08.09.2023, 03:25 ✶
Dolores roześmiała się cicho, perliście – może nawet ładnie, gdyby którekolwiek z nich dało się uwieść melodyjnemu tembrowi jej głosu, ale dla szamoczącego się we mgle Stewarda, ten śmiech brzmiał dość złowieszczo i okrutnie. Jakby wampirzycę bawiło zachowanie Brenny, jakby nie traktowała jej dość poważnie (ba, jakby ich dwójki nie traktowała poważnie w ogóle). Była śliczna i miała w sobie sporo magnetyzmu, ale jednocześnie była drapieżnikiem, celnie wykorzystującym każdą najmniejszą słabość przeciwników. Beznamiętnie wykorzystała Wolfganga, beznamiętnie zamordowała Rosaline i Lily, i pewnie równie beznamiętnie zamordowała także inne kobiety i wykorzystała innych mężczyzn.
A teraz, czego Steward nie widział, zręcznie umknęła przed więzami, którymi próbowała ją związać Brenna.
- Takie rzeczy to dopiero na trzeciej randce, Miła – wyszeptała. W jej oczach, niegdyś niebieskich, pewnie granatowych, pobłyskiwały teraz czerwone, groźne błyski.
Teraz już nie tańczyła, nie pląsała wokół brygadzistki jak piękna, ale szalona Medea. Jej drobna sylwetka wydłużyła się jeszcze bardziej a kły widać było nawet wtedy, gdy się nie uśmiechała. I zdecydowała się na atak. Sięgnęła ku Brennie, łapiąc ją mocno za ramiona i popychając do przodu, tak by brygadzistka spadła ze schodów i upadła na ziemię.
Gdzieś z boku do uszu brygadzistki dobiegł krzyk Patricka, który najwyraźniej zobaczył przynajmniej tyle – że obie spadały ze schodów. A precyzyjniej, że to Longbottom spadała ze schodów a Dolores pragnęła ją przydusić do ziemi, pozbawić broni a potem zmusić do tego, na czym od samego początku najbardziej jej zależało, czyli do pokazania szyi. Tak, mogła opowiadać o tym, że Brenna miała piękne oczy, mogła nazywać ją Miłą i mówić coś tam o randkach, ale w rzeczywistości najpiękniejszym, co w niej widziała, była pulsująca krwią żyła na szyi.
Upadek był nie był specjalnie spektakularny, choć był trochę bolesny, gdy plecy Longbottom spotkały się z kamienną podłogą mauzoleum i tylko o kilkanaście centymetrów minęły się z wyglądającą na solidną wazą.
- Nie walcz – wychrypiała Dolores. – Śmierć to nie koniec opowieści, bo historia nie jest o tobie.
Brenna słyszała nadbiegającego Stewarda.
A teraz, czego Steward nie widział, zręcznie umknęła przed więzami, którymi próbowała ją związać Brenna.
- Takie rzeczy to dopiero na trzeciej randce, Miła – wyszeptała. W jej oczach, niegdyś niebieskich, pewnie granatowych, pobłyskiwały teraz czerwone, groźne błyski.
Teraz już nie tańczyła, nie pląsała wokół brygadzistki jak piękna, ale szalona Medea. Jej drobna sylwetka wydłużyła się jeszcze bardziej a kły widać było nawet wtedy, gdy się nie uśmiechała. I zdecydowała się na atak. Sięgnęła ku Brennie, łapiąc ją mocno za ramiona i popychając do przodu, tak by brygadzistka spadła ze schodów i upadła na ziemię.
Gdzieś z boku do uszu brygadzistki dobiegł krzyk Patricka, który najwyraźniej zobaczył przynajmniej tyle – że obie spadały ze schodów. A precyzyjniej, że to Longbottom spadała ze schodów a Dolores pragnęła ją przydusić do ziemi, pozbawić broni a potem zmusić do tego, na czym od samego początku najbardziej jej zależało, czyli do pokazania szyi. Tak, mogła opowiadać o tym, że Brenna miała piękne oczy, mogła nazywać ją Miłą i mówić coś tam o randkach, ale w rzeczywistości najpiękniejszym, co w niej widziała, była pulsująca krwią żyła na szyi.
Upadek był nie był specjalnie spektakularny, choć był trochę bolesny, gdy plecy Longbottom spotkały się z kamienną podłogą mauzoleum i tylko o kilkanaście centymetrów minęły się z wyglądającą na solidną wazą.
- Nie walcz – wychrypiała Dolores. – Śmierć to nie koniec opowieści, bo historia nie jest o tobie.
Brenna słyszała nadbiegającego Stewarda.