09.09.2023, 01:21 ✶
Jakoś przez cały dzień nie mogła pozbyć się wrażenia, że wujek jest gdzieś obok – zupełnie jakby sprawował pieczę nad poczynaniami potomkiń jego rodzeństwa; ale równie dobrze to mogły być jedynie jakieś pobożne życzenia, które szeptał bardzo, bardzo cichy głosik, mimo iż Mavelle była świadoma, że coś takiego nie powinno być miejsca.
Bo przecież odszedł naprawdę, czyż nie? Widziała go w Limbo – i widziała, jak wchodzi w ogień.
Co bynajmniej nie przeszkadzało jej do przyożenia się do sprawy i przegrzebywania, czego się tylko dało, w poszukiwaniu materiałów, które teraz mogłyby być pomocne w pchnięciu sprawy naprzód. Takim solidnym pchnięciu – zwłaszcza że jednak nie była to sprawa, na którą łatwo było przymknąć oko. Stara, owszem, ale nie dość stara, by pamięć o niej całkiem przeminęła…
I przy okazji naszła ją myśl, że może mieli do czynienia z podwójnym morderstwem, skoro zniknął również i mugolak. Bo niby jaki mógłby istnieć racjonalny powód przepadnięcia? Narobił hałasu wokół Claudii i nagle uznał, że „a, chrzanić dziewczynę, dajcie wy mi wszyscy święty spokój, zapominam już o niej”? Z drugiej strony – pracował na Nokturnie, a Nokturn dość lubił wciągać… na zawsze.
Co nie oznaczało, że należy skreślić pierwszą opcję.
- Raczej „jeszcze” – wymruczała, stając obok Brenny i ponuro wpatrując się w dom przed nimi. Zmiany w mentalności czarodziejów zachodziły dość powoli, znacznie wolniej niż w przypadku mugoli. Nie, w świecie obok pod wieloma względami nie było tak różowo, ale… odwilż w obyczajowości postępowała dość szybko, zwłaszcza jeśli przyrównać do zmian w czarodziejskim świecie.
Nie było co tkwić wieczność pod płotem, zwłaszcza że zbite deski i tak powiedziałyby jedno, wielkie, nic, a przecież pojawiły się tu po informacje. I, prawdopodobnie, po podejrzanego.
Do trzech razy sztuka – złota zasada. Gdyby i tym razem Fray nie otworzył… z pewnością kusiłoby wywalenie drzwi z zawiasów. Ale jednak, pojawił się. Starszy niż we wspomnieniu, i…
A skąd to przekonanie, że nie żyje, panie Fray? – wtrąciła się uprzejmym, jeszcze, tonem. Przecież… - Zgodnie z aktami sprawy, to był pan przekonany, że Claudia po prostu uciekła i wpadła w mało przyjemne towarzystwo… I niekoniecznie chciała wracać do rodziny – zawiesiła głos. Celowo nie wspomniała o ciele, jeszcze nie, uważnie obserwując mężczyznę. Jego reakcje. Sam wyskoczył jej śmiercią, podając mniej więcej akurat tyle lat, od ilu naprawdę nie żyła, nie mówiąc już o tym, że jakoś średnio był łaskaw poinformować o tym Brygadę – żeby zamknąć sprawę i oznakować ją jako „rozwiązaną”...
Bo przecież odszedł naprawdę, czyż nie? Widziała go w Limbo – i widziała, jak wchodzi w ogień.
Co bynajmniej nie przeszkadzało jej do przyożenia się do sprawy i przegrzebywania, czego się tylko dało, w poszukiwaniu materiałów, które teraz mogłyby być pomocne w pchnięciu sprawy naprzód. Takim solidnym pchnięciu – zwłaszcza że jednak nie była to sprawa, na którą łatwo było przymknąć oko. Stara, owszem, ale nie dość stara, by pamięć o niej całkiem przeminęła…
I przy okazji naszła ją myśl, że może mieli do czynienia z podwójnym morderstwem, skoro zniknął również i mugolak. Bo niby jaki mógłby istnieć racjonalny powód przepadnięcia? Narobił hałasu wokół Claudii i nagle uznał, że „a, chrzanić dziewczynę, dajcie wy mi wszyscy święty spokój, zapominam już o niej”? Z drugiej strony – pracował na Nokturnie, a Nokturn dość lubił wciągać… na zawsze.
Co nie oznaczało, że należy skreślić pierwszą opcję.
- Raczej „jeszcze” – wymruczała, stając obok Brenny i ponuro wpatrując się w dom przed nimi. Zmiany w mentalności czarodziejów zachodziły dość powoli, znacznie wolniej niż w przypadku mugoli. Nie, w świecie obok pod wieloma względami nie było tak różowo, ale… odwilż w obyczajowości postępowała dość szybko, zwłaszcza jeśli przyrównać do zmian w czarodziejskim świecie.
Nie było co tkwić wieczność pod płotem, zwłaszcza że zbite deski i tak powiedziałyby jedno, wielkie, nic, a przecież pojawiły się tu po informacje. I, prawdopodobnie, po podejrzanego.
Do trzech razy sztuka – złota zasada. Gdyby i tym razem Fray nie otworzył… z pewnością kusiłoby wywalenie drzwi z zawiasów. Ale jednak, pojawił się. Starszy niż we wspomnieniu, i…
A skąd to przekonanie, że nie żyje, panie Fray? – wtrąciła się uprzejmym, jeszcze, tonem. Przecież… - Zgodnie z aktami sprawy, to był pan przekonany, że Claudia po prostu uciekła i wpadła w mało przyjemne towarzystwo… I niekoniecznie chciała wracać do rodziny – zawiesiła głos. Celowo nie wspomniała o ciele, jeszcze nie, uważnie obserwując mężczyznę. Jego reakcje. Sam wyskoczył jej śmiercią, podając mniej więcej akurat tyle lat, od ilu naprawdę nie żyła, nie mówiąc już o tym, że jakoś średnio był łaskaw poinformować o tym Brygadę – żeby zamknąć sprawę i oznakować ją jako „rozwiązaną”...