07.09.2023, 00:56 ✶
Jedynym, co cisnęło się Brennie na usta po jego krzykach i całej masie pytań było bardzo elokwentne: „co”? Ewentualnie „eee?” – które miało kiedyś padać często z ust pewnego Pottera, może odziedziczyła więc to po tej części rodziny. Była zdezorientowana całą tą nocną przygodą, jeszcze bardziej pojawieniem się tutaj Atreusa, a jeszcze – jeszcze bardziej, że była z tego powodu trochę zirytowana, a trochę ucieszona – i wreszcie jego słowa zbijały ją z tropu już doszczętnie. Musi wysyłać listy? Chce go torturować?
Zaraz, listy.
– Ty naprawdę czujesz, jak nadstawiam głowy? – spytała, jej oczy otworzyły się nieco szerzej i w tej chwili przez moment tym, co czuła, było narastające przerażenie. Do tej pory Brennie nigdy nie przyszłoby do głowy, że nadstawia tę głowę statystycznie dość często, chociaż marzec i kwiecień roku 1972 zawierały w sobie wampiry, utopce, zombie, czarnoksiężników, klątwy i całą masę innych, dziwacznych rzeczy. Ale teraz przez jej głowę przemknęły wspomnienia, między innymi pewnego grobowca, łamiącej się pod nią podłogi, a wreszcie rzucania się na wampira.
I też pojawiła się myśl, że jakkolwiek część tych rzeczy jest związana z pracą, a nawet jak nie związana z pracą, to może być oficjalna, to jednak część nie, bo nikt nie powinien wiedzieć o rzeczach związanych z Zakonem albo o próbach pozbywania się po cichu morderczych wampirzyc…
– Nie, cholera, trzeba coś z tym zrobić, bo oboje doszczętnie oszalejemy – stwierdziła z pewną desperacją, kompletnie ignorując nawet to, że być może Bulstrode właśnie postanowił jej przyłożyć. On oszaleje, bo będzie czuł, jak wystawia się na zagrożenie, a ona oszaleje, bo będzie się martwiła, że niechcący wyda Zakon. Już pal licho, że on przecież też czasem nadstawiał głowy, a i że jeszcze dostawała meldunki na temat wszystkich jego flirtów… – Chociaż tyle dobrego, że jednak jeszcze nie oszalałam – dodała zaraz, bo do zaspanego umysłu, teraz na powrót rozbudzonego, dotarło wreszcie coś jeszcze. Nie, nie zgłupiała po prostu, jak nastolatka, i nie, nie była szalona, że czasem cichy głosik w głowie podpowiadał jej, że Atreus Bulstrode właśnie z kimś flirtuje.
Voldemort bardzo, bardzo popsuł coś podczas Beltane.
Brenna w tej chwili gorąco zapragnęła nauczyć się rzucania kedavry tylko po to, żeby rzucić ją w Toma Riddle’a.
Zaraz, listy.
– Ty naprawdę czujesz, jak nadstawiam głowy? – spytała, jej oczy otworzyły się nieco szerzej i w tej chwili przez moment tym, co czuła, było narastające przerażenie. Do tej pory Brennie nigdy nie przyszłoby do głowy, że nadstawia tę głowę statystycznie dość często, chociaż marzec i kwiecień roku 1972 zawierały w sobie wampiry, utopce, zombie, czarnoksiężników, klątwy i całą masę innych, dziwacznych rzeczy. Ale teraz przez jej głowę przemknęły wspomnienia, między innymi pewnego grobowca, łamiącej się pod nią podłogi, a wreszcie rzucania się na wampira.
I też pojawiła się myśl, że jakkolwiek część tych rzeczy jest związana z pracą, a nawet jak nie związana z pracą, to może być oficjalna, to jednak część nie, bo nikt nie powinien wiedzieć o rzeczach związanych z Zakonem albo o próbach pozbywania się po cichu morderczych wampirzyc…
– Nie, cholera, trzeba coś z tym zrobić, bo oboje doszczętnie oszalejemy – stwierdziła z pewną desperacją, kompletnie ignorując nawet to, że być może Bulstrode właśnie postanowił jej przyłożyć. On oszaleje, bo będzie czuł, jak wystawia się na zagrożenie, a ona oszaleje, bo będzie się martwiła, że niechcący wyda Zakon. Już pal licho, że on przecież też czasem nadstawiał głowy, a i że jeszcze dostawała meldunki na temat wszystkich jego flirtów… – Chociaż tyle dobrego, że jednak jeszcze nie oszalałam – dodała zaraz, bo do zaspanego umysłu, teraz na powrót rozbudzonego, dotarło wreszcie coś jeszcze. Nie, nie zgłupiała po prostu, jak nastolatka, i nie, nie była szalona, że czasem cichy głosik w głowie podpowiadał jej, że Atreus Bulstrode właśnie z kimś flirtuje.
Voldemort bardzo, bardzo popsuł coś podczas Beltane.
Brenna w tej chwili gorąco zapragnęła nauczyć się rzucania kedavry tylko po to, żeby rzucić ją w Toma Riddle’a.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.