09.09.2023, 11:14 ✶
Brenna kiwnęła głową na słowa Patricka.
- Niech ktoś chwilę poczeka wyżej, czy te schody mnie nie zeżrą albo coś - poprosiła, zamierzając ostrożnie zejść w dół - jeżeli trzeba usuwając sobie z drogi magią albo kopniakiem takie przeszkody jak zwłoki, klej albo siatki. Pilnowała, by się nie przewrócić na tym wszystkim, co teraz zalegało na stopniach. Smród wwiercał się w nozdrza, i nawet dla kogoś, kto przywykł do niekoniecznie miłych zapachów, był trudny do zniesienia i sprawiał, że coś przekręcało się w żołądku Brenny.
Skierowała się ku zwłokom - przyjrzała i tym wiszącym pod sufitem, i tym leżącym na dole i...
- Słuchajcie, to chyba Hoffman. Może stracił nad nimi kontrolę? - powiedziała z pewnym zaskoczeniem, zadzierając głowę, by znów spojrzeć na tego drugiego trupa: czyżby to tego człowieka użyto, by ożywić resztę szczątek, ale przerosło to Maxmilliana?
Nie, nie takiego spotkania się spodziewała. I wcale nie było jej przykro, że mężczyzna zginął - w gruncie rzeczy Brenna żałowała co najwyżej, że nie zadali mu paru pytań. Na przykład tego, z kim współpracował, bo nie wierzyła, że wszystko mógł zrealizować w pojedynkę. Z wiekiem stawała się coraz bardziej bezlitosna i w tej chwili cieszyła się niemal: ten człowiek nie zasługiwał na życie, a przynajmniej nie musiała decydować sama, czy go aresztować czy doprowadzić do drobnego "wypadku".
Przez moment milczała, nasłuchując, czy nie dosłyszy żadnych dźwięków z dalszej części mauzoleum. Jeżeli nic się nie działo... zajrzała dalej. Mrucząc od razu na wszelki wypadek inkantację protego.
gdyby coś miało wyskoczyć, rozproszenie
- Niech ktoś chwilę poczeka wyżej, czy te schody mnie nie zeżrą albo coś - poprosiła, zamierzając ostrożnie zejść w dół - jeżeli trzeba usuwając sobie z drogi magią albo kopniakiem takie przeszkody jak zwłoki, klej albo siatki. Pilnowała, by się nie przewrócić na tym wszystkim, co teraz zalegało na stopniach. Smród wwiercał się w nozdrza, i nawet dla kogoś, kto przywykł do niekoniecznie miłych zapachów, był trudny do zniesienia i sprawiał, że coś przekręcało się w żołądku Brenny.
Skierowała się ku zwłokom - przyjrzała i tym wiszącym pod sufitem, i tym leżącym na dole i...
- Słuchajcie, to chyba Hoffman. Może stracił nad nimi kontrolę? - powiedziała z pewnym zaskoczeniem, zadzierając głowę, by znów spojrzeć na tego drugiego trupa: czyżby to tego człowieka użyto, by ożywić resztę szczątek, ale przerosło to Maxmilliana?
Nie, nie takiego spotkania się spodziewała. I wcale nie było jej przykro, że mężczyzna zginął - w gruncie rzeczy Brenna żałowała co najwyżej, że nie zadali mu paru pytań. Na przykład tego, z kim współpracował, bo nie wierzyła, że wszystko mógł zrealizować w pojedynkę. Z wiekiem stawała się coraz bardziej bezlitosna i w tej chwili cieszyła się niemal: ten człowiek nie zasługiwał na życie, a przynajmniej nie musiała decydować sama, czy go aresztować czy doprowadzić do drobnego "wypadku".
Przez moment milczała, nasłuchując, czy nie dosłyszy żadnych dźwięków z dalszej części mauzoleum. Jeżeli nic się nie działo... zajrzała dalej. Mrucząc od razu na wszelki wypadek inkantację protego.
gdyby coś miało wyskoczyć, rozproszenie
Rzut N 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.