Przyjrzał się modelowi numer siedem. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegł wielu różnic. Na drugi — jakieś tam były, ale czy to wystarczający argument do podniesienia ceny? Martina stać było na szóstkę, siódemkę i nawet na rezerwację nie powstałej jeszcze ósemki, ale przy Daisy chciał się pokazać jako rozsądny człowiek.
— Wezmę czwórkę w takim razie.
Spoglądał na aparaty, by nie śledzić ruchu jej palców we włosach. Miała piękne fale, których nie dostrzegł jeszcze u nikogo innego. W jego rodzinie wszyscy mieli włosy proste jak druty. A Daisy wyglądała jak rzeźba greckiej bogini.
— Zaklęcia, tak... Brzmi rozsądnie — odpowiedział, by cokolwiek powiedzieć i oderwać się od swoich dziwnych myśli. Nie potrafił prowadzić konwersacji jednocześnie tonąc w rozmyślaniach nad otaczającym go pięknem.
— Może na początek wezmę tylko podstawowe akcesoria...
Coraz trudniej było mu się skupić. Nie tylko z powodu oczywistego rozproszenia, ale i mnogości otrzymywanej wiedzy. Powoli się gubił w tych wszystkich kliszach i filtrach.
Poprosił pracownika o spakowanie wybranego modelu aparatu. Dobrał też odpowiednie etui oraz obydwa rodzaje kliszy. Nie chciał już siedzieć dłużej w sklepie.
— To chyba wszystko? — spytał Daisy.
Po skompletowaniu zestawu młodego fotografa, zapłacił należną sumę. Dzięki wypadom do barów miał drobne, więc nie musiał zawstydzać się wykładaniem na blacie samych galeonów.
— To teraz... Chciałaś pójść do kawiarni, prawda?
Zaczął się stresować. Już za moment aparaty przestaną rozpraszać jego uwagę. Nie potrafił zrozumieć, czemu aż tak przeżywa to spotkanie. To prawda, że dawno nie wychodził na miasto z nowo poznaną osobą. Ale czuł się jak nastolatek na randce.
Randce?
Poczuł, jak pocą mu się dłonie.