06.09.2023, 08:07 ✶
Gdy Atreus doskonale bawił się swoim przymusowym urlopem w gronie kapłanek, Florence może nie umierała z niepokoju - nie lubiła przesady - ale na pewno się niepokoiła. I to mimo tego, że rodzinę poinformowano o przebudzeniu pacjenta. Niepokoiło ją to, że brat był w znacznie gorszym stanie niż pozostała trójka Zimnych. Niepokoiło ją, co wypisywano o nim w prasie: czytała te artykuły, zaciskając wargi w wąską linię, i przysięgając wszystko co najgorsze uzdrowicielowi albo aurorowi, który wyniósł te opowieści o Limbo... bo to przecież musiał być któryś z nich, skoro rozeszły się tak szybko. Niepokoiło ją wreszcie, w jakim stanie byli Mavelle i Patrick - chociaż paradoksalnie, to, że miała z nimi kontakt, okazało się też trochę... uspokajające. Wiedziała przynajmniej, że żadne z nich nie umiera i nie przejawia oznak rychłej zamiany w ghula albo wampira.
Nic specjalnie zaskakującego, że zapukała do części mieszkania zajętej przez Atreusa niedługo po jego powrocie. Uchyliła drzwi do salonu i z pewnym obrzydzeniem spojrzała na filiżankę herbaty, w której właśnie mieszał łyżeczką.
Słodzona herbata zdawała się abominacją dużo bardziej niż zbyt niska temperatura ciała.
- Atreus. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej? - spytała, mimo swego jasnowidzenia kompletnie nieświadoma, że Bulstrode pozostał w kowenie tak długo nie tyleż ze względu na stan zdrowia, a na to, że było mu tam po prostu wygodnie. W dodatku absolutnie nie ufała kapłankom pod względem ich umiejętności medycznych. Do tej pory nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Atreusa nie przywieziono do Munga, a do siedziby Macmillanów. - Wiedziałam, że wiele zrobisz dla awansu, ale nie spodziewałam się wyprawy do samego Limbo - powiedziała, wkraczając do pomieszczenia.
Zmierzyła go uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Wyglądał normalnie. Jak zwykle. Może trochę blado. Ale wiedziała, że "normalnie" nie było.
- Chcę cię zbadać - poinformowała prosto z mostu. Przygotowana rzecz jasna na twardy opór, bo brat miewał tendencje do odmawiania oddania się w ręce medyków, nawet jeżeli miał zaraz zemdleć. Nie była pewna, czy "nie chcę być zimny jak trup" jest dla niego dostateczną motywacją, aby zrezygnować z tego zwyczaju.
Nic specjalnie zaskakującego, że zapukała do części mieszkania zajętej przez Atreusa niedługo po jego powrocie. Uchyliła drzwi do salonu i z pewnym obrzydzeniem spojrzała na filiżankę herbaty, w której właśnie mieszał łyżeczką.
Słodzona herbata zdawała się abominacją dużo bardziej niż zbyt niska temperatura ciała.
- Atreus. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej? - spytała, mimo swego jasnowidzenia kompletnie nieświadoma, że Bulstrode pozostał w kowenie tak długo nie tyleż ze względu na stan zdrowia, a na to, że było mu tam po prostu wygodnie. W dodatku absolutnie nie ufała kapłankom pod względem ich umiejętności medycznych. Do tej pory nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Atreusa nie przywieziono do Munga, a do siedziby Macmillanów. - Wiedziałam, że wiele zrobisz dla awansu, ale nie spodziewałam się wyprawy do samego Limbo - powiedziała, wkraczając do pomieszczenia.
Zmierzyła go uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Wyglądał normalnie. Jak zwykle. Może trochę blado. Ale wiedziała, że "normalnie" nie było.
- Chcę cię zbadać - poinformowała prosto z mostu. Przygotowana rzecz jasna na twardy opór, bo brat miewał tendencje do odmawiania oddania się w ręce medyków, nawet jeżeli miał zaraz zemdleć. Nie była pewna, czy "nie chcę być zimny jak trup" jest dla niego dostateczną motywacją, aby zrezygnować z tego zwyczaju.