07.09.2023, 10:03 ✶
- Może w takim razie stała oferta najbardziej ulubionych produktów, menu sezonowe i powiedzmy codziennie dwa dodatkowe desery? Jeden w ramach eksperymentów, jeden sprzedawany w konkretny dzień tygodnia? - podsunęła Brenna. Niekoniecznie znała się na kuchni, ale to pozwalałoby udoskonalić do perfekcji te rzeczy najczęściej wybierane, menu sezonowe dostosować je do tego, co akurat sprzedawało się najlepiej i skorzystać z artykułów z danej pory roku - jak dyniowe paszteciki jesienią czy tarty truskawkowe latem - a jakiś deser dnia, przyciągałby uwagę i dał Norze szansę do eksperymentowania z nowymi smakami. - Och... byłoby wspaniale, ale... myślę, że w tej chwili na to za wcześnie - powiedziała ostrożnie. Cieszyła się, że interes idzie na tyle dobrze, że Figg zaczynała kombinować nad jego rozwojem, ale Brenna po pierwsze bała się, że Nora się przemęczy, po drugie... Dolina Godryka nie była teraz bezpiecznym miejscem. - Mało kto poza miejscowymi tam teraz przyjeżdża. Po Beltane. A większość miejscowych... chyba nie ma rodziny, która w ogóle by nie ucierpiała.
Ranni, martwi. Jeżeli ktoś miał szczęście i uniknął najgorszej tragedii, to często musiał naprawiać dom. Ludzie z obawą zerkali ku Kniei. Trzymali się w grupach, unikali lasu, rzadko przesiadywali na mieście tak długo, jak wcześniej.
Brenna wiedziała, że kilka budynków wystawiono na sprzedaż.
Sama jeden kupiła.
- Pewnego dnia na pewno - wyszeptała na kolejne słowa Nory. Pewnego dnia. Wierzyła w to. Musiała w to wierzyć, bo inaczej po co w ogóle by walczyli? Ale wiedziała też, że ten "pewny dzień" nie nadejdzie szybko. Że póki Voldemort chodził po świecie, spokój nie był im pisany i że Beltane to tylko początek.
Prawdziwa wojna dopiero się rozpoczęła.
Odetchnęła i sięgnęła po koszyk, by przerzucił go sobie przez ramię, a potem przywołała na twarz uśmiech.
- Świetnie, w takim razie kierunek twoja pracownia? Mogę z tobą zostać jeszcze trochę i pomóc ci przy pracy. Nie umiem robić eliksirów, ale nie wiem, jakbyś chciała, żeby ci coś posiekać czy coś… świetnie siekam. To jedyna rzecz, jaka naprawdę dobrze wychodziła mi na eliksirach w szkole – stwierdziła z pewnym rozbawieniem. Owszem, zdała SUMa, owszem, zdała OWUETEma, ale poza poziom Hogwartu nigdy nie wyszła i był to dla niej najtrudniejszy egzamin. Ale z nożem obchodzić się umiała. I mogła jeszcze pogadać trochę z Norą, bo dręczyła ją myśl, ze ostatnio nie poświęca przyjaciołom dość czasu.
Ranni, martwi. Jeżeli ktoś miał szczęście i uniknął najgorszej tragedii, to często musiał naprawiać dom. Ludzie z obawą zerkali ku Kniei. Trzymali się w grupach, unikali lasu, rzadko przesiadywali na mieście tak długo, jak wcześniej.
Brenna wiedziała, że kilka budynków wystawiono na sprzedaż.
Sama jeden kupiła.
- Pewnego dnia na pewno - wyszeptała na kolejne słowa Nory. Pewnego dnia. Wierzyła w to. Musiała w to wierzyć, bo inaczej po co w ogóle by walczyli? Ale wiedziała też, że ten "pewny dzień" nie nadejdzie szybko. Że póki Voldemort chodził po świecie, spokój nie był im pisany i że Beltane to tylko początek.
Prawdziwa wojna dopiero się rozpoczęła.
Odetchnęła i sięgnęła po koszyk, by przerzucił go sobie przez ramię, a potem przywołała na twarz uśmiech.
- Świetnie, w takim razie kierunek twoja pracownia? Mogę z tobą zostać jeszcze trochę i pomóc ci przy pracy. Nie umiem robić eliksirów, ale nie wiem, jakbyś chciała, żeby ci coś posiekać czy coś… świetnie siekam. To jedyna rzecz, jaka naprawdę dobrze wychodziła mi na eliksirach w szkole – stwierdziła z pewnym rozbawieniem. Owszem, zdała SUMa, owszem, zdała OWUETEma, ale poza poziom Hogwartu nigdy nie wyszła i był to dla niej najtrudniejszy egzamin. Ale z nożem obchodzić się umiała. I mogła jeszcze pogadać trochę z Norą, bo dręczyła ją myśl, ze ostatnio nie poświęca przyjaciołom dość czasu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.