07.09.2023, 02:01 ✶
Gdyby tę uwagę rzucił któryś ze stażystów, magomedyków albo pacjentów, Florence zapewne w bardzo uprzejmy sposób postarała się wbić go w podłogę. Atreusa obdarzyła jednak tylko chłodnym uśmiechem. Bo po pierwsze, był jej bratem, po drugie… chyba właśnie czegoś takiego by się po nim spodziewała.
– Przypomnę ci to następnym razem, gdy będziesz narzekał, że traktuję cię jak dziecko – oświadczyła. W końcu jeżeli była taka stara, to nic w tym złego, prawda?
Na kolejne pytanie nie odpowiedziała od razu, skupiona na szeptaniu zaklęć. Tym razem już bardziej skomplikowanych, takich, które w Mungu niekoniecznie by pochwalili, ale Atreus raczej nie miał okazji zrozumieć, co dokładnie robi… Przekrzywiła lekko głowę, spoglądając na niego z pewnym namysłem.
– Taka, której jeszcze nie potrafię zdjąć. Ale na tobie nie widzę niczego takiego – powiedziała. Nie wdawała się w szczegóły głównie dlatego, że Mavelle była jej pacjentką. Sądziła, że Atreus wiedział, co tam się dokładnie stało, podobnie jak Victoria i Patrick, ale skoro nie, Florence nie zamierzała być tą, która ujawni, jaka klątwa spadła na pannę Bones. – Hm… – mruknęła, odkładając różdżkę. Sięgnęła po dłoń brata, faktycznie prawie tak zimną, jak trupa – musiała się pilnować, by nie wzdrygnąć się na ten dotyk – i przez chwilę badała mu puls. – Jest tak, jakby Limbo próbowało was tam zatrzymać. Coś wam zabrało. Ale ciebie… ciebie mocniej niż innych – stwierdziła powoli. A może sekret tkwił w tym, co stało się zanim Atreus do nich dobiegł, skoro wszedł do środka w złym stanie i nie wiedział, co widzieli pozostali? – Porozmawiam z Patrickiem. Może stało się tam coś, co pozwoliło im wyjść z mniejszym szwankiem – stwierdziła. – Możesz się ubrać. Będziesz grzecznym chłopcem i pozwolisz pobrać sobie krew? – spytała, spoglądając na niego spod zmrużonych lekko powiek. Miała nieodparte wrażenie, że to, co było nie tak, działało na poziomie ich magii i dusz, ale musieli najpierw wykluczyć wszystkie inne czynniki, a krew… krew w końcu miała zwykle określoną temperaturę.
– Przypomnę ci to następnym razem, gdy będziesz narzekał, że traktuję cię jak dziecko – oświadczyła. W końcu jeżeli była taka stara, to nic w tym złego, prawda?
Na kolejne pytanie nie odpowiedziała od razu, skupiona na szeptaniu zaklęć. Tym razem już bardziej skomplikowanych, takich, które w Mungu niekoniecznie by pochwalili, ale Atreus raczej nie miał okazji zrozumieć, co dokładnie robi… Przekrzywiła lekko głowę, spoglądając na niego z pewnym namysłem.
– Taka, której jeszcze nie potrafię zdjąć. Ale na tobie nie widzę niczego takiego – powiedziała. Nie wdawała się w szczegóły głównie dlatego, że Mavelle była jej pacjentką. Sądziła, że Atreus wiedział, co tam się dokładnie stało, podobnie jak Victoria i Patrick, ale skoro nie, Florence nie zamierzała być tą, która ujawni, jaka klątwa spadła na pannę Bones. – Hm… – mruknęła, odkładając różdżkę. Sięgnęła po dłoń brata, faktycznie prawie tak zimną, jak trupa – musiała się pilnować, by nie wzdrygnąć się na ten dotyk – i przez chwilę badała mu puls. – Jest tak, jakby Limbo próbowało was tam zatrzymać. Coś wam zabrało. Ale ciebie… ciebie mocniej niż innych – stwierdziła powoli. A może sekret tkwił w tym, co stało się zanim Atreus do nich dobiegł, skoro wszedł do środka w złym stanie i nie wiedział, co widzieli pozostali? – Porozmawiam z Patrickiem. Może stało się tam coś, co pozwoliło im wyjść z mniejszym szwankiem – stwierdziła. – Możesz się ubrać. Będziesz grzecznym chłopcem i pozwolisz pobrać sobie krew? – spytała, spoglądając na niego spod zmrużonych lekko powiek. Miała nieodparte wrażenie, że to, co było nie tak, działało na poziomie ich magii i dusz, ale musieli najpierw wykluczyć wszystkie inne czynniki, a krew… krew w końcu miała zwykle określoną temperaturę.