07.09.2023, 01:22 ✶
– Kto wie, może to takie twoje hobby, rzucać kamieniami w cudze domy – palnęła z pewną irytacją, bo jak on był zły na tę całą sytuację, tak ona też wcale nie była zadowolona, że ktoś może śledzić wszystkie jej eskapady. Ani z tego, że po Beltane zaczęła zdecydowanie za często myśleć o zaręczonym mężczyźnie, a i z tego, że wyczuwała jego spotkania z narzeczoną (bo że chodziło o inne kobiety już nie wiedziała, na całe szczęście raporty Pani Księżyca nie były aż tak szczegółowe).
Otworzyła usta i zamknęła je zaraz, kiedy spytał „oboje”.
Nie mogła przecież odpowiedzieć na to: oboje, bo tak jakby należę do nielegalnej, podziemnej organizacji i umrę z nerwów na samą myśl, że miałby odkryć jej istnienie, chociaż właściwie jeżeli pójdziesz je zaraportować Harper to nic nie szkodzi, ona też do niej należy i rąbnie cię oblivate…
Ostatecznie zdecydowała się na półprawdę. I tak zresztą wyrwało się jej trochę za dużo, bo tak jakby ze względu na okoliczności nie myślała jasno. Może zresztą dlatego wypowiedź zabrzmiała wybitnie nieskładnie i nie do końca oddawała wszystko, co Brenna chciała powiedzieć.
– Nie wiem? Chyba? Ale myślałam, że po prostu oszalałam? To znaczy na początku myślałam, że zgłupiałam, bo przecież nie mam siedemnastu lat, a potem, że oszalałam, kiedy w mojej głowie pojawił się punkt informacyjny na temat wszystkich twoich spotkań z kobietami? Raz zdaje się, że mogłeś być w niebezpieczeństwie, ale też uznałam, że to po prostu jakaś inna randka...
Ona psuła mu randkę, schodząc do grobowca morderczej wampirzycy.
A on z kolei trochę utrudniał jej przeżycie w takiej sytuacji, kiedy okazywało się, że akurat w tym momencie flirtował z jakąś ładną czarownicą.
Co robiła?
Najpierw miała trudne aresztowanie, a potem ganiała pewnego mordercę w snach, wreszcie pobiła się z wampirem… To brzmiało bardzo absurdalnie nawet w głowie Brenny, która zwykle nie wahała się do wygadywania najbardziej absurdalnych rzeczy.
– I tak byś mi nie uwierzył – wymamrotała na jego pytanie odnośnie tego, co robiła. Odruchowo spojrzała w dół i zmarszczyła brwi na widok zaschniętych już plam. - Nie jest moja. Opatrywałam… kogoś – powiedziała, gryząc się w język, nim podała imię Victorii. Chociaż właściwie nie musiała. Aurorzy pewnie szybko o tym usłyszą.
Otworzyła usta i zamknęła je zaraz, kiedy spytał „oboje”.
Nie mogła przecież odpowiedzieć na to: oboje, bo tak jakby należę do nielegalnej, podziemnej organizacji i umrę z nerwów na samą myśl, że miałby odkryć jej istnienie, chociaż właściwie jeżeli pójdziesz je zaraportować Harper to nic nie szkodzi, ona też do niej należy i rąbnie cię oblivate…
Ostatecznie zdecydowała się na półprawdę. I tak zresztą wyrwało się jej trochę za dużo, bo tak jakby ze względu na okoliczności nie myślała jasno. Może zresztą dlatego wypowiedź zabrzmiała wybitnie nieskładnie i nie do końca oddawała wszystko, co Brenna chciała powiedzieć.
– Nie wiem? Chyba? Ale myślałam, że po prostu oszalałam? To znaczy na początku myślałam, że zgłupiałam, bo przecież nie mam siedemnastu lat, a potem, że oszalałam, kiedy w mojej głowie pojawił się punkt informacyjny na temat wszystkich twoich spotkań z kobietami? Raz zdaje się, że mogłeś być w niebezpieczeństwie, ale też uznałam, że to po prostu jakaś inna randka...
Ona psuła mu randkę, schodząc do grobowca morderczej wampirzycy.
A on z kolei trochę utrudniał jej przeżycie w takiej sytuacji, kiedy okazywało się, że akurat w tym momencie flirtował z jakąś ładną czarownicą.
Co robiła?
Najpierw miała trudne aresztowanie, a potem ganiała pewnego mordercę w snach, wreszcie pobiła się z wampirem… To brzmiało bardzo absurdalnie nawet w głowie Brenny, która zwykle nie wahała się do wygadywania najbardziej absurdalnych rzeczy.
– I tak byś mi nie uwierzył – wymamrotała na jego pytanie odnośnie tego, co robiła. Odruchowo spojrzała w dół i zmarszczyła brwi na widok zaschniętych już plam. - Nie jest moja. Opatrywałam… kogoś – powiedziała, gryząc się w język, nim podała imię Victorii. Chociaż właściwie nie musiała. Aurorzy pewnie szybko o tym usłyszą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.