07.09.2023, 02:30 ✶
Świetnie, mówiło spojrzenie, które jej posłał. Niech mu przypomina, w sumie nie spodziewałby się po niej niczego innego, że w najgorszym momencie wróci właśnie do tej chwili. Ale tak to już było. Przytykali sobie, potem o tym przypominali i tak w kółko. I musiał przyznać, że bardzo lubił ten taniec między nimi. Bo dzięki niemu wiedział, że jej mu na nim zależało i lubił to uczucie.
Po prawdzie, to Florence mogła właśnie przywoływać najgorsze czarnomagiczne zaklęcia, a on nawet nie mrugnąłby okiem. Była przecież jego siostrą i mógł się dąsać, obrażać i być aurorem, ale ufał jej bezgranicznie. Jeśli uważała, że powinna sięgnąć do arkanów nekromancji - droga wolna, jego mina pozostawałaby tak samo znudzona i naburmuszona jak wcześniej. Tym bardziej, że wyraźnie nie chciała mu powiedzieć, co też za klątwę przywlekli z Limbo.
- Wiesz, niektórzy mówią, że przed śmiercią życie przelatuje ci przed oczami - zaczął niezobowiązująco, sięgając po wcześniej zdjętą koszulę i zaczął ją zakładać. Nie patrzył też na Florence, a na filiżankę, wciąż jeszcze delikatnie parującą. - Widziałem to Florence i najgorsze było to, że to było takie przyjemne uczucie. - zanim zaczął zapinać koszulę, podwinął jeden z rękawów, tym samym dając jej znać, że może pobrać krew. - Czułem się taki spełniony... jak nigdy w życiu. I zacząłem iść, bo był tam taki krzak i w jego płomieniach było widać to wszystko. Było widać taki spokój i ukojenie, bo wszystko tak strasznie bolało. - zamilkł na chwilę i sięgnął po herbatę, upijając parę łyków i znowu ją odstawiając. - Gdyby nie Victoria, to chyba bym tam został. Ah cholera, teraz jak o tym mówię... tak strasznie przeraża mnie to, jak blisko było tego, żebym tak faktycznie został... - spojrzał na nią pustym wzrokiem. Czuł się dziwnie, mówiąc o tym pierwszy raz od Beltane i czuł się w jakiś sposób winny, że obarczał ją tym właśnie teraz. Kiedy nie robiła nic innego, tylko martwiła się przez ostatnie dni.
Po prawdzie, to Florence mogła właśnie przywoływać najgorsze czarnomagiczne zaklęcia, a on nawet nie mrugnąłby okiem. Była przecież jego siostrą i mógł się dąsać, obrażać i być aurorem, ale ufał jej bezgranicznie. Jeśli uważała, że powinna sięgnąć do arkanów nekromancji - droga wolna, jego mina pozostawałaby tak samo znudzona i naburmuszona jak wcześniej. Tym bardziej, że wyraźnie nie chciała mu powiedzieć, co też za klątwę przywlekli z Limbo.
- Wiesz, niektórzy mówią, że przed śmiercią życie przelatuje ci przed oczami - zaczął niezobowiązująco, sięgając po wcześniej zdjętą koszulę i zaczął ją zakładać. Nie patrzył też na Florence, a na filiżankę, wciąż jeszcze delikatnie parującą. - Widziałem to Florence i najgorsze było to, że to było takie przyjemne uczucie. - zanim zaczął zapinać koszulę, podwinął jeden z rękawów, tym samym dając jej znać, że może pobrać krew. - Czułem się taki spełniony... jak nigdy w życiu. I zacząłem iść, bo był tam taki krzak i w jego płomieniach było widać to wszystko. Było widać taki spokój i ukojenie, bo wszystko tak strasznie bolało. - zamilkł na chwilę i sięgnął po herbatę, upijając parę łyków i znowu ją odstawiając. - Gdyby nie Victoria, to chyba bym tam został. Ah cholera, teraz jak o tym mówię... tak strasznie przeraża mnie to, jak blisko było tego, żebym tak faktycznie został... - spojrzał na nią pustym wzrokiem. Czuł się dziwnie, mówiąc o tym pierwszy raz od Beltane i czuł się w jakiś sposób winny, że obarczał ją tym właśnie teraz. Kiedy nie robiła nic innego, tylko martwiła się przez ostatnie dni.