowiła udawać, że wcale jej tu nie ma.