06.09.2023, 20:25 ✶
Kiwnęła głową odruchowo, kiedy Dora sprostowała jej słowa. Sama kojarzyła zaledwie bajkę – za mało wiedziała o takiej tematyce, aby znać chociażby słynną historię pani Warbeck. Odnotowała sobie też w pamięci, że skoro na obie te istoty działało zaklęcie patronusa… to być może było odpowiedzią i tutaj.
A to było ważne. Bardzo ważne.
Schwyciła kosmyk włosów i go przygryzła – paskudny zwyczaj, który miała jako nastolatka, i z którego potterowska część rodziny wyleczyła ją prośbą, groźbą i nadzorem, ale teraz stres robił swoje – zastanawiając się nad sugestią Dory.
- To by znaczyło, że mamy przerąbane. Ale właściwie każda wersja oznacza, że mamy przerąbane. Chyba z tych wszystkich teorii najbardziej prawdopodobne wydaje się wyjście z Limbo… Oni chyba widzieli tam jakieś istoty… – powiedziała Brenna, choć w jej głosie pobrzmiewała niepewność. Nie pytała o wszystkie szczegóły, nie chcąc żadnego z nich męczyć. I nie miała pojęcia, czy były to te same stwory. Ale skoro coś w limbo żyło, to dlaczego nie dziwne cienie, wyciągające z ciał… życie?
– Słońce, proszę, nie chodź w pojedynkę do Kniei. One wciąż tam mogą być. Powiedz rodzinie, ja ostrzegę resztę… – mruknęła, wreszcie wypuszczając kosmyk spomiędzy palców. Jakby nie wystarczyło, że mają takie paskudztwa gdzieś w Anglii, to jeszcze czaiły się tuż za płotem.
Chociaż przynajmniej nie będzie musiała biegać za nimi gdzieś daleko. Bo owszem, zamierzała rozejrzeć się za nimi także na żywo, acz niekoniecznie od razu. Potrzebowali przede wszystkim informacji, a na początek planowała sprawdzić wszystko za pomocą widmowidzenia. Nie chciała za wcześnie niepokoić Dory, która zrobiła się chyba nerwowa, więc posłała jej uspokajający uśmiech.
– To ciało znalazł mój przyjaciel ze szkoły. Poproszę, żeby mnie tam zabrał i sprawdzę widmowidzeniem – powiedziała, po czym wstała, podnosząc przy okazji jedną z książek, gotowa odstawić ją na miejsce. – Jeżeli dowiem się więcej, dam ci znać. Ale to musi jeszcze chwilę poczekać, a ja myślę, że powinnam wreszcie zjeść kolację. Chcesz tutaj jeszcze pogrzebać w książkach, czy idziesz ze mną na dół? Przyniosłam z Pokątnej ciasteczka – poinformowała. Mogło się wydawać, że bardzo lekko przechodziła z tematów takich jak „śmierć, widma, koniec świata” na „w kuchni są ciastka malinowe”, ale… w gruncie rzeczy tak wyglądało życie wielu członków Zakonu czy Departamentu.
A potem sama lub z Dorą – skierowała się na dół.
A to było ważne. Bardzo ważne.
Schwyciła kosmyk włosów i go przygryzła – paskudny zwyczaj, który miała jako nastolatka, i z którego potterowska część rodziny wyleczyła ją prośbą, groźbą i nadzorem, ale teraz stres robił swoje – zastanawiając się nad sugestią Dory.
- To by znaczyło, że mamy przerąbane. Ale właściwie każda wersja oznacza, że mamy przerąbane. Chyba z tych wszystkich teorii najbardziej prawdopodobne wydaje się wyjście z Limbo… Oni chyba widzieli tam jakieś istoty… – powiedziała Brenna, choć w jej głosie pobrzmiewała niepewność. Nie pytała o wszystkie szczegóły, nie chcąc żadnego z nich męczyć. I nie miała pojęcia, czy były to te same stwory. Ale skoro coś w limbo żyło, to dlaczego nie dziwne cienie, wyciągające z ciał… życie?
– Słońce, proszę, nie chodź w pojedynkę do Kniei. One wciąż tam mogą być. Powiedz rodzinie, ja ostrzegę resztę… – mruknęła, wreszcie wypuszczając kosmyk spomiędzy palców. Jakby nie wystarczyło, że mają takie paskudztwa gdzieś w Anglii, to jeszcze czaiły się tuż za płotem.
Chociaż przynajmniej nie będzie musiała biegać za nimi gdzieś daleko. Bo owszem, zamierzała rozejrzeć się za nimi także na żywo, acz niekoniecznie od razu. Potrzebowali przede wszystkim informacji, a na początek planowała sprawdzić wszystko za pomocą widmowidzenia. Nie chciała za wcześnie niepokoić Dory, która zrobiła się chyba nerwowa, więc posłała jej uspokajający uśmiech.
– To ciało znalazł mój przyjaciel ze szkoły. Poproszę, żeby mnie tam zabrał i sprawdzę widmowidzeniem – powiedziała, po czym wstała, podnosząc przy okazji jedną z książek, gotowa odstawić ją na miejsce. – Jeżeli dowiem się więcej, dam ci znać. Ale to musi jeszcze chwilę poczekać, a ja myślę, że powinnam wreszcie zjeść kolację. Chcesz tutaj jeszcze pogrzebać w książkach, czy idziesz ze mną na dół? Przyniosłam z Pokątnej ciasteczka – poinformowała. Mogło się wydawać, że bardzo lekko przechodziła z tematów takich jak „śmierć, widma, koniec świata” na „w kuchni są ciastka malinowe”, ale… w gruncie rzeczy tak wyglądało życie wielu członków Zakonu czy Departamentu.
A potem sama lub z Dorą – skierowała się na dół.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.