07.09.2023, 03:59 ✶
Bulstrode był bardzo zadowolony z tego, ze w kwietniu ich nic jeszcze nie łączyło. Kolejny miesiąc tej katorgi doprowadziłby go pewnie na skraj załamania nerwowego. Z resztą... już teraz był jego bliski. Zbyt bliski jak na swój gust. Jego zdaniem też, samo przeklinanie miotły i bicie się z wampirem niekoniecznie przebijało walkę z morderczą zmorą, która co zrobiła w śnie, osiągała również na jawie. Pokiwał tylko głową na jej słowa, trochę jeszcze myśląc o poprzednich. Też mógł przecież do kogoś napisać. Już nawet zaczął robić sobie listę w głowie. A może też zapytać Oriona? Może a nóż udało mu się poderwać jakąś pannę?
Przez moment stali tak i Bulstrode nawet cieszył się, że ten gest trwał. Że z jakichś powodów Brenna nie zabrała dłoni od razu. Kiedy jednak to zrobiła, swoją własną najpierw powoli zamknął, zanim opuścił całą rękę, tak by swobodnie zwisała wzdłuż ciała. Było w tym geście odrobinę odporu i może rozczarowania?
Czy to było oczywiste? Czy gdyby było, to by o to pytał? Z pewnym zniecierpliwieniem spojrzał na nią, wyraźnie domagając się nieco rozszerzonej odpowiedzi, a kiedy ją otrzymał, przez moment patrzył się na nią bez wyrazu.
- Ah-aha. No tak - w końcu zaśmiał się, chociaż w tej sytuacji nie było przecież niczego śmiesznego. - Zapomniałem o tym - oznajmił jakby nigdy nic, nawet jeśli stwierdzenie to mogło być nie na miejscu. Podrapał się w tył głowy, wciąż uśmiechnięty w ten głupi, nieco zagubiony sposób, jakby nie będąc pewnym jak inaczej mógł na to zareagować. Na oczywistość jej słów i na własną głupotę. Rozejrzał się nawet, jakby się obawiał, że ktoś może być tego świadkiem. - Cóż.. co do tego, to byłem. Byłem zaręczony, ale już nie jestem - w tym momencie poprawienie włosów chyba stało się jego ulubionym sposobem na zrobienie czegoś z rękoma bo znowu po nich przejechał po czuprynie i tam się zatrzymał, zwyczajnie łapiąc się już za głowę. - To zwyczajnie... nie miało prawa się udać. - zawyrokował też wreszcie, wzruszając ramionami. Ich związek z Elaine był dziełem przypadku i uporu. Głupiego zakładu i gdzieś przez tych parę miesięcy zwyczajnie się zeszli. Beltane zwyczajnie się do tego przyczyniło, ale Bulstrode nie miał poczucia, że upadek jego związku był następstwem tylko i wyłącznie magii święta. Na pewno to pomogło, ale... gdyby wszystko było dobrze przed nim, to wianek Elaine próbowałby wrzucić na pal, a nie ten Brenny. Spojrzał na Longbottom z jakąś obawą. Czy mogła myśleć, że to jej wina? Albo właśnie ognisk? Chciał ją zapewnić, że nie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język myśląc tylko, że jeśli nie myślała w ten sposób, to nie chciał jej takiej opcji podsuwać.
Przez moment stali tak i Bulstrode nawet cieszył się, że ten gest trwał. Że z jakichś powodów Brenna nie zabrała dłoni od razu. Kiedy jednak to zrobiła, swoją własną najpierw powoli zamknął, zanim opuścił całą rękę, tak by swobodnie zwisała wzdłuż ciała. Było w tym geście odrobinę odporu i może rozczarowania?
Czy to było oczywiste? Czy gdyby było, to by o to pytał? Z pewnym zniecierpliwieniem spojrzał na nią, wyraźnie domagając się nieco rozszerzonej odpowiedzi, a kiedy ją otrzymał, przez moment patrzył się na nią bez wyrazu.
- Ah-aha. No tak - w końcu zaśmiał się, chociaż w tej sytuacji nie było przecież niczego śmiesznego. - Zapomniałem o tym - oznajmił jakby nigdy nic, nawet jeśli stwierdzenie to mogło być nie na miejscu. Podrapał się w tył głowy, wciąż uśmiechnięty w ten głupi, nieco zagubiony sposób, jakby nie będąc pewnym jak inaczej mógł na to zareagować. Na oczywistość jej słów i na własną głupotę. Rozejrzał się nawet, jakby się obawiał, że ktoś może być tego świadkiem. - Cóż.. co do tego, to byłem. Byłem zaręczony, ale już nie jestem - w tym momencie poprawienie włosów chyba stało się jego ulubionym sposobem na zrobienie czegoś z rękoma bo znowu po nich przejechał po czuprynie i tam się zatrzymał, zwyczajnie łapiąc się już za głowę. - To zwyczajnie... nie miało prawa się udać. - zawyrokował też wreszcie, wzruszając ramionami. Ich związek z Elaine był dziełem przypadku i uporu. Głupiego zakładu i gdzieś przez tych parę miesięcy zwyczajnie się zeszli. Beltane zwyczajnie się do tego przyczyniło, ale Bulstrode nie miał poczucia, że upadek jego związku był następstwem tylko i wyłącznie magii święta. Na pewno to pomogło, ale... gdyby wszystko było dobrze przed nim, to wianek Elaine próbowałby wrzucić na pal, a nie ten Brenny. Spojrzał na Longbottom z jakąś obawą. Czy mogła myśleć, że to jej wina? Albo właśnie ognisk? Chciał ją zapewnić, że nie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język myśląc tylko, że jeśli nie myślała w ten sposób, to nie chciał jej takiej opcji podsuwać.