adnotacja moderatora
Florence czekała na Sauriela i Victorię pod swoim gabinetem, tym samym, w którym byli ostatnio, ale po przywitaniu nie zaprosiła ich do środka. Zamiast tego poprowadziła ich szpitalnym korytarzem w głąb budynku, do części skrzydła, gdzie „wychodzący” pacjenci nie mieli wolnego wstępu. Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Łamanie bardziej skomplikowanych klątw było delikatnym procesem, podczas którego Bulstrode nie chciała być rozpraszana. A tego dnia miała podjąć się złamania czegoś, co nawet klątwą nie było. Było czymś… nowym. Innym. Na pewno bardzo silnym i bardzo skomplikowanym. Wierzyła, że próba złamania rytuału jest bezpieczna… ale tylko jak długo zostanie przeprowadzona poprawnie i nikt nie zakłóci jej przebiegu.
Być może Florence powinna być tym zdenerwowana, ale zdawała się doskonale spokojna. W istocie pod płaszczykiem tego opanowania kryła się lekka ekscytacja, bo jeżeli szło o klątwołamanie… To Bulstrode naprawdę lubiła uczyć się nowych rzeczy, a to było coś nowego. Nieznana magia. Rytuał powiązany z Beltane i jeśli wierzyć opowieściom kapłanów: z samą mocą bogini.
- Bardzo proszę tutaj – powiedziała, otwierając drzwi jednego z pomieszczeń. Było niemalże puste, jedynie pod jedną ze ścian znajdowała się szafka, a w niej różnego rodzaju zioła i inne akcesoria, potencjalnie przydatne podczas klątwołamania. – Rozumiem, że świece są przygotowane? Proszę ustawić je na środku pomieszczenia w kręgu.
Florence poczekała aż oboje wejdą do środka, po czym uniosła różdżkę, by zablokować drzwi. Zdecydowanie nie chciała, aby ktoś wszedł tutaj podczas procedury. Oczywiście, zwykła alohomora wystarczyłaby, gdyby ktoś upierał się wejść albo wyjść, ale takie drobne zabezpieczenie powinno zagwarantować im spokój.
– Wyjaśniając procedurę. Usiądą państwo w środku. Odpalę świece i przystąpię do próby przełamania więzi. Powinno zająć to od pięciu do maksymalnie dwudziestu minut. W tym czasie mogą się państwo ruszać, ale nie wolno wyjść z kręgu i nie należy odzywać się bez potrzeby. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek nieprzyjemne sensacje, jak zawroty głowy, mdłości albo ból, proszę mnie o tym poinformować – wyrecytowała spokojnym, rzeczowym tonem, odwracając się do nich i mierząc uważnym spojrzeniem. Nie pytała, czy są zdecydowani i nie zmienili zdania, bo zakładała, że gdyby tak było, po prostu by się nie pojawili. – Jakieś pytania? Panno Lestrange? Panie Rookwood?