08.09.2023, 20:28 ✶
- Już spytałam, też najchętniej poszłabym tam, gdzie ta ciemna energia. Są z drugiej strony. I nie powinniśmy się rozdzielać - mruknęła Brenna, bo skoro już tu za nią zeszli, nie powinny pozwalać, aby on szedł na górę sam. Dzieciak mówił, że wszystko stało się na górze, równie dobrze mogli więc pójść tam. W tej chwili każdy kierunek był równie dobry - albo równie zły.
Zwłaszcza, że statek wysysał z nich życie. Wedle Atreusa powoli i nieubłagalnie.
- Ta pani z balu, kochanie? Jej kajuta jest wyżej? - spytała, bardzo łagodnie, starając się nie pokazać po sobie lęku, jaki poczuła, kiedy dziecko to powiedziała. Zdenerwowana pani zabrała go do swojej kajuty.
Southerland zginął tutaj zabity przez...
...kogoś? Coś? Co było tu od tak wielu lat?
To było przerażające, ale smutek tego dziecka zdawał się tak ogromny, że Brenna bardzo nie chciała, aby dostrzegło ten strach. Wiedziała, że to „tylko” duch, ale ten „tylko” duch był też małą dziewczynką, od dawna tkwiącą w tym przeklętym miejscu.
- Twierdzi, że auror, który tutaj był został zabrany do kajuty przez zdenerwowaną panią. Auror wszedł tutaj już chyba po pierwszym zatonięciu - stwierdziła cicho, bo to wskazywało na to, że osoba, która przeklęła ten statek... wciąż mogła tutaj być.
Na schody zerknęła z pewną rezygnacją. Miała dziwne wrażenie, że i one się zawalą, ale cóż, póki nie spróbują – nie dowiedzą się. A gdy patrzyła na schody, Mavelle popatrzyła gdzieś indziej idzie i cóż... całe szczęście. Brenna odwróciła się w tej samej chwili, w której Bones uniosła różdżkę.
- Oby tym razem nie było za nim kolejnych pięćdziesięciu - mruknęła do kuzynki, zdjęta przedziwnym wrażeniem de ja vu. Nie, nie lekceważyła trupa: niczego na tym statku nie mogli lekceważyć, a nie była pewna, czy ich magia w ogóle zadziała. I zastanawiała się, czy leżał tu od początku, czy może był jednym z tych, którzy weszli na pokład później. Ale w ostatnim czasie Brenna zaczęła mieć wrażenie, że potyka się o trupy - różnych rodzajów, także wampiry - gdy tylko przestąpi próg domu.
Nie miała pojęcia, że ten był inny, nie widziała tego, że w jego oczach pulsuje dokładnie to samo, co wokół statku.
Gdy Mavelle próbowała czarować… Brenna sięgnęła nie po różdżkę, a sztylet. Na wypadek, gdyby magia zaszwankowała tak jak przy tamtych schodach, i nieumarłych ich zaatakował, gotowa spróbować… bardziej mugolskiego podejścia.
(ewentualnie na aktywność fizyczną – gdyby magię znowu wyłączyło, i trupek się rzucił)
Zwłaszcza, że statek wysysał z nich życie. Wedle Atreusa powoli i nieubłagalnie.
- Ta pani z balu, kochanie? Jej kajuta jest wyżej? - spytała, bardzo łagodnie, starając się nie pokazać po sobie lęku, jaki poczuła, kiedy dziecko to powiedziała. Zdenerwowana pani zabrała go do swojej kajuty.
Southerland zginął tutaj zabity przez...
...kogoś? Coś? Co było tu od tak wielu lat?
To było przerażające, ale smutek tego dziecka zdawał się tak ogromny, że Brenna bardzo nie chciała, aby dostrzegło ten strach. Wiedziała, że to „tylko” duch, ale ten „tylko” duch był też małą dziewczynką, od dawna tkwiącą w tym przeklętym miejscu.
- Twierdzi, że auror, który tutaj był został zabrany do kajuty przez zdenerwowaną panią. Auror wszedł tutaj już chyba po pierwszym zatonięciu - stwierdziła cicho, bo to wskazywało na to, że osoba, która przeklęła ten statek... wciąż mogła tutaj być.
Na schody zerknęła z pewną rezygnacją. Miała dziwne wrażenie, że i one się zawalą, ale cóż, póki nie spróbują – nie dowiedzą się. A gdy patrzyła na schody, Mavelle popatrzyła gdzieś indziej idzie i cóż... całe szczęście. Brenna odwróciła się w tej samej chwili, w której Bones uniosła różdżkę.
- Oby tym razem nie było za nim kolejnych pięćdziesięciu - mruknęła do kuzynki, zdjęta przedziwnym wrażeniem de ja vu. Nie, nie lekceważyła trupa: niczego na tym statku nie mogli lekceważyć, a nie była pewna, czy ich magia w ogóle zadziała. I zastanawiała się, czy leżał tu od początku, czy może był jednym z tych, którzy weszli na pokład później. Ale w ostatnim czasie Brenna zaczęła mieć wrażenie, że potyka się o trupy - różnych rodzajów, także wampiry - gdy tylko przestąpi próg domu.
Nie miała pojęcia, że ten był inny, nie widziała tego, że w jego oczach pulsuje dokładnie to samo, co wokół statku.
Gdy Mavelle próbowała czarować… Brenna sięgnęła nie po różdżkę, a sztylet. Na wypadek, gdyby magia zaszwankowała tak jak przy tamtych schodach, i nieumarłych ich zaatakował, gotowa spróbować… bardziej mugolskiego podejścia.
(ewentualnie na aktywność fizyczną – gdyby magię znowu wyłączyło, i trupek się rzucił)
Rzut Z 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.