06.09.2023, 04:31 ✶
A więc postanowili zeskoczyć. Atreus pozwolił Mavelle iść pierwszej, a kiedy ta zdawała się już względnie pozbierać i odsunąć, podążył za nią. Nie było to miękkie lądowanie, ale zdecydowanie spodziewał się jakiejś niemiłej niespodzianki. Zamiast tego zatoczył się tylko lekko, łapiąc równowagę i... nie nastąpiło nic więcej, całe szczęście.
Bulstrode rozejrzał się dookoła, świecąc sobie mdłym, niestałym blaskiem różdżki. Magia wyraźnie działała tutaj nieco dziwacznie, może też reagując na aury snujące się po statku, a może w wyniku czegoś innego, kto to wiedział.
Z kolejnym mrugnięciem przyszła do niego kobieta z blizną, a cala wizja była tak samo szybka jak wszystkie poprzednie, których doświadczał do tej pory. Różniła się, zmieniając tematykę i bohaterów razem z miejscem w którym się znaleźli, a szkoda.
- Nie jest jednolita - oświadczył na poprzednie pytanie Brenny. - Wygląda to dla mnie tak, jakby przetykały ja aury osób, które znajdują się na statku. Płyną w rytm tej ogólnej energii, powoli się do niej dostrajają. Tak, dzieje się to z nami - oznajmił niewzruszonym tonem - dokładnie takim, z jakim Longbottom przed momentem zakomunikowała im, że ucina sobie pogawędkę z duchem.
- Ja... - zaczął, urywając na moment, czując uścisk w żołądku na samą myśl o tym, co chciał powiedzieć, ale stłamsił to uczucie. - Idźcie na dół, jeśli nic się nie zmieniło, powinniśmy wciąż móc się komunikować. Ja poszukam wejścia na górę, ewentualnie sali balowej, bo zakładam że tam mieli ten swój bal. Albo weź zapytaj Brenna tego swojego ducha, gdzie się bawili - nie poszedł dalej za nimi. Zamiast tego rozejrzał się, szukając schodów, po których schodził widziany w wizji oficer, o ile nie były to te same, do których zmierzała teraz Brenna. W razie czego cofnąłby się, obserwując światełko różdżki i kierując się w stronę, gdzie zaczynało bardziej się psuć. Zakładał przy tym, że skoro coś wpływało na magię, to mogło mieć źródło tam, gdzie duch powiedział Brennie, że ktoś użył magii.
Bulstrode rozejrzał się dookoła, świecąc sobie mdłym, niestałym blaskiem różdżki. Magia wyraźnie działała tutaj nieco dziwacznie, może też reagując na aury snujące się po statku, a może w wyniku czegoś innego, kto to wiedział.
Z kolejnym mrugnięciem przyszła do niego kobieta z blizną, a cala wizja była tak samo szybka jak wszystkie poprzednie, których doświadczał do tej pory. Różniła się, zmieniając tematykę i bohaterów razem z miejscem w którym się znaleźli, a szkoda.
- Nie jest jednolita - oświadczył na poprzednie pytanie Brenny. - Wygląda to dla mnie tak, jakby przetykały ja aury osób, które znajdują się na statku. Płyną w rytm tej ogólnej energii, powoli się do niej dostrajają. Tak, dzieje się to z nami - oznajmił niewzruszonym tonem - dokładnie takim, z jakim Longbottom przed momentem zakomunikowała im, że ucina sobie pogawędkę z duchem.
- Ja... - zaczął, urywając na moment, czując uścisk w żołądku na samą myśl o tym, co chciał powiedzieć, ale stłamsił to uczucie. - Idźcie na dół, jeśli nic się nie zmieniło, powinniśmy wciąż móc się komunikować. Ja poszukam wejścia na górę, ewentualnie sali balowej, bo zakładam że tam mieli ten swój bal. Albo weź zapytaj Brenna tego swojego ducha, gdzie się bawili - nie poszedł dalej za nimi. Zamiast tego rozejrzał się, szukając schodów, po których schodził widziany w wizji oficer, o ile nie były to te same, do których zmierzała teraz Brenna. W razie czego cofnąłby się, obserwując światełko różdżki i kierując się w stronę, gdzie zaczynało bardziej się psuć. Zakładał przy tym, że skoro coś wpływało na magię, to mogło mieć źródło tam, gdzie duch powiedział Brennie, że ktoś użył magii.