07.09.2023, 00:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2023, 10:22 przez Brenna Longbottom.)
To był długi dzień i cholernie, cholernie długa noc. Ten pierwszy zaczęły zwłoki i zakończyła potyczka z Frayem, tę drugą zaczął morderca, a zakończyła wizyta w Mungu. Po której Brenna aportowała się wprost w sadzie Longbottomów, z jednej strony marząc wyłącznie o łóżku, z drugiej – mając pewne obawy, że jeżeli zaśnie, znów zostanie wciągnięta w wir snów, w których zagrożenie wcale nie jest tylko koszmarem.
Nie przyjęła propozycji Victorii względem jej ubrań, bo ta była po prostu dużo od Brenny niższa. Transmutowała swój strój na wizytę w szpitalu, ale teraz wszystko wróciło do normy: i bladym świtem pojawiła się między drzewami rozczochrana, w o wiele za dużej, męskiej kurtce, wyblakłej bluzie, służącej jej za górę od piżamy, kolorowych trampkach i spodniach od piżamy, na których wciąż pozostało trochę plam krwi Lestrange. Pamiątka z pośpiesznego opatrywania ran przyjaciółki na podłodze jej sypialni.
A chociaż w domu spodziewałaby się wiele, to na pewno nie tego że przywitają ją wrzaski odnośnie zawleczenia do Limbo… oraz Atreus Bulstrode, podnoszący z ziemi kamienie.
Nie zareagowała w pierwszej chwili, zbyt oszołomiona tym widokiem, bo co Atreus robił przed jej domem, bladym świtem? Umysł Brenny, gwałtownie domagający się snu, nie łączył faktów tak szybko, jak powinien, za żadne skarby nie była więc w stanie dopasować tego obrazka do listów, jakie niedawno dostała. Przez ułamek sekundy pomyślała, że to sen, a w kolejnej sekundzie – zaczęło ją kusić, żeby po prostu się stąd deportować. Może nawet by to zrobiła – tym bardziej, że jakaś jej część wcale tej deportacji nie chciała, co dopiero było szaleńcze – ale kamień uderzył o okno biblioteki, chwilę później Bulstrode trafił, bo walnął w okno faktycznie należące do Brenny, a jeżeli rzucałby dalej, to…
– Jeśli rzucisz tym w okno mojej matki, jestem prawie pewna, że nie wyjdziesz z terenu posesji żywy – powiedziała w końcu, ruszając w jego stronę. Nie mogła być tchórzem. Gryfonce nie wypadało, prawda? Zwłaszcza, że jeszcze moment i te wrzaski obudzą wszystkich domowników, a wtedy zrobi się bardzo, bardzo niezręcznie.
Nie wspominając o tym, że gdyby faktycznie wybił szybę w pokoju rodziców, Brenna nie była pewna, czy matka zamordowałaby najpierw jego, czy ją. Dziadek, ojciec, brat, Mavelle, Danielle, Lucy, Dora, Charlie i cała reszta… wszystko by uszło, ale nie potraktowanie tak okien Elise Longbottom. Inna sprawa, że pewnie i tak by tych okien nie zdołał uszkodzić - domu w końcu chroniła potężna magia.
Prawdopodobnie jednak mógł obudzić matkę, a tego Brenna by nie chciała.
- Co ty tu robisz?
Nie przyjęła propozycji Victorii względem jej ubrań, bo ta była po prostu dużo od Brenny niższa. Transmutowała swój strój na wizytę w szpitalu, ale teraz wszystko wróciło do normy: i bladym świtem pojawiła się między drzewami rozczochrana, w o wiele za dużej, męskiej kurtce, wyblakłej bluzie, służącej jej za górę od piżamy, kolorowych trampkach i spodniach od piżamy, na których wciąż pozostało trochę plam krwi Lestrange. Pamiątka z pośpiesznego opatrywania ran przyjaciółki na podłodze jej sypialni.
A chociaż w domu spodziewałaby się wiele, to na pewno nie tego że przywitają ją wrzaski odnośnie zawleczenia do Limbo… oraz Atreus Bulstrode, podnoszący z ziemi kamienie.
Nie zareagowała w pierwszej chwili, zbyt oszołomiona tym widokiem, bo co Atreus robił przed jej domem, bladym świtem? Umysł Brenny, gwałtownie domagający się snu, nie łączył faktów tak szybko, jak powinien, za żadne skarby nie była więc w stanie dopasować tego obrazka do listów, jakie niedawno dostała. Przez ułamek sekundy pomyślała, że to sen, a w kolejnej sekundzie – zaczęło ją kusić, żeby po prostu się stąd deportować. Może nawet by to zrobiła – tym bardziej, że jakaś jej część wcale tej deportacji nie chciała, co dopiero było szaleńcze – ale kamień uderzył o okno biblioteki, chwilę później Bulstrode trafił, bo walnął w okno faktycznie należące do Brenny, a jeżeli rzucałby dalej, to…
– Jeśli rzucisz tym w okno mojej matki, jestem prawie pewna, że nie wyjdziesz z terenu posesji żywy – powiedziała w końcu, ruszając w jego stronę. Nie mogła być tchórzem. Gryfonce nie wypadało, prawda? Zwłaszcza, że jeszcze moment i te wrzaski obudzą wszystkich domowników, a wtedy zrobi się bardzo, bardzo niezręcznie.
Nie wspominając o tym, że gdyby faktycznie wybił szybę w pokoju rodziców, Brenna nie była pewna, czy matka zamordowałaby najpierw jego, czy ją. Dziadek, ojciec, brat, Mavelle, Danielle, Lucy, Dora, Charlie i cała reszta… wszystko by uszło, ale nie potraktowanie tak okien Elise Longbottom. Inna sprawa, że pewnie i tak by tych okien nie zdołał uszkodzić - domu w końcu chroniła potężna magia.
Prawdopodobnie jednak mógł obudzić matkę, a tego Brenna by nie chciała.
- Co ty tu robisz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.