08.09.2023, 21:01 ✶
Wampirzyca zatoczyła się, ale wbrew oczekiwaniom Patricka nie uderzyła o jeden z kamiennych sarkofagów. Sztylet wbity przez Brennę sterczał jej z koszuli, ale nie zagłębił się bardziej. Ba, możliwe nawet że tylko co wypita krew jakoś wzmocniła Dolores. Syknęła wściekle a potem skierowała – wreszcie pełną uwagę na aurora. Tak, ignorowała go długi czas, ale teraz przestała i była wściekła.
Mgła uległa rozproszeniu Irracjonalny lęk, który jeszcze chwilę wcześniej targał Stewardem ustąpił miejsca czemuś innemu, przekonaniu, że teraz są ważniejsze sprawy od jego ojca, od strachu o Zakon Feniksa, od lęku o to, co się stanie, gdy brudny sekret rodzinny wyjdzie na jaw. Walczył o życie. Właściwie to obydwoje walczyli o życie. I tak, mieli przewagę liczebną, ale przewaga ta szybko topniała w starciu z silną wampirzycą.
Patrick odruchowo sięgnął po tkwiący w jego bluzie kołek, zacisnął na nim palce prawej ręki. Pewnie powinien myśleć o różdżce, o czarach i o unikach, ale jakoś nie miał do tego głowy. W walce wszystko bladło i nie miał zbyt wiele czasu na racjonalne podejście do sprawy. Może dlatego zamiast się bronić i próbować unikać ciosów, sam zdecydował się na atak. Obydwoje zdecydowali się na atak i obydwoje syknęli. On, gdy szponiasta dłoń rozorała mu bluzę na brzuchu i sięgnęła skóry a ona, gdy kołek wbił się jej w ramię, częściowo blokując jej atak.
- Jesteście tacy męczący! – syknęła, już nieromantycznie, nie uwodzicielsko, nawet nie próbując udawać, że walka zaczynała ją męczyć.
Tymczasem Patrickowi udało się wyciągnąć kołek i znowu uderzyć. Tym razem w głowę.
Mgła uległa rozproszeniu Irracjonalny lęk, który jeszcze chwilę wcześniej targał Stewardem ustąpił miejsca czemuś innemu, przekonaniu, że teraz są ważniejsze sprawy od jego ojca, od strachu o Zakon Feniksa, od lęku o to, co się stanie, gdy brudny sekret rodzinny wyjdzie na jaw. Walczył o życie. Właściwie to obydwoje walczyli o życie. I tak, mieli przewagę liczebną, ale przewaga ta szybko topniała w starciu z silną wampirzycą.
Patrick odruchowo sięgnął po tkwiący w jego bluzie kołek, zacisnął na nim palce prawej ręki. Pewnie powinien myśleć o różdżce, o czarach i o unikach, ale jakoś nie miał do tego głowy. W walce wszystko bladło i nie miał zbyt wiele czasu na racjonalne podejście do sprawy. Może dlatego zamiast się bronić i próbować unikać ciosów, sam zdecydował się na atak. Obydwoje zdecydowali się na atak i obydwoje syknęli. On, gdy szponiasta dłoń rozorała mu bluzę na brzuchu i sięgnęła skóry a ona, gdy kołek wbił się jej w ramię, częściowo blokując jej atak.
- Jesteście tacy męczący! – syknęła, już nieromantycznie, nie uwodzicielsko, nawet nie próbując udawać, że walka zaczynała ją męczyć.
Tymczasem Patrickowi udało się wyciągnąć kołek i znowu uderzyć. Tym razem w głowę.