05.09.2023, 21:10 ✶
Na całe szczęście, nie zdążyła wejść do domu - najpierw spoglądając za Victorią i Laurentem, chcąc się upewnić, że Prewett zawróci (bo przecież to było rozsądne, prawda? A on był Ślizgonem. I nawet Gryfon nie rzucałby się od tak do stada dziwnych, strasznych istot!). I kiedy ta pierwsza przyspieszyła, Brenna mimowolnie też postąpiła dwa kroki do przodu, ale zaraz stanęła, jak wrośnięta w ziemię. Powstrzymał ją zdławiony okrzyk Mildred, gdzieś za plecami.
Nie mogli jej zostawić z tyłu. Widma najwyraźniej atakowały najchętniej samotne osoby.
Oczywiście, rzucanie patronusów na oczach pani Found nie było najmądrzejszym, co Brenna mogła zrobić, ale zważywszy na stan Mildred, mogli potem się upierać, że używali zupełnie innej magii, a ona coś pomyliła. Zresztą, było wątpliwe, czy ta po tej przygodzie będzie biegła skarżyć na nich Ministerstwu, czy raczej przyjmie pieniądze od Brenny i wyniesie się daleko stąd.
O ile w ogóle ten patronus się uda - bo Brenna nie była biegła w nekromancji. Prawdę mówiąc, była w niej absolutnie beznadziejna. A choć miała mnóstwo szczęśliwych wspomnień, wszystkie zdawały się przytłumione i to nie tylko przez przedziwną aurę tych istot, ale też to, co działo się w ostatnich tygodniach.
Mimo to uniosła różdżkę, bo nie była pewna, czy patronus Victorii wystarczy, a w tej chwili musieli przynajmniej spróbować coś zrobić. Tych istot było wiele, a wyczarowanie patronusa w ekstremalnych okolicznościach nigdy nie należało do rzeczy łatwych. Jej usta poruszyły się, gdy bezgłośnie inkantowała expecto patronum. Chciała stworzyć patronusa i posłać go między drzewa, tam, gdzie unosiła się ta mgła, tam, gdzie znikły widma.
Myślała o tym lesie: o Kniei, nie taką, jaką stała się teraz, a jaką była wcześniej. O puszczy, którą kochała przez większość swojego życia. O śmiechu swoim, brata i kuzynek, kiedy jako dzieci wbiegli pewnego lata pomiędzy drzewa – i kiedy gnała do przodu, nie bojąc się żadnych widm, roześmiana i pewna, że nikt nie zdoła jej dogonić.
I w duchu modliła się – aby Menodora i Cynthia, które poprosiła o badanie tych stworzeń, miały rację. By faktycznie patronus był tym zaklęciem, które może te istoty powstrzymać. Bo jeżeli nie…
Nie, nie mogła teraz myśleć co „jeżeli nie”.
Nie mogli jej zostawić z tyłu. Widma najwyraźniej atakowały najchętniej samotne osoby.
Oczywiście, rzucanie patronusów na oczach pani Found nie było najmądrzejszym, co Brenna mogła zrobić, ale zważywszy na stan Mildred, mogli potem się upierać, że używali zupełnie innej magii, a ona coś pomyliła. Zresztą, było wątpliwe, czy ta po tej przygodzie będzie biegła skarżyć na nich Ministerstwu, czy raczej przyjmie pieniądze od Brenny i wyniesie się daleko stąd.
O ile w ogóle ten patronus się uda - bo Brenna nie była biegła w nekromancji. Prawdę mówiąc, była w niej absolutnie beznadziejna. A choć miała mnóstwo szczęśliwych wspomnień, wszystkie zdawały się przytłumione i to nie tylko przez przedziwną aurę tych istot, ale też to, co działo się w ostatnich tygodniach.
Mimo to uniosła różdżkę, bo nie była pewna, czy patronus Victorii wystarczy, a w tej chwili musieli przynajmniej spróbować coś zrobić. Tych istot było wiele, a wyczarowanie patronusa w ekstremalnych okolicznościach nigdy nie należało do rzeczy łatwych. Jej usta poruszyły się, gdy bezgłośnie inkantowała expecto patronum. Chciała stworzyć patronusa i posłać go między drzewa, tam, gdzie unosiła się ta mgła, tam, gdzie znikły widma.
Myślała o tym lesie: o Kniei, nie taką, jaką stała się teraz, a jaką była wcześniej. O puszczy, którą kochała przez większość swojego życia. O śmiechu swoim, brata i kuzynek, kiedy jako dzieci wbiegli pewnego lata pomiędzy drzewa – i kiedy gnała do przodu, nie bojąc się żadnych widm, roześmiana i pewna, że nikt nie zdoła jej dogonić.
I w duchu modliła się – aby Menodora i Cynthia, które poprosiła o badanie tych stworzeń, miały rację. By faktycznie patronus był tym zaklęciem, które może te istoty powstrzymać. Bo jeżeli nie…
Nie, nie mogła teraz myśleć co „jeżeli nie”.
Rzut T 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Rzut T 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.