07.09.2023, 10:47 ✶
- Nie masz za co przepraszać - stwierdził, wyplatając dłoń z włosów i przejeżdżając nią sobie po twarzy, wyraźnie coraz bardziej zmęczony. Emocje opadły, a przynajmniej były tak intensywne jak wcześniej, nie wspominając już o tym, że to przeklęte uczucie w żołądku zniknęło bezpowrotnie, jakby go nigdy wcześniej nie było. Przez to robił się wyraźnie znużony - słońce teraz nie przedzierało się nieśmiało przez mgłę zza horyzontu, a rozsiewało dookoła ostre promienie poranka i do Atreusa wracała w gruncie rzeczy nieprzespana noc. - Dałeś mi wianek, ale go przyjąłem... - zauważył, jakby chcąc jej wytknąć, że do tego wszystkiego co się teraz działo, potrzeba było jednak dwojga. Że jakkolwiek sprytna nie próbowała wtedy być, jakiegokolwiek powodu wtedy nie miała, to on odpowiedział na to w taki, a nie inny sposób. - A potem pozwoliłem ci się wspiąć na pal, nawet jeśli teoretycznie nie było ku temu najmniejszego powodu - pokręcił głową. Mogli się w sumie oboje tutaj biczować. W sumie niecodzienny moment, żeby Bulstrode z całą świadomością nie próbował wyprzeć się swojego udziału i zwalić większość, jak nie całą winę na kogoś innego. Ale coś mu nie pozwalało; może wspomniane zmęczenie, może magia ognisk, a może coś bardziej szczerego, czego nie był w stanie do końca pochwycić i nazwać.
- Możesz spróbować. Też popytam. Skoro możesz szukać informacji u swoich koleżanek, to równie dobrze mógłbym się zainteresować swoimi przyjaciółmi. Będziemy mieć dzięki temu większą bazę - wzruszył ramionami. Skoro już mieli się dowiadywać co było na rzeczy i czy na każdego działało to tak samo, to większa ilość przepytanych powinna im tylko pomóc. Mimowolnie spojrzał na zegarek, który znajdował się na jej dłoni, podchwytując godzinę. Trzy godziny. Cudownie. - Nie śpiesz się... - nie śpiesz się z szukaniem informacji, a może nie śpiesz się teraz z ucieczką do domu? Rozsądek podpowiadał mu, że sam powinien wrócić do łóżka i to najlepiej swojego, żeby przespać chociaż te trzy wspomniane godziny. Inna jego część jednak zwyczajnie żałowała, że był to koniec tego krótkiego momentu tylko między nimi. Cofnął się o krok, zupełnie jak ona, ale zanim zrobił następny zawahał się.
- Wiesz... jeśli miałabyś znowu próbować się zabić... Możesz dać znać. Jeśli jakaś z twoich koleżanek, próbująca tego samego w tym samym czasie miałaby fale - popukał się w skroń. - Mógłbym wam pomóc. Lepsze to, niż skręcanie się w środku nocy bez możliwości zaśnięcia, wierz mi. - uśmiechnął się do niej krótko, a potem jeszcze dodał nieco ciszej. - I proszę, nie daj się zabić - te słowa dla niego samego brzmiały dziwnie nienaturalnie. Ze zbytnią wręcz troską, której zwykle unikał w kontaktach z kimkolwiek, a jeśli już się do niej uciekał, zwykle była okraszona humorem lub typowym uśmiechem. Teraz jednak był poważny i tak cholernie zmęczony. Cofnął się jeszcze parę kroków tyłem, a potem odwrócił i ruszył przez trawnik. - Śpij dobrze Longbottom i do zobaczenia w biurze - machnął ręką na pożegnanie, nie patrząc już na nią, a potem się teleportował.
- Możesz spróbować. Też popytam. Skoro możesz szukać informacji u swoich koleżanek, to równie dobrze mógłbym się zainteresować swoimi przyjaciółmi. Będziemy mieć dzięki temu większą bazę - wzruszył ramionami. Skoro już mieli się dowiadywać co było na rzeczy i czy na każdego działało to tak samo, to większa ilość przepytanych powinna im tylko pomóc. Mimowolnie spojrzał na zegarek, który znajdował się na jej dłoni, podchwytując godzinę. Trzy godziny. Cudownie. - Nie śpiesz się... - nie śpiesz się z szukaniem informacji, a może nie śpiesz się teraz z ucieczką do domu? Rozsądek podpowiadał mu, że sam powinien wrócić do łóżka i to najlepiej swojego, żeby przespać chociaż te trzy wspomniane godziny. Inna jego część jednak zwyczajnie żałowała, że był to koniec tego krótkiego momentu tylko między nimi. Cofnął się o krok, zupełnie jak ona, ale zanim zrobił następny zawahał się.
- Wiesz... jeśli miałabyś znowu próbować się zabić... Możesz dać znać. Jeśli jakaś z twoich koleżanek, próbująca tego samego w tym samym czasie miałaby fale - popukał się w skroń. - Mógłbym wam pomóc. Lepsze to, niż skręcanie się w środku nocy bez możliwości zaśnięcia, wierz mi. - uśmiechnął się do niej krótko, a potem jeszcze dodał nieco ciszej. - I proszę, nie daj się zabić - te słowa dla niego samego brzmiały dziwnie nienaturalnie. Ze zbytnią wręcz troską, której zwykle unikał w kontaktach z kimkolwiek, a jeśli już się do niej uciekał, zwykle była okraszona humorem lub typowym uśmiechem. Teraz jednak był poważny i tak cholernie zmęczony. Cofnął się jeszcze parę kroków tyłem, a potem odwrócił i ruszył przez trawnik. - Śpij dobrze Longbottom i do zobaczenia w biurze - machnął ręką na pożegnanie, nie patrząc już na nią, a potem się teleportował.
Postać opuszcza sesję