Spojrzała na Brennę, jakby dopiero do niej dotarło, co właściwie powiedziała. - To nie tak! To znaczy, klient ważna rzecz, wiadomo. - Broniła się jak mogła, naprawdę nie o to jej chodziło! No nie dokładnie. - Ale krytyk kulinarny jest jeszcze cenniejszą. - Zawsze dobrze było mieć kogoś kto z sensem wypowie się na temat nowych słodkości. Większość z jej przyjaciół jadła co popadnie, znaczy nie dokładnie co popadnie, bo jej wypieki, a wiadomo, że one były z górnej półki, jednak zależało jej na tym, żeby osiągnąć jeszcze wyższy poziom.
Słuchała uważnie tego, co mówiła przyjaciółka, wszak sprawa była dosyć istotna. - Niby tak, ale z drugiej strony, jeśli masz zbyt dużo produktów do zaoferowania, to są one raczej średnie. Lepiej zawęzić asortyment i pracować nad tym, żeby był on doskonały. Faktycznie takie podstawowe wypieki to chyba najlepsze, co można im zaoferować, chociaż może z lekką nutą wariacji. - W tym się zgadzała. Nie wszyscy lubili próbować czegoś zupełnie nowego, ale takie standardowe słodkości ze szczyptą jej artystycznego szaleństwa to mogło być to, czego Londyn potrzebował.
- Wiesz, natchnęło mnie ostatnio, żeby otworzyć filię cukierni w Dolinie, nie wiem jednak, czy to dobry czas. - Nie dzieliła się jeszcze z nikim tym pomysłem. Udało jej się sporo zarobić przez te dwa miesiące, nie spodziewała się takiego zysku. Wolałaby to w coś zainwestować. - Martwi mnie jednak, że mogłabym nie być w stanie odpowiednio doglądać obu miejsc. - Nie mogła się rozdwoić, a pracownicy byli różni. Nie mogła od nich oczekiwać, że jak ona oddadzą serce miejscu, które stworzyła.
Przystanęła w miejscu, gdy Brenna wspomniała dlaczego nie można wchodzić do lasu. Westchnęła ciężko. Czyli to się nie skończyło, niebezpieczeństwo nadal było gdzieś obok. - Ciekawe, kiedy to wszystko się skończy. - W jej głosie było słychać nostalgię. Miała dość tego wszystkiego, co działo się wokół. Wiedziała, że spokój nie nadejdzie szybko i bardzo mocno ją to bolało. Ile jeszcze bliskich stracą nim to wszystko się skończy?
W przeciwieństwie do swojej przyjaciółki ona miała problem z szybkim przeskoczeniem na pozytywny ton głosu. Nie umiała tak żonglować swoimi emocjami, nie potrafiła grać. Longbottom uiściła opłatę za wszystkie składniki, które wybrała Figg. Koszyk faktycznie był ciężki, a przyjaciółka miała lepsze predyspozycje do targania tobołów. - Jeśli możesz, to jak najbardziej. - Nauczyła się już przyjmować pomoc.
- Tak, zamierzam zacząć właśnie od wiggenowego, on może ratować życia, później cała reszta. - Norka na pewno znajdzie czas, aby zapewnić zakonowi odpowiednie mikstury, czuła się zobowiązana. Szczególnie, że był to jedyny sposób w jaki mogła im pomóc, do niczego innego się nie nadawała.