Pomimo tego, że w jego żyłach płynęła czysta krew, tak nie widział powodu aby przynależeć do grupy konserwatywnych czarodziejów i odmawiać podstawowych praw charłakom, którzy różnili się od nich wyłącznie tym, że nie potrafili posługiwać się magią. Charłaki mogły stanowić istotny filar społeczeństwa, gdyby dano im na to szansę. Philip starał się nie głosić wszem i wobec swoich poglądów przez wzgląd na to, że jest szeroko rozpoznawalnym czarodziejem, profesjonalnym zawodnikiem Quidditcha. Starał się dbać o swoją reputację i jednocześnie działać charytatywnie (to również było dobre dla reputacji). Pozostawał też świadom, że światem rządziła czysta krew, z której wywodziła się większość jego znajomych.
Korowód uczestników Marszu Praw Charłaków miał być widoczny z okien należącej do niego kamienicy i mógłby obserwować to wydarzenie, gdyby nie to, że nie było go w domu. Właśnie do niego zmierzał ze spaceru połączonego z odwiedzeniem kilku pobliskich sklepów. Niósł torbę z zakupami. Wydawało mu się, że zdoła dotrzeć przed rozpoczęciem Marszu, jednak nie dał rady i pochód przeciął mu drogę. Postanowił poczekać aż przejdą zamiast się przepychać. O tym, że nie była to najlepsza decyzja, przekonał się, gdy sytuacja zaczęła przybierać niepożądany obrót i zapanował istny chaos, nad którym starali się zapanować przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa.
Trwające zamieszki, których stał się mimowolnym świadkiem, postawiły go w konieczności udzielenia pomocy rannym charłakom, którzy nie mieli możliwości się bronić przed miotanymi przez konserwatywnych czarodziejów zaklęciami. Postanowił wyciągnąć z tłumu starszego mężczyznę, który został trafiony zaklęciem oszałamiającym i osunął się bez przytomności na ziemię. Przeciągając go poza rozszalały tłum uchronił go przed stratowaniem. Odniesione przez niego obrażenia i tak powinien obejrzeć uzdrowiciel, jednak istniała szansa, że przeżyje.
— Uzdrowiciela! — Zawołał nie mając pewności co do tego, że przez ten harmider zostanie usłyszany. Nic więc dziwnego, że dobył różdżki i wykształtował niewielki snop czerwonych iskier do oznaczenia swojej pozycji. Tłumienie zamieszek nie było jego obowiązkiem, a na samym uzdrowicielstwie to się nie znał. Z uzdrowicielami miał jedynie styczność podczas swojej choroby albo w następstwie poniesionych kontuzji.