Wzruszył ramionami.
— A co ja się będę na pal wspinał. Na co to komu.
Jonathan gdzieś miał beltanowe tradycje. Pewnie bardziej by się zainteresował, gdyby miał jakąś pannę na oku. A tą dopiero miał po świętowaniu.
Jonathan potrafił wiele rzeczy obrócić w żart, szczególnie w rozmowach z przyjaciółmi. Mimo tego, bardzo obruszał się, gdy coś wyjątkowo go dotknęło.
— Nie przemawiają do mnie twoje argumenty, Philipie. A wino to wino, przyniosę ci lepsze następnym razem.
Zakręcił różdżką wokół plamy, by ta zniknęła. Na nieszczęście Notta, Urquart był uzbrojony, gdy padły niewybaczalne słowa.
— Że co!? Słuchaj no, każdy głupi może się rozprawiczyć, wystarczy iść do burdelu. Ale JA, powtarzam, JA, nie mam zamiaru iść tą prostą drogą, o nie-nie! Ja poszukuję IDEALNEJ kandydatki, której wdzięk i intelekt będą na wystarczającym poziomie, by odkryć przed nią me ciało i pozwolić się zaspokoić!
Wymachiwał różdżką w Philipa niczym dyrygent. Był niesamowicie wzburzony.
— Gdybym tylko chciał, mógłbym to zrobić w każdej chwili! I przestań mi tu gadać o gejach! Co to ma do rzeczy! Ja ci tu wyznaję, że chcę się oświadczyć Yaxley, a ty jakieś głupoty gadasz!
Zrobił kółeczko po pokoju.
— Dobra, zrobimy tak, jak wrócę do domu to napiszę do Gerry, spotkam się z nią, oświadczę i prześpię. A jeśli jakimś cudem do tego nie dojdzie, bo, nie wiem, Gio postanowi gdzieś wyjechać na miesiąc, to wtedy prześpię się z Gajdą, dobra? Wielkie mi co!
Odrzucił ręce w górę i wrócił na swoje miejsce, rozwalając się jeszcze bardziej. Burczał coś pod nosem, masując czoło.