Wysiłki czarownicy jeszcze pogorszyły sprawę. Ururu wyjątkowo nie miał zamiaru tego oceniać. Gdy kłoda upadła, sam usiadł na chwilę, by zregenerować siły i odciążyć nogę. Cóż za tragedia. Jak mógł dopuścić do tego, by tak potwornie się zranić. Jak dużego musiał mieć pecha, że żadna inna drużyna sprzątająca nie natknęła się na te wnyki. Przecież nie weszli tak głęboko w las.
— To rozsądny plan.
Ururu powstał wspomagając się o stojącą za nim sosnę. Uśmiechnął się na widok mieszkającego wśród kory pająka.
— Pardosa lugubris... Hm... Jesteśmy, zdaje się, blisko wyjścia z lasu. Pardosa lugubris nie zapuszcza się głęboko.
Naładowany przyjemnym spotkaniem z pajączkiem, ruszył w drogę powrotną. Noga bolała jak zawsze, ale trochę się uspokoił. Rozejrzał się jeszcze, czy wnyki dalej się za nimi unosiły — były na swoim miejscu.