Gerry zawsze czekała na brata. Wypatrywała go w oknie w dni, w które przyjeżdżał do domu. Tęskniła za nim ogromnie. Mimo, że dzieliła ich spora różnica wieku, to naprawdę bardzo jej na nim zależało. Strasznie się cieszyła, że będą teraz spędzać więcej czasu razem. Gdyby należeli do jednego domu, to mogliby częściej się spotykać. Nie doszło jednak do tego. Będzie mógł przebywać z Theonem. Czyżby jej bliźniak znowu z nią wygrał? Był lepszy, bez mniejszego problemu trafił tam, gdzie powinien. Geraldine jak zwykle poszło na opak. Miała wrażenie, że ona zawsze zawodzi swoją rodzinę. Była inna, jej płeć, charakter, teraz ten dom. Może faktycznie coś z nią było nie tak? Zaczęła się nad tym zastanawiać. Dlaczego nigdy nie mogła spełnić oczekiwań? Naprawdę robiła wszystko, żeby zadowolić rodziców. Była dużo bardziej sprawna fizycznie od Theona, aby zaimponować ojcu, Jennifer niestety ją hamowała, mówiła, że dziewczynce nie przystoi biegać po lesie. Ona tak bardzo tego chciała. Miała zamiar zrobić wszystko, żeby Gerard dostrzegł wreszcie jej potencjał.
- Myślisz, że tata się z tym pogodzi? Co jeśli będzie niezadowolony? Co jeśli będzie uważał mnie za gorszą. - Podzieliła się z bratem swoimi obawami. Mógł dostrzec, że zależy jej bardzo mocno na aprobacie ojca. To on się dla niej liczył, w nosie miała zdanie matki.
Nie miała wpływu na to, gdzie trafi. Tiara sama podejmowała decyzje, dopasowywała dzieciaki do miejsc, do których pasowały najbardziej. Ger wierzyła w to, że nie zrobiła tego po złości, na pewno podjęła odpowiednią decyzję.
Starała się uśmiechnąć do brata, była jednak trochę zmartwiona, nie chciała, żeby to widział. - Czy to wyzwanie? Dam z siebie wszystko, żeby wygrać. - Uwielbiała zwyciężać, także chętnie mocniej się zaangażuje w zdobywanie punktów, żeby dopiec braciom.