09.09.2023, 11:00 ✶
Brenna z całego serca kibicowała przyjaciółce i bardzo chciałaby, aby ta stała się posiadaczką największej sieci cukierni w całym kraju. Ale była też realistką i czerwiec tego roku nie wydawał się jej najlepszą porą na otwieranie filii właśnie w Dolinie Godryka, gdzie stało się tak wiele złego.
- Może skoro idzie lato, powinnaś pomyśleć o lodach? – zasugerowała zamiast tego, natchnięta myślą o artykułach sezonowych.
A chwilę później, gdy w głosie Nory, pytającej, czy naprawdę ma czas, zabrzmiało bezbrzeżne wręcz zdumienie, Brennę zalała fala wyrzutów sumienia. Oczywiście, że miała czas. Zostanie ile trzeba, choćby miała nie iść dziś spać, a rankiem pić kawę na hektolitry. Czuła, że poświęca ostatnio za mało czasu Norze, Mabel, rodzinie i całej reszcie przyjaciół – i miotała się, z jednej strony chcąc to zmienić, a z drugiej pracując w tej chwili nie za dwie, a trzy czy cztery osoby, bo mieli braki kadrowe i po Beltane absolutną katastrofę.
– Pewnie, że tak. Pokażesz mi tylko, co robić – oświadczyła, uśmiechając się do Figg pogodnie, nie chcąc zdradzić myśli chodzących jej po głowie. I nie, nie planowała próbować zaglądać Norze do kociołka: Figg była mistrzynią eliksirów, a Brenna potrafiłaby co najwyżej przyrządzić wywar powodujący czkawkę. I to taki, który pewnie miałby jakieś dodatkowe efekty uboczne. Nie przygotowywała żadnych mikstur od czasów Hogwartu.
Po drodze Brenna paplała po swojemu, opowiadając o tym i owym, a na miejscu wpakowała się do środka za Norą, ustawiła skrzynkę na stoliku, a potem także koszyk. Po czym zabrała się do wyjmowania składników – sprawdzała starannie nalepki i etykiety, a jeżeli nie była czegoś pewna, zostawiała to na stole, by Nora mogła sama zdecydować, gdzie daną fiolkę albo woreczek schować.
– Podziwiam cię za cierpliwość. Mnie zawsze mieszanie w kociołku nudziło. Nie umiałam usiedzieć w miejscu. Chyba dlatego to był dla mnie najtrudniejszy z OWUTEmów – stwierdziła. – Składniki do wiggenowego chować, czy od razu zaczynasz?
- Może skoro idzie lato, powinnaś pomyśleć o lodach? – zasugerowała zamiast tego, natchnięta myślą o artykułach sezonowych.
A chwilę później, gdy w głosie Nory, pytającej, czy naprawdę ma czas, zabrzmiało bezbrzeżne wręcz zdumienie, Brennę zalała fala wyrzutów sumienia. Oczywiście, że miała czas. Zostanie ile trzeba, choćby miała nie iść dziś spać, a rankiem pić kawę na hektolitry. Czuła, że poświęca ostatnio za mało czasu Norze, Mabel, rodzinie i całej reszcie przyjaciół – i miotała się, z jednej strony chcąc to zmienić, a z drugiej pracując w tej chwili nie za dwie, a trzy czy cztery osoby, bo mieli braki kadrowe i po Beltane absolutną katastrofę.
– Pewnie, że tak. Pokażesz mi tylko, co robić – oświadczyła, uśmiechając się do Figg pogodnie, nie chcąc zdradzić myśli chodzących jej po głowie. I nie, nie planowała próbować zaglądać Norze do kociołka: Figg była mistrzynią eliksirów, a Brenna potrafiłaby co najwyżej przyrządzić wywar powodujący czkawkę. I to taki, który pewnie miałby jakieś dodatkowe efekty uboczne. Nie przygotowywała żadnych mikstur od czasów Hogwartu.
Po drodze Brenna paplała po swojemu, opowiadając o tym i owym, a na miejscu wpakowała się do środka za Norą, ustawiła skrzynkę na stoliku, a potem także koszyk. Po czym zabrała się do wyjmowania składników – sprawdzała starannie nalepki i etykiety, a jeżeli nie była czegoś pewna, zostawiała to na stole, by Nora mogła sama zdecydować, gdzie daną fiolkę albo woreczek schować.
– Podziwiam cię za cierpliwość. Mnie zawsze mieszanie w kociołku nudziło. Nie umiałam usiedzieć w miejscu. Chyba dlatego to był dla mnie najtrudniejszy z OWUTEmów – stwierdziła. – Składniki do wiggenowego chować, czy od razu zaczynasz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.